Czysty i wyspany budziłem się nie dalej jak 3 dni temu, więc nie było to nic niezwykłego. To co naprawdę było komfortowe, to świadomość, że nigdzie nie muszę iść,nie martwię się o pogodę, ani o to gdzie będę spał. Niesamowicie miły milioner zapłacił za hotel za 3 noce z rzędu, więc w końcu miałem gdzie wracać.
Zmusiłem się, żeby wstać z łóżka dopiero o 9 i czym prędzej zjechałem na drugie piętro, żeby zjeść śniadanie, które było wliczone w cenę noclegu.
Śniadanie było serwowane w postaci szwedzkiego stołu, więc jak typowy Polak na wakacjach wziąłem 3 talerze - jeden na zupę, drugi na danie główne i trzeci na słodkości i owoce. Jedząc podeszła do mnie Rachel i mimo, że spieszyła się na konferencję, to chwilę porozmawialiśmy. Okazało się, że facet, który mnie wczoraj tutaj przywiózł jest szefem, założycielem i właścicielem firmy, która produkuje sprzęt dla chińskiego programu kosmicznego.
Po powrocie do pokoju znowu zaległem na łóżko i pod pretekstem 10 minut przerwy na krótką drzemkę, zapadłem w 2 godzinny sen. Dopiero w południe stwierdziłem, że przeginam, więc wziąłem zimny prysznici ruszyłem na miasto. Plan miałem prosty dzisiaj po prostu pochodzę po mieście, a jutro pojadę zobaczyć Terakotową Armię.
Xian był pierwszym tak wielkim chińskim miastem, które miałem okazję odwiedzić. To co pierwsze rzuciło mi się w oczy, to gigantyczna ilość wieżowców, zarówno tych mieszkalnych jak i biurowców. Między nimi stosunkowo prosty układ ulic bazujący na pajęczynie gdzie wbrew pozorom nie królowały samochody, a tysiące skuterów i rowerów. Równolegle do każdej ulicy znajdowała się niewiele mniejsza droga dla dwuśladów.
Centrum miasta wyznaczała potężna pagoda zlokalizowana na środku wielkiego ronda. Stwierdziłem, że zacznę właśnie tam. Przewodnik polecał mi , żebym po prostu pochodził po uliczkach starego miasta i zwiedził stary meczet zlokalizowany w centrum dzielnicy muzułmańskiej.
Na początku, po 5 minutach spaceru wzdłuż głównej ulicy, miałem dość. Hałas aut, ciągle trąbienie i niemiłosierny skwar. Na szczęście, gdy już trafiłem na stare miasto, wszystko się zmieniło. Szerokie aleje zamieniły się w wąskie uliczki, a hałas aut zastąpił cichy szum elektrycznych skuterów. Jedyne co pozostało, to ludzie. Tysiące ludzie tworzących rzekę, która jakimś cudem płynęła w dwóch kierunkach.
Z każdej strony ulicy setki małych i wielkich sklepów. Począwszy od zwykłych pamiątek, poprzez rękodzieła, szaszłyki i sklepy z tonami suszonego jedzenia.
Jeszcze mniejsze uliczki były pełne chińskich podrób (Rolexy za 80zł) i ręcznie malowanych obrazów czy wyszywanych podkładek do jedzenia.
Meczet znajdował się w centrum miasta i meczetem był chyba tylko z nazwy. Owszem była sala modlitw, ale poza tym wyglądał po prostu jak antyczny dom chiński z dużym ogrodem i alejkami. Przypadkiem spotkałem tam dwójkę Polaków z Warszawy - Kasię i Sebastiana, z którymi zwiedziłem wnętrze, a później chwilę wspólnie pochodziliśmy i się pożegnaliśmy, ja poszedłem na mury miasta, a oni zobaczyć pagodę.
Chciałem jeszcze iść zobaczyć mury starego miasta, ale jak na złość okazało się, że bateria w aparacie miała inne plany i postanowiła zdechnąć w połowie drogi. Zirytowany sam na siebie, że zapomniałem naładować przez noc, zawróciłem w kierunku hotelu.
Gdy wszedłem do pokoju wyczułem nosem co mam do zrobienia - pranie. Wyszedłem, więc znowu po proszek do prania, bo jak prać w hotelu to na bogato. Kupiłem chińską wersję Wizira i zacząłem bawić się w pralkę. Najpierw wszystko pod prysznic, żeby namoczyć. Następnie do zlewu, proszek i szorowanie. Płukanie odbywało się na prysznicu, bo chyba nieco przesadziłem zużywając 250g proszku na 4 koszulki, 3 pary spodnie, skarpety i portki. Chociaż z drugiej strony wszystko śmierdziało tak, że nie wahałbym się zużyć nawet 500g.
Gdy już wszystko wycisnąłem z wody pozostało rozwiesić linę przez cały pokój i czekać. Czas do wieczora spędziłem pisząc zaległe posty, a wieczorem przeszedłem się po okolicy w poszukiwaniu jedzenia i zaległem spać.
A jutro wpis ze zwiedzania Terakotowej Armii:) Tych co przeczytali do końca serdecznie pozdrawiam z urokliwego jeziorka na wysokości 2600m:)












Pozdrowienia!! :)