2012 · Autostopem przez życie

Aklimatyzacja w Iranie

← Wszystkie wpisy

W pierwszej kolejności przepraszam, że tak długo nie pisałem. Bynajmniej nie było to spowodowane porwaniem, aresztowaniem czy innego tego typu bajerami jak niektórzy podejrzewali, ale po prostu nie miałem ani czasu ani okazji poświęcić kilka godzin na przygotowanie kolejnych wpisów.

Generalnie dostęp do publikowania wpisów na blogu, skutecznie utrudniał rząd irański, który blokuje większość zarówno stron internetowych jak i portali typu Facebook czy Youtube, ale o tym później.

Długo zastanawiałem jak opisać swój pobyt w Iranie. Czy osobno opisać historię, kulturę, religię i zwyczaje, a później przygody, czy może jednak odwrotnie. Koniec końców zdecydowałem się przeplatać jedno z drugim, więc z góry uprzedzam, że niektóre opisy będą rozwlekłe, ale naprawdę jest to niezbędne, aby zrozumieć jakim krajem jest Iran.A jest to kraj piękny.

Dzień 35

Mimo, że dzień wcześniej siedziałem i rozmawiałem z Alim i jego bratem do 5 rano, to obudziłem się całkiem rześki już o 9. Moje krzątanie w łazience obudziło również resztę towarzystwa, które nie miało wyjścia i również powoli wstawało.

Śniadanie jest pierwszą rzeczą, którą opiszę. To irańskie jest absolutnie inne od tego co przywykłem widzieć i jeść.

Po pierwsze – nie je się na talerzach, tylko na chlebie. Chleb oczywiście nie wygląda tak jak ten europejski tylko bardziej przypomina bardzo duże, lekko wysuszone i cienkie naleśniki. Cała zabawa w jedzenie jest dość nużąca, bo ceremoniał polega na odrywaniu małych kawałków owego chleba i smarowania ich tym co znajduje się na stole. A na stole praktycznie zawsze znajduje się: dżem marchewkowy, orzechy, jogurt, masło, brzoskwinie lub śliwki i wszechobecna herbata.

Oczywiście nie wygląda to tak, że urywasz sobie kawałek chleba wielkości dłoni i smarujesz czym chcesz. To by było zbyt proste i zbyt europejskie. Za każdym razem urywasz kawałek chleba, nie większy niż wizytówka, smarujesz najczęściej masłem, na to jogurt,lekko pokruszone orzechy, a następnie zawijasz i jesz. Jest to o tyle męczące, że nie dasz rady najeść się dwoma czy trzema kanapkami tylko musisz ich zrobić co najmniej 10. Jak już się najesz to dla smaku zjadasz jeszcze jedna czy dwie „kanapki” z dżemem marchewkowym i jogurtem, które są mistrzowsko smaczne.

Śniadanie z Alim

Gdy już się najecie, następuje ceremoniał picia herbaty, który powtarzał się później w nieskończoność, aż do mojego wyjazdu z Iranu.

Czym się różni picie herbaty w Iranie od tego w Europie? Wszystkim! Już samo przygotowanie jest inne. Mnóstwo liści herbaty wrzuca się do dzbanka i zalewa wrzątkiem, a następnie zostawia na co najmniej 15 min i przygotowuje tzw. esencję. Esencje wlewa się do małej filiżanki (maksymalnie 1/5 całości), a i rozcieńcza się wrzątkiem przygotowanym w samowarze.

Jest herbata, więc i musi być cukier. Normalnie cukier nasypuje się do filiżanki i gotowe, ale nie w Iranie. Przede wszystkim dlatego, że przez cały mój pobyt nie widziałem sypanego cukru. Same kostki. Prawidłowe wypicie herbaty polega na zanurzeniu części kostki w herbacie na następnie położeniu jej na język i spokojnym popijaniu.

Herbata jakiej pewnie nie widzieliście

Całe to jedzenie i picie spowodowało, że z domu wyszliśmy dopiero o 12, czyli w największym skwarze.

Ali mieszkał w północnej części Tehranu (TEHRAN, a nie Teheran), czyli części dla tzw. inteligencji i ludzi bardziej zamożnych. W okolicy znajduje się dawna siedziba szacha(będącego odpowiednikiem króla i wiele ogrodów, w których Irańczycy chętnie spędzają popołudnia i wieczory.

Jako, że temperatura zdrowo przekraczała 30 stopni, to postanowiliśmy w pierwszej kolejności zobaczyć właśnie pałac szacha.

