Przez cały mój pobyt w Chengdu pogoda była typowo jesienna. Ołowiane chmury, brak słońca i padający od czasu do czasu deszcz.
Nie inaczej było 46 dnia mojej podróży. Cały poranek lało jak z cebra i wyjazd na zobaczenie pand, wiązałby się z przemoknięciem do ostatniej nitki. Jako, że te pocieszne zwierzątka są aktywne tylko rano, postanowiliśmy, że 'zobaczymy je jutro'.
Lać przestało dopiero po południu, więc w końcu ruszyliśmy się na obiad i ustalililiśmy plan działania.
Tomek znowu miał zajęcia całe popołudniu, więc czas przed nimi spędziliśmy po prostu poszukując dodatkowych informacji o polityce jednego dziecka i jakichkolwiek organizacjach pomagającym tym, których ona dotknęła. Natomiast wieczorem zaprosimy do siebie Terranca i Natalie.
Pierwszy pojawił się Terrance. Wpadł do nas po zajęciach angielskiego, które prowadził w budynku obok i po pochłonięciu kolacji, zaczęliśmy rozmawiać. Generalnie Terrene jest typem człowieka, który raczej dużo mówi, ale gdy trzeba działać, to już mniej. Owszem pamiętał o sprawie i nawet przy nas dzwonił do swoich znajomych, którzy mogliby pomóc, ale nikt nie odbierał. Resztę czasu spędziliśmy rozmawiając tylko o książce, którą napisał. W dużym skrócie jest to książka o motywacji i o tym jak sobie w życiu radzić z problemami.
Naszymi następnymi gośćmi była wspomniana wcześniej Natalia ze swoim chłopakiem. Natalia, to przemiła, 25letnia Polka, która przyjechała ze znajomymi do Chin, ale z nastawieniem, że już tutaj zostanie. Mieliśmy dość dużo szczęścia, bo chłopak Natalii ma własną, dość dużą firmę i wprawdzie nie wspierają sierocińców,ale pomagają dzieciom z biedniejszych regionów.
Facet powiedział nam wiele ciekawych rzeczy o dzieciach w Chinach. Po pierwsze, polityka jednego dziecka, została wprowadzona w Chinach w latach 80, żeby zatrzymać wzrost ludności państwa, ale obecnie jest niemalże zbędna, bo utrzymanie dzieci w Chinach jest niesamowicie drogie. Już na wstępie jeśli chce się mieć drugie dziecko, to trzeba zapłacić około 20 tys. Tylko przedszkole kosztuje równowartość 50 tys. zł za 3 lata nauki. Później jest już tylko drożej. Owszem ludzi ubogich nie stać na opłacenie drugiego dziecka, więc po prostu za pomocą łapówek omijają rejestrację.
Co do przymusowych aborcji w późnym stadium, to zdarzają się, ale są piętnowane przez ludzi i media, bo tego typuakcje są dość często nagłaśniane. Oczywiście jeśli chodzi o sierocince, to powinniśmy się skontaktować z placówkami rządowymi. To jego opinia.
Prawda pewnie jak zwykle leży po środku, ale jaka jest, to pewnie szybko się nie dowiemy. Nie mniej, dostać się do sierocińca, to tutaj po prostu niemożliwe.
Dzień 47
Rano znowu padało, ale postanowiliśmy z Tomkiem, że musimy zobaczyć pandy. Nawet jeśli nie te prawdziwe, to chociaż te plastikowe. Przeczekaliśmy deszcz, a następnie wskoczyliśmy na skuter i pojechaliśmy zrobić sobie sesję zdjęciową z pandami, a później zobaczyć świątynię buddystów w centrum i na obiad.
W ten sposób przeleciał nam cały dzień i w sumie nie wiem o czym pisać, bo mam kryzys.
Chengdu było dla mnie miejscem gdzie w końcu odpocząłem po dwóch miesiącach podróży. Nie jestem jakimś super herosem tylko zwykłym studentem, który poza podróżami, lubi się też po prostu bawić. Nie wyjść na dupka czy imprezowicza, ale przez dwa kolejne wieczory spotykaliśmy się ze znajomymi Tomka, a później ruszaliśmy na miasto. Taki tryb życia wiąże się z klasycznym kacem następnego dnia, więc przez dwa dni nie zrobiliśmy nic sensownego tylko się wygłupialiśmy, odwiedziliśmy salony gier i spotykaliśmy ze znajomymi. Piszę to, bo chcę być szczery. Pewnie część osób to przeczyta i mnie skreśli, ale zacząłem pisać tego bloga dla przyjemności i lubię to robić, ale ostatnio po prostu poczułem presję i to nie jest fajne. Jestem jaki jestem i mimo silnego postanowienia, że się chcę być lepszy, to mam swoje słabości. Wychodzenie na miasto ze znajomymi i nieumiejętność powiedzenia 'stop' po czwartym piwie, to dwie z nich. Więc tak, piłem, bawiłem się i tak przeleciało mi ponad 72h, ale nie żałuję.
Wiem też, że niektórzy z Was zarzucają mi, że nie realizuje projektu, ale po prostu w Chinach jest to niemożliwe i a naprawdę próbowaliśmy. Dużą barierą jest język. O ile z rosyjskim mogę sobie poradzić, to znaleźć kogokolwiek, kto mówi po chińsku i angielsku jest strasznie ciężko. Jeśli dodamy do tego rząd, który ogranicza dostęp do sierocińców, to robi się już naprawdę ciężko. I robię co w mojej mocy, ale niektórych rzeczy nie przeskoczę.
Aktualnie jestem już Laosie, który z miejsca pokochałem, więc pozdrawiam serdecznie i obiecuję, że kolejne wpisy, będą już długie, pełne opisów i przygód:)













Bedac tu-w Polsce nie jest możliwe, zeby się przygotować na te przeszkody czy trudności które czekaja tam-gdziekolwiek to "tam" jest. Nie miej wyrzutów sumienia i rob co podpowiada Ci intuicja, żeby potem nie żałować. Pozdrawiam i czekam na kolejne posty! :)
Tylko robiąc to, na co masz ochotę i czerpiąc z tego siłę dasz radę przezwyciężyć te gorsze dni.
Bycie w środku samo z siebie jest niemożliwe - raz się jest po prawej stronie, raz po lewej, a środek jest tylko stanem przejściowym. Trzeba docenić to co się ma w każdej ze stron bo w drugiej już tego nie będzie.
Podziwiam Cię, jak zapewne tysiące innych osób i z całego serca życzę powodzenia!