Dzień 50, 51, 52, 53, 54
Po ostatnich dwóch dniach postanowiłem się ogarnąć i szczęśliwie dojechać do domu. Stanąłem przy wyjeździe z granicy i zacząłem się rozglądać za ciężarówkami. Plan miałem prosty dotrzeć jak najszybciej. I w tym momencie pojawia się pytanie jak, bo są dwie opcje.
Pierwsza wydawało by się szybsza - osobówkami. Tylko musiałbym mieć mega szczęście, żeby znaleźć auta, które będą jechały bezpośrednio do Istambułu, więc zdecydowałem się na ciężarówkę. Wolniej, ale bez przesiadek do celu.
Facetem, który mnie zabrał okazał się być przyjazny Turek, który przez dwa dni robił mi śniadania i kupował obiady, w związku z czym przejeżdżając przez Turcję nie wydałem ani grosza. Mimo, że próbowałem wciskać mu kasę do ręki.

Tak czy inaczej wieczorem drugiego dnia podróży dojechaliśmy przed Istambuł gdzie się pożegnaliśmy.
Zostałem wysadzony na pierwszorzędnej stacji. Internet, McDonald, BP i mnóstwo aut na niemieckich, francuskich, i angielskich rejestracjach. W pierwszym momencie myślałem, że mam szanse na tzw. "złoty strzał" i dojechanie jednym stopem do Niemiec, ale byłem w błędzie.
Każde auto na zagranicznych numerach było pełne Turków. I nie dorosłych, ale dzieci w wieku wszelakim. Po trzech godzinach na stacji byłem pewny, że jak coś nas zaleje w najbliższym czasie to będą to Turcy. Nigdy w życiu nie widziałem tylu aut zapakowanych po dach.
W końcu zaprzestałem łapania stopa na granice Bułgarską i skupiłem się na przeskoczeniu przez Istambuł. I to był dobry pomysł. Po 15 min znalazłem młodego gościa, który dukając po angielsku zgodził się mnie zawieźć na większą stację za miastem, na autostradzie.
Typ okazał się niezłym wariatem i przez miasto jechaliśmy ze średnią prędkością 190km/h. W duszy modliłem się, żebyśmy się nigdzie nie rozwalili, bo była by to naprawdę głupia śmierć.

Kolejna stacja również okazała się spora i mimo późnej pory (23.30) postanowiłem szukać stopa na granicę. I się udało! Dwójka chłopaków z Rumunii jadąca TIRami za Bukareszt. Zapytałem się, o której planują tam być i powiedzieli, że o 13 powinniśmy być. Pomylili się tylko o 12 godzin.
Już pomijam kolejkę na stronie Tureckiej, bo to normalne na każdej granicy przy wjeździe do Europy, ale jakim cudem Bułgaria i Rumunia są w Unii Europejskiej to nie wiem. Drogi FA-TAL-NE! A moi kierowcy sami mówili, że ich kraj nie powinien być w Unii, bo może i geograficznie są w Europie, ale mentalnie nie. Wszędzie korupcja. Na granicach, żeby przejść, trzeba było zapłacić po 5 euro każdemu strażnikowi "na kawę". I na każdym kroku byłem ostrzegany, że złodzieje i oszuści.

No ale dojechałem z nimi za Bukareszt o 22 i postanowiłem spróbować jeszcze coś złapać. I znowu się udało! I znowu irański kierowca mówiący w sześciu językach. Pierwszy raz w życiu widziałem irańskiego kierowcę w Europie. Okazuje się, że mimo sankcji i ograniczeń w przydzielaniu paszportów profesjonalni kierowcy ciężarówek mogą podróżować.
Gdy zatrzymaliśmy się na nocną pauzę, postanowiłem zostać na noc, bo byłem już padnięty podróżą. Oczywiście na propozycję spania w kabinie odpowiedziałem negatywnie i rozbiłem namiot w pobliżu stacji benzynowej.

Wstałem z samego rana i wziąłem się za łapanie. Tabliczka z napisem Budapeszt/ POLAND zadziałała, bo obok mnie z piskiem opon zatrzymał się kolejny kierowca ciężarówki, który podwiózł mnie pod granicę Węgierską. Okazał się być mega w porządku człowiekiem ze Śląska z lubością wymawiający słowo "ziemnioki" i "Kiebasa", którą mi przygotował, gdy usłyszał, że nie jadłem jeszcze śniadania. Dodatkowo grywa również na weselach w kapeli, więc uroczył mnie kilkoma piosenkami w jego wykonaniu.