I teraz pytanie kim jest/był szach? Ano szach rządził Iranem przed rewolucja. Jaką rewolucja? I tu nadchodzi czas na streszczenie nowożytnej historii Iranu.

Klasycznie zrobię to w dużym skrócie i uproszczeniu, żeby Was nie zanudzić zwłaszcza, że jeżeli to Was interesuje, to w internecie znajdziecie wszystko.

Po drugiej wojnie światowej Iranem rządził szach, który miał dobre stosunki z USA i światem, w dużej mierze dlatego, że oddawał im praktycznie cała ropę. W 1951 stracił władze na rzecz demokratycznie wybranego premiera, który znacjonalizował praktycznie wszystko co związane z ropą i delikatnie mówiąc, wypiął się na wielkich potentatów m.in. na Anglo-Irańską Kompanie Naftową (dziś koncern BP). To oczywiście nie spodobało się w USA i Wlk. Brytanii, która zorganizowała tzw. operacje Ajax,która doprowadziła do ponownego odzyskania władzy przez szacha i umieszczenia premiera w areszcie domowym. Szach oczywiście odwdzięczył się Zachodowi przywracając dawne umowy i stosunki.

W kolejnych latach, owszem, Iran się rozwijał, ale w głównej mierze dzięki ropie.Nie mniej jednak widoczne były zmiany nazywane „białą rewolucja”, czyli rozwój, edukacja i np. zniesienie feudalizmu. Niestety, jak to zwykle bywa w tego typu rządach, duża role odgrywały tajne służby i policja, które sposoby działania miały porównywalne do Stasi. To rodziło niepokoje społeczne, strajki itp. Głównym przeciwnikiem Szacha byli fundamentaliści islamscy oraz komuniści, którzy z biegiem czasu buntowali się coraz otwarciej. No i ostatecznie jedne strajki zaczęły napędzać kolejne, a te jeszcze inne. W końcu Szach z rodziną dał nogę na Zachód, a władze w Iranie przejął wracający z wygnania ajatollah Chomeini, którego na lotnisku witało 10 mln Irańczyków.

Aby dojechać do pałacu szacha musieliśmy wpierw iść 20 min na piechotę, później wziąć taxi, następnie metro, a później autobus. Czemu? Ano bo Tehran jest olbrzymi ( większy od np. Londynu,Paryża, Istambułu czy Rio de Janeiro!)

Na pierwszy ogień taxi. Co może być dziwnego i ciekawego w złapaniu taksówki? Wszystko! W Iranie taksówki nie funkcjonują tak jak w Europie. W Iranie są to w większości prywatne osoby, które jak chcą sobie dorobić to po prostu krążą po mieście szukając klientów. Gdy widzą osoby stojące na poboczu to trąbią dwukrotnie i zwalniają, a wtedy osoba na poboczu wykrzykuje nazwe dzielnicy, do której jedzie. Kierowca albo się zatrzymuje, albo nie. W zależności od tego czy mu pasuje kierunek.. Oczywiście od nie podwozi pod sam dom, ale tylko w miejsce, które mu pasuje w danej dzielnicy. Taksówka to z reguły zdezelowany Peugeot, który może zabrać od 4 do 7 osób.

Oprócz samochodowych taksówek, są również motorowe, ale zdecydowanie polecane tym, których życie zależy od bycia na czas, bo na taximotorze mogą je łatwo stracić. Załadunek od 2 do 5 osób.

Mototaxi

Ruch samochodowy w Iranie to coś niezwykłego. Światła (jeżeli są) migają tylko na pomarańczowo i czerwono. Nie mają one na celu regulować ruchu, a jedynie ostrzegać, że to skrzyżowanie należy do bardziej ruchliwych. Pieszy nie ma żadnych praw, a pierwszeństwo ma większy lub szybszy. Motorów nie obowiązują żadne zasady, dlatego dość normalna i powszechna jest ich jazda pod prąd na trzypasmówce.

Po wyjściu z taksówki przesiadka na metro, które samo w sobie jest normalne, a jedyne co zaskakuje to wystrój. Praktycznie na każdej stacji znajdziecie mnóstwo bilbordów z tekstami poparcia dla Palestyny, hasła typu „Śmierć Izraelowi” czy też plakaty z firmami wspierającymi żydów i USA.

