2013 · Autostopem przez życie

Dzień 12 - czystość, wolność, niezależność

← Wszystkie wpisy

Szczerze obawiałem się kaca, ale gdy o 9 wstałem, nic takiego nie czułem. Pewnie jeszcze jestem pijany - pomyślałem, z przerażeniem przypominając sobie ilość wypitej wczoraj wódki i obejrzanych zdjęć rodzinnych.

Wyszedłem na podwórze, przeciągnąłem się i rozciągając wszystkie mięśnie, szeroko ziewnąłem. Spojrzałem w kierunku kuchni i zobaczyłem, to o czym marzyłem - kawę. Wszedłem, przywitałem się i z rozbawieniem zerknąłem na głowę rodziny, który jeśli czuł się tak jak wyglądał, to mu współczuję. Oczywiście, zauważył mój uśmiech i sam się zaczął z siebie śmiać.

Po śniadaniu rodziciele musieli podskoczyć do sklepu, więc wskoczyłem na kanapę przed domem i zacząłem pisać. Pisząc i myśląc o podróży praktycznie nie czułem jak szybko płynie czas. Byłem czysty, najedzony, wypoczęty i zdrowy, co czyniło mnie szczęśliwszym niż ponad 90% ziemskiej populacji, której zawsze czegoś z tych kilku brakuje.

Około godziny 12 trochę zaczęło mnie nosić i chciałem już wracać na drogę, ale gospodarze mnie poinformowali, że nie ma opcji, żebym pojechał nie jedząc z nimi obiadu. Więc zostałemna obiad. A po obiedzie na kawę. I już chciałem wychodzić, gdy gospodarz zauważył zdjęcia, których nie zdążyliśmy wczoraj przejrzeć. Tylko nie to! Ale było już za późno. Sięgał po pozostałe 500 zdjęć. I tym samym znowu zaczęła się epopeja pod tytułem 'Ja,moja żona i pomnik', tym razem z Włoch. W końcu o 16 zauważył moje, już dość wyraźne, znużenie i oznajmił, że czas jechać. Raz dwa pobiegłem po spakowane rzeczy i minutę później zameldowałem się pod autem.

Na trasie byłem dopiero o 17. Po szczerym i serdecznym pożegnaniu z rodziną, ustawiłem się i łapałem dalej. Tylko, że nic nie jechało. 10, 15 min i zero aut. Jak coś przejedzie, to mi machają, że zaraz skręcają. Mam czas, więc się nie stresuję tylko leżę oparty o plecak i cieszę popołudniowym słońcem. Sporo osób się mnie pyta czy w takich sytuacjach się nie nudzę. Prawda jest taka, że gdy jestem w drodze, nawet gdy czekam, to się nie nudzę, bo jest wiele form zabijania czasu. Ja najczęściej śpiewam. Wszystko od Golec u Orkiestra począwszy, przez Disneya, a na kolędach kończąc. Jak jestem sam to nikt się nie męczy słuchając mnie. Sygnałem, że czas zmienić repertuar są ptaki, które zmęczone moimi coverami podnoszą się z pola i uciekają. Druga sprawa to modlitwa. Jestem wierzący i praktykujący, więc gdy tylko jest okazja, to się modlę. Najczęściej o zdrowie dla moich Babci i Dziadków, których strasznie kocham, a to właśnie zdrowia im najczęściej potrzeba. Czasami też o cierpliwość dla rodziców, którzy są tolerancyjni, ale jak zrobię jakąś głupotę, to się denerwują ( Mamo, przepraszam za skok na bungee,ale żyje i mam się dobrze, więc się nie martw). Oprócz tego zawsze staram się dziękować za każdą osobę, którą spotykam na trasie. Więc nie, w drodze nigdy się nie nudzę.

Po mniej więcej godzinie wylegiwania, w końcu przeszkodziło mi auto jadące 250km w kierunku Astany. Wstaję i patrzę na relikt przeszłości, o dumnej nazwie Kamaz. Wskakuję do szoferki i witam się z kierowcą. Ruszamy.

image

image

Dopiero w trasie zaczynam sobie uświadamiać, co znaczy bezkresny step i morze pszenicy. To pierwsze, to trawiasta pustynia rozciągająca się nawet tam gdzie wzrok nie sięga. Trawa we wszelakich odcieniach i rodzajach. Od kęp soczystej zieleni do wypalonych słońcem żółtych polan. I ani jednego drzewa czy krzaków.Step, bezkresny step, płaski niczym stół.

Morza pszenicy zobaczyłem dopiero podczas zachodu słońca. Było to tuż po wspólnym posiłku, gdy kierowca sprawdzał czy towar się nie obluzował podczas jazdy po wybojach a, ja stałem na skraju drogi i patrzyłem przed siebie. I gdzie nie spojrzałem zieleń, wciąż jeszcze nie gotowej do zbioru pszenicy. Kierowcą wydawał się nadal zajęty, więc zrobiłem kilkanaście kroków na przód i stanąłem po pas w kłosach. Zachodzące słońce idealnie współgrało z porywistym wiatrem, który kołysał każdym kłosem tak ja robi to z każdą falą na morzu. Stoję i widzę, że co chwilę dociera do mnie kolejny podmuch wiatru, a wraz z nim uginają się całe połacie zieleni, w której stoję. Patrząc w dal dostrzegam setki takich miejsc, które razem tworzą piękny obraz. Buszujący w zbożu' -  pomyślałem i odwróciłem się w kierunku kierowcy krzyczącego 'Pasza, dawaj! Pojechalim!' Powoli wyszedłem z zielonego morza i podbiegłem do wysłużonego Kamaza.

image

Około 21 postanowiłem poprosić kierowcę, żeby się zatrzymał i pozwolił mi wysiąść, bo chcę spędzić noc w stepie. Trochę się zdziwił nie rozumiejąc po co, ale w końcu zjechał na pobocze. Zatrzasnąłem drzwi z hukiem, zarzuciłem plecaki na plecy i ruszyłem przed siebie. Czystość, wolność, niezależność. W step.

image

Komentarze (2)

Komentarze przeniesione z archiwum bloga.