I znowu kolejna stacja i kolejny autostop. Rumun w BMW pracujący na stałe w Czechach. Pojawiła się realna szansa na dotarcie do Polski jutro. Jechałem z nim aż za Budapeszt, rozmawiając non stop na naprawdę ciekawe tematy związane zarówno z polityką jak i historią, więc czas minął nam raz dwa.
O 19 miło się pożegnaliśmy i postanowiłem zaryzykować i poszukać dalszego stopa. I się udało. Parka Polaków wracająca z Sycylii i jadąca do Krakowa. Bajka. W dodatku mieli LCD i oglądali "Przyjaciół", więc było całkiem śmiesznie.
Do Krakowa dotarliśmy o 23. Wysadzili mnie na wylotówce za miastem, gdzie postanowiłem łapać stopa w ciemnościach. Ubrałem wszystkie odblaskowe ciuchy i kamizelkę. Wyprostowałem taką śmieszną zwijaną taśmę odblaskową i trzymając w jednej ręce tabliczkę, a w drugiej odblaskową taśmę łapałem stopa. Nie wierzyłem, że to może się udać, ale zadziałało dość szybko. Po 5 minutach zatrzymał się młody koleś jadący do Ostródy. Później przyznał mi się, że zatrzymał się tylko dlatego, że w pierwszym momencie myślał, że policja stoi i łapie.
Praktycznie całą drogę przespałem, bo byłem już naprawdę padnięty po 4 dniu autostopowania, ale wiedziałem, że jutro będę w domu. I byłem. O 10 odebrała mnie mama z siostrą i po dwóch miesiącach szczęśliwie dojechałem do domu.
Wiem, że opis tandetny, ale nie było to nic innego niż autostop, którego nie lubię. Ciągła podróż z punktu A do punktu B, bez zwiedzania i poznawania kultury, tradycji, miejsc, historii.
Tym samym zakończyłem 55 dniową podróż przez 11 krajów, pokonując 18, 459 km autostopem i mniej więcej 100 na piechotę. Wspiąłem się samodzielnie na 5300m n.p.m. i zwiedziłem 35 miast. Spałem na stacjach, w lasach,samochodach, pod mostami, na pustyni i u kilkudziesięciu fantastycznych osób. Przeżyłem dziesiątki przygód, poznałem setki osób i zrobiłem tysiące zdjęć.
To wszystko może przeżyć każdy z Was tylko trzeba ruszyć się trochę dalej niż do sąsiedniego miasta;)
I teraz pojawia się pytanie co dalej, bo przecież już koniec.
W pierwszej kolejności chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy czytali mojego bloga i wspierali mnie nie tylko w mojej podróży, ale również przygotowaniach do niej. Serdeczne dziękuję kieruję do mojej rodzinki i znajomych, którzy ograniczając się czasami do zwykłej wiadomości na facebooku w stylu "Kozak jesteś. Powodzenia!" czy "Super pomysł/blog! Dawaj dalej!", dawali mi do zrozumienia, że robię coś fajnego i w ciężkich momentach, właśnie to mnie motywowało. Kolejne "dziękuję" będzie skierowane dla wszystkich osób, które spotkałem za granicą, bo wiem, że śledzą mojego bloga z pomocą Google translator`a. Właśnie dla nich mam zamiar przetłumaczyć bloga na język angielski, bo dzięki nim ta podróż była cudowna.
Wiem, wszytko to brzmi ogólnikowo i tandetnie, ale coś co początkowo miało być tylko miejscem, gdzie będę spisywał swoje wspomnienia stało się czymś większym, stało się miejscem, które odwiedziło już ponad 100,000 osób i to w zaledwie trzy miesiące! I nie mam zamiaru tego zmarnować.
Owszem, ten blog opisuje moje przygody, ale znajdziecie na nim coś o wiele ważniejszego, co mam nadzieję w jakimś stopniu udało mi się przekazać. Jest to mała zachęta do podróżowania autostopem. Miałem dziesiątki fantastycznych przygód,poznałem setki cudownych ludzi i zrobiłem tysiące zdjęć oraz nakręciłem trochę filmów. Część z Was pewnie wypomni mi, że miałem też groźne sytuacje, no ale co z tego? Zgrzeszyłem głupotą i nieodpowiedzialnością, ale wybrnąłem i będę teraz miał co dzieciom opowiadać i nie pozwolę, żeby jeden negatywny dzień przysłonił pozostałe 55.
Plany na przyszłość?
Są i to ambitne. W prawdzie wywiady do projektu przepadły, ale wciąż mam kartę z innymi nagraniami i zdjęciami. Nadal mam zamiar zrealizować projekt - "Miłość, szczęście i marzenia" tylko, że w okrojonej wersji. Przygotuję film z podróży połączony z prezentacją zdjęć i przygód z podróży, które będę przedstawiał w kilkunastu trójmiejskich liceach, klubach podróżniczych i na spotkaniach podróżników. Przyznam szczerze, że spełnieniem moich marzeń i podsumowaniem tego co zrobiłem i co zrobię w najbliższym czasie, będzie możliwość prezentacji na zbliżających się powoli Kolosach 2012. No ale to jeszcze trochę czasu.
W międzyczasie będę również rozbudowywał swojego bloga o rzeczy przydatne dla kolejnych autostopowiczów m.in. gotowe trasy, filmiki, galerie itd.
A wszystko to, żeby pokazać Wam, że blog nie stanie się kolejnym martwym miejscem w sieci, ale będzie żył nawet w słabym okresie dla autostopa, jakim jest zima.
Pozdrawiam i szerokości!
Przemek


Powodzenia!
Pozdrawiam! :)