Blibord

Pewnie część z Was słyszała również o osobnych miejscach dla kobiet i mężczyzn w autobusach. Prawda. W metrze jest podobnie. Pierwsze 2-3 wagony są przeznaczone wyłącznie dla kobiet, a reszta dla mężczyzn. W autobusach, którymi podróżowaliśmy później było o tyle inaczej, że po prostu autobus był podzielony barierką na pół. Tył dla kobiet, przód dla mężczyzn.

Podzielony autobus

Po dojechaniu do pierwszego pałacu ruszyliśmy na zwiedzanie. I byłem rozczarowany. Taki sobie „O pałacyk” w środku, owszem wystrój na bogato, ale nic co wybiegałoby poza standard domu należącego do bogatej osoby. Wyjątkiem był pokój ze sprzętem dentystycznym naprzeciwko sypialni.

Stać go było, to miał

I później znowu ponad godzina w autobusach, tylko po to, żeby dotrzeć do drugiej rezydencji Szacha, w której tak samo jak w poprzedniej nie było nic ciekawego. Nawet fotela dentystycznego.

Rezydencja Szacha

Po zwiedzaniu parków przyszedł czas na główny bazar Tehranu usytuowany w południowej części miasta. Oczywiście ponad godzina na dotarcie.

Wnętrze meczetu

Sam bazar robi wrażenie wielkością, ilością ludzi i ilością identycznych towarów. Na jednej uliczce długiej na ponad kilometr sama biżuteria. Na kolejnej równoległej – dywany. Na prostopadłej orzechy, przyprawy, koszule, czadory itp.

Właśnie czador! Czym jest czador? W dosłownym tłumaczeniu czador, to po persku „namiot” i jest to czarny ubiór, który noszą na sobie najbardziej religijne kobiety. Generalnie kobiety w Iranie mają do wyboru albo nosić czador zakrywający dosłownie wszystko za wyjątkiem twarzy lub hidżab, czyli chustę zakrywającą włosy(co nagminnie jest łamane przez „wyzwolone” kobiety).

W Iranie nie ma czegoś takiego jak „burka” czyli ubiór zakrywający wszystko poza oczyma.

Tak czy inaczej patrząc na te wszystkie kobiety śmigające w 40 stopniowym upale w czadorach(pod spodem mają zawsze normalny ubiór) było mi ich naprawdę żal, ale miałem dość śmieszne skojarzenia.

Jeśli pamiętacie „Gwiezdne wojny” to występowała tam postać Lorda Vadera, który za każdym razem jak szedł, to jego czarna peleryna powiewała na boki. Właśnie tak wyglądają iranki, w czadorach, na ulicach. Brakowało mi tylko podkładu muzycznego.

Lord Vader`y

Po wizycie na bazarze postanowiłem, że ugotuję chłopakom polski obiad(między innymi dlatego, że od miesiąca marzyłem o gotowanej marchewce i ziemniaczkach). Ali zaakceptował moją propozycję i poszliśmy do jego kumpla mieszkającego w akademikach, żeby zrobić listę zakupów. Przy okazji było już blisko zachodu słońca, więc skorzystaliśmy z okazji, żeby się czegoś napić, bo był to ostatni dzień ramadanu, a mój host był religijny i ściśle przestrzegał jego zasad tj. zero picia i jedzenia od wschodu do zachodu słońca. Stwierdziłem, że jak on może, to i ja dam radę. Było naprawdę ciężko, zwłaszcza, że cały dzień chodziliśmy.

Mango po zachodzie słońca

Po zrobieniu listy zakupów poszliśmy na bazar, mijając po drodze uniwersytet Teheranu, gdzie w 2009 r. odbywały się wielkie manifestacje, strajki i protesty przeciwko fałszowaniu wyborów prezydenckich.

I znowu, krótka lekcja historii.

W 2009 r. odbyły się wybory prezydenckie, które zostały wg opinii większości obserwatorów sfałszowane i wygrał je pan, którego pewnie kojarzycie z mediów, mówiący ciągle o programie nuklearnym i ataku na USA i Izrael. Powiem, krótko – w Iranie go nie cierpią. Ale władza nie należy tylko do niego. Oprócz niego krajem rządzi dożywotnio wybierany Ajatollah, który stoi na straży prawa i to on jest głową państwa i to mu podlegają siły zbroje. Go lubi więcej osób, bo jest on kimś w rodzaju papieża w Watykanie. Przykładem, wzorem i kimś kogo słuchają ludzie najbardziej wierzący i (jak to określił mój host) głupi i ślepi.

