2013 · Autostopem przez życie

Dzień 30 - 'Sary Tash - Kashgar'

← Wszystkie wpisy

Wczoraj rano było paskudnie gorąco, dzisiaj dla odmiany, paskudnie zimno. Gdy otworzyłem oczy, to widziałem parę wodną, którą wydychałem. 'Niezły początek dnia' - pomyślałem i zacząłem ze sobą walczyć, żeby w końcu wygrzebać się ze śpiwora. Miałem deadline, żeby być na trasie o 7 rano,  bo wtedy większość TIRów ruszała na granicę. Poza nimi, w Sary Tash, nie było kompletnie żadnego auta jadącego do Chin.

image

image

Ledwo spakowałem namiot i zaczęło padać. Założyłem kurtkę przeciwdeszczową, pelerynę na plecaki i zacząłem łapać. Średnio co 3-4 minuty jechała jakaś ciężarówka, ale dopiero po 20 minutach marznięcia, zatrzymał się kierowca, który mimo krótkiej jazdy dał mi mnóstwo wskazówek jak sprawnie przekroczyć granicę.

image

Po pierwsze, trasa z Sary Tash do Kashgaru zajmuje cały dzień. Dlatego warto na granicy zjeść porządny obiad. Jest tam mnóstwo maleńkich knajp, serwujących tanie i smaczne jedzenie. Do jednej z nich zaprosił mnie kierowca, z którym następnie się pożegnałem, bo gdybym próbował przekroczyć granicę z nim, to prawdopodobnie czekalibyśmy ponad 20h.

image

image

Druga sprawa, to samo przekroczenie granicy. Od strony Kirgiskiej nie ma żadnych problemów. Wbijają pieczątkę i puszczają. Problemy są za to po stronie chińskiej.

image

Na początek trzeba prosić kierowców, żeby podrzucali po kawałku, bo z samej granicy kirgiskiej do chin jest około 3-4 kilometrów, a ostatni kilometr ciągnie się kolejka TiRów.

Gdy już dotrze się do pierwszej chińskiej kontroli, zaczynają się problemy. O ile można podjechać na nią TIRem, to pogranicznicy na 100% Cię z niego wyrzucą, bo nie jesteś wpisany w dokumentach auta, a sprawdzają wszystko. Następnie biorą Cię do budynku gdzie zaczyna się pierwsza kontrola, podczas której sprawdzają wszystko. U mnie włącznie z siatką z brudnymi gaciami i mapą Chin w przewodniku. W tym momencie będą też chcieli Twój paszport. I to jest najważniejsza część, bo jeśli nie przypilnujesz paszportu, to zniknie on na kilka godzin. Generalnie działa, to w ten sposób, że zabierają Ci paszport i wręczają żołnierzowi, który jedzie busem lub taksówką do miasta, za jedno i drugie trzeba oczywiście zapłacić. Kwota dla lokalnych, to około 7-8$ za miejsce na kuszetce w busie, ale bądź pewny, że z Ciebie będą chcieli zdzierać co najmniej 20$. Masz tą przewagę, że wiesz ile jest to warte i możesz się przygotować.

image

Ja zrobiłem taki myk. Z dokumentami włożyłem równowartość 8$, a resztę kasy schowałem do kieszeni w plecaku. Następnie to już tylko kwestia powtarzania, że to ostatnie pieniądze jakie masz i nie masz za co jeść. Ważny jest fakt, żeby mówić, że jest się z Polski. Jeśli tego nie podkreślacie, to jesteście po prostu kolejnymi bogatymi turystami z zachodu,z których można zdzierać kasę do woli.

Tak czy inaczej, polecam busa. Trasa do Kashgaru zajęła nam 8h mimo, że na mapie jest to około 250km. Droga jest tragiczna, chociaż to i tak mało powiedziane, a na kuszetce wygodnie.

image

Jeśli chcecie kombinować za darmo, to musicie pilnować paszportu. Bo jak paszport przepadnie u żołnierza, to pozamiatane i nie macie wyjścia jak tylko z nim jechać, bo go Wam nie odda. Jak macie paszport, to teoretycznie możecie powtarzać, że kompletnie nie macie kasy, ale nie gwarantuję sukcesu i do miasta dojedziecie późną nocą.

Kolejny posterunek graniczny jest mniej więcej półtorej godziny jazdy z granicy i tam wychodzi tylko żołnierz z paszportami. Odprawa ostateczna odbywa się po kolejnych czterech godzinach jazdy, gdzie sprawdzają Ci wizę, paszport i jeszcze raz plecak. Dopiero gdy już przejdziesz na drugą stronę budynku usłyszysz wyczekane 'Welcome in China'.

image

W trakcie drogi poznałem się z innymi pasażerami, którzy non stop mnie dokarmiali lokalnymi specjałami, które jechali sprzedawać na sobotni bazar do Kashgaru.

image

image

Do miasta wjechaliśmy o 23.30 lokalnego czasu( w Chinach jest dwie godziny później niż w Kirgistanie) i miałem tylko jeden plan. Dostać się do hostelu, za który po tygodniu bez prysznica, prania czy normalnego odpoczynku był mi po prostu niezbędny. Na szczęście w przewodniku Lonely Planet, który kupiłem przed wyjazdem był opisany jeden, w którym za miejsce w dormitorium trzeba było zapłacić równowartość 20zł. Z miejsca podjąłem decyzję - zostaję na dwie noce. Pozwiedzam, zrobię pranie, odpocznę i popytam innych podróżników o rady związane z Chinami.

Hostel okazał się być miłym miejscem pełnym obcokrajowców, ale jedyne o czym potrafiłem myśleć, to prysznic, po którym cicho wskoczyłem do łóżka, bo inni w pokoju już dawno spali.

Komentarze (2)

Komentarze przeniesione z archiwum bloga.