Tak czy inaczej w 2009 r. doszło do największych strajków od czasów rewolucji. Ludzie protestowali i walczyli na ulicach, a policja otwierała ogień do strajkujących i blokowała wszystkie możliwe kanały informacyjne (zero dostępu do Internetu, smsów, telefonów itp.)Po kilkunastu brutalnie rozpędzonych demonstracjach strajki zamarły. Warto wspomnieć, że ilość uczestników tych protestów była liczona w setkach tysięcy. Gwoździem do trumny „zielonej rewolucji” było poparcie jakiego udzielił prezydentowi ajatollah, uznając wybory.

Właśnie przy bramie uniwersytetu wyciągnąłem aparat i zrobiłem zdjęcie. To był błąd. Nie zauważyłem policjanta, który do mnie podbiegł i krzycząc wyrwał aparat.Gdyby nie Ali, to prawdopodobnie był stracił nie tylko zdjęcie, ale i cały sprzęt pod groźbą aresztu.

Dobrze nastraszony od tej pory za każdym razem zanim zrobiłem zdjęcie, to rozglądałem się na boki.

Gdy wróciliśmy do domu, to wziąłem się za gotowanie. Marchewka, groszek, kurczak, ziemniaczki. 45 min i był obiad dla pięciu chłopa, bo Ali zaprosił swojego kumpla i jego bat tez się pojawił z kolejnym. Było smacznie i wesoło. Oczywiście pytałem czy smakuje i wiadomo, że opowiedzieli twierdząco, ale 100% pewności miałem dopiero jak wyjeżdżałem, gdy nieśmiało poprosili mnie o przepis na marchewkę z groszkiem.

Polski obiad w Tehranie

Resztę wieczoru spędziliśmy grając w gry planszowe, śpiewając i ucząc się składania origami.

Zastanawiałem się również co dalej. Mój host z Shiraz ciągle mi nie odpisywał, a Ali powiedział, że wszystko co ciekawe w mieście, to zobaczyliśmy już dzisiaj, więc postanowiłem następnego dnia jechać dalej.

Było tak wesoło, że zasnęliśmy o 5 rano.

Dzień 36

Wstaliśmy dopiero o 12. Zanim zjedliśmy śniadanie i się spakowałem, to zrobiła się 14.30. W końcu dodzwoniliśmy się do Sonii, która miała być moim hostem w Shiraz i ustaliliśmy, że będzie w domu dopiero jutro wieczorem, więc miałem problem.

Ali nie mogł mnie przenocować dłużej, bo wracali jego rodzice. Postanowiłem złamać swoją zasadę i kupić bilet autobusowy do Shiraz. Autobus miał jechać całą noc, więc problem noclegu się rozwiązywał.

Mieliśmy trochę czasu, więc postanowiliśmy pójść na spacer do ogrodu. Lekki spacer -  lekkie tematy, więc postanowiłem wypytać Alego o sprawy damsko-męskie, ale okazał się niezbyt ogarnięty w tym temacie, więc jedyne co to pozostawało mi przyglądać się młodym spotykającym się w parku.

Przepisowa randka i odległość

Wieczorem pojechaliśmy z Alim na dworzec i po krótkich negocjacjach kupiłem bilet na autobus typu VIP za 4 dol. Gdy wsiadłem do środka, to oniemiałem. Rozkładane siedzenia, full miejsca, pudełko z ciastkami i herbatą, wody w opór, klimatyzacja i telewizory w nagłówkach, a wszystko to za 15zł!

Stać mnie, a co!

Kolejna rzecz. Jestem blondynem, który pod wpływem słońca jeszcze wypłowiał, więc na ulicy zwracałem uwagę, ale nikt mnie w Tehranie nie zaczepiał, a od autobusu zaczęło to się zmieniać.

Jako pierwszy zagadał mnie starszy jegomość będący nauczycielem na emeryturze. Zwykłe "Skąd jesteś?" przerodziło się w 3 godzinną rozmowę, którą zaczął tłumaczyć siedzącym naokoło ludziom. Tym samym po pewnym czasie miałem już pełny brzuszek i przewodnika po Shirazie, który powiedział, że jak dojedziemy do miasta, to mnie zaprasza do siebie na obiad i zawiezie mnie na zwiedzanie Persepolis

Moi autobusowi kucharze

Zdjęć z Iranu mam ponad tysiąc, ale wrzucę je później; )

Komentarze (2)

Komentarze przeniesione z archiwum bloga.