2013 · Autostopem przez życie

Dzień 54 i 55 - Piękno, pięknie i najpiękniej

← Wszystkie wpisy

Paskudnie zimno. Naciągam śpiwór na nos i za nic nie chce mi się z niego wyjść. Dopiero gdy usłyszałem dzieciaki wychodzące do szkoły i śmiejące się z mojego namiotu, postanowiłem się ruszyć. Z ciężkim westchnięciem, rozpiąłem śpiwór i zerknąłem na plandekę namiotu. Klasycznie mokra, a wyschnąć nie wyschnie, bo za zimno.

W pierwszym momencie skontrolowałem sytuację na niebie i było średnio. Mimo optymistycznej prognozy, niebo było szare. Następnie wzrok skierowałem na otoczenie i aż się zaśmiałem. Rozłożyłem namiot tuż przed wejściem do domu, który wczoraj wydawał mi się obornikiem. Sprawnie się spakowałem i ruszyłem przed siebie, nie mając specjalnie planu co chcę dzisiaj robić. Na pewno zobaczyć jezioro, ale co dalej, to nie wiem.

1

Zarzuciłem na siebie oba plecaki i idąc w kierunku skrzyżowania, od niechcenia machałem tabliczką z wypisaną nazwą miejscowości, do której chcę dojechać. Ruchu nie było, ale dwa auta zatrzymały się z ciekawości i uprzejmie mnie poinformowały, że idę w dobrym kierunku (dookoła jeziora jest tylko jedna droga i naprawdę ciężko się zgubić) aż w końcu po 15 minutach rozgrzewającego marszu, zatrzymała się młoda Chinka na skuterze. Na początku myślałem, że chce po prostu pogadać, ale z uśmiechem oznajmiła, żebym wskakiwał. Z powątpiewaniem spojrzałem na motor, ale stwierdziłem, że w sumie czemu by nie spróbować? Duży plecak załadowaliśmy do przodu, mniejszy miałem na sobie, a oprócz tego w dłoniach trzymałem pudełka, które Lu przewoziła.

2

Podwiozła mnie jakieś 10km i na pożegnanie dała wieprzowinę, którą zjadłem z bułkami.

I tutaj ciekawostka. Otóż nie wiem czemu, ale w Chinach mają manię pakowania wszystkiego osobno. Klasycznym przykładem jest właśnie moja zagryzka. Opakowanie, to jedno, ale w środku również macie każdy kawałek zapakowany osobno. I to nie jest wyjątek, tylko reguła.

3

Do miasta o wdzięcznej nazwie Lige, dojechałem o 10 i zostałem. Stwierdziłem, że nie chce mi się nigdzie grzać, tylko po prostu pospaceruję po mieście, pogadam z ludźmi, obejdę okoliczne wzgórza i będę się cieszył widokiem jeziora, które w tym miejscu powalało.

5 4 6

Na początku chciałem zostać w hostelu, ale wszystkie tanie pokoje mieli zajęte, więc poszedłem na wybrzeże i wyszukałem miejsce na kemping. Na początku rozbiłem namiot tuż obok jeziora i ścieżki, którą przewalały się tłumy turystów. Miałem mnóstwo czasu, więc postanowiłem również zrobić pranie na zasadzie "Woda, kamienie i piasek - prawie jak pralka". Później jak typowy Polak, rozwiesiłem skarpetki, gacie i koszulkę na poręczy, przy wcześniej wspomnianej ścieżce. Niespecjalnie było mi wstyd, ale Chińczycy z ukrycia cykali zdjęcia mojej bielizny i koszulki z II LO w Gdańsku (Pozdrawiam;)). Dopiero po kilku godzinach zwiedzania okolicznych zaułków i wzgórz, przypadkiem znalazłem wręcz perfekcyjne miejsce na namiot.

7 8

Na końcu miasta, w głąb jeziora wychodził mały cypel, który był jednocześnie dość stromy i zarośnięty. Nie wchodził tam praktycznie nikt, bo ścieżka była wąska, kamienista i po przejściu 100m można było odnieść wrażenie, że prowadzi do nikąd. Ale przedarłem się i po kolejnych 200m, znalazłem się na małej polanie, z oszałamiającym widokiem na całe jezioro Lugu. Tak, to było jedno z tych miejsc, o których się marzy. Błękitne niebo, na którym tylko kilka mniejszych, kłębiastych chmur, słońce powoli chowające się za wysokimi górami i tradycyjne chińskie łodzie, na których lokalni mieszkańcy śpiewali ballady.

9

Było pięknie, ale nie idealnie. Do pełni szczęścia brakowało mi ogniska, kiełbaski i piwa. Wróciłem więc do miasta i kupiłem w jedynym spożywczaku coś co kupuje się tylko raz i nigdy więcej - hermetycznie zamknięte, mięsopodobne rzeczy. Piwo klasycznie chińskie, czyli "x<2,5%". Kurczaka upiekłem, ale wyrzuciłem, bo był paskudny, piwo wypiłem jak wodę, ale chińskie drewno dało radę i ładnie mnie ogrzewało do 21 kiedy to już wskoczyłem do namiotu i mając świadomość, że wszystko pachnie dymem, zasnąłem

10

Dzień 55

6.00 słyszę głosy. 6:01 słyszę odgłos przedzierania się przez krzaki i głosy. 6:02 cisza i po chwili okrzyki zachwytu. Leżę spokojnie i udaję, że śpię, ale zarówno flesze jak i przekrzykujące się głosy, obudziłyby martwego. W końcu, ktoś zastukał (Podrapał?) namiot i wyczekująco powiedział "Hello!? Anybody there? Want picture?" . No nie wierzę, ale ciężko udawać głupa, więc rozpinam namiot i wzbudzając ogólny podziw, wychodzę. W końcu pierwszy się przełamał i zapytał czy może zdjęcie ze mną, a później kolejny, kolejny i cała wycieczka Chińczyków, którzy przyszli oglądać wschód słońca robiła sobie ze mną zdjęcia. Przy namiocie, przy mnie, przy resztkach ogniska, i na karimacie obok mnie. 20 minut przeleciało zanim ruszyli dalej, żeby zdążyć na poranne wodowanie łodzi, a ja jako, że już rozbudzony, zacząłem się pakować i podziwiałem słońce, które powolnie wychylało się zza pobliskich szczytów.

11

12

Lekko przed 8 rano wyskoczyłem na drogę, spojrzałem ostatni raz na Lugu Lake i wyciągnąłem kciuk z zamiarem dojechania do Lijang jak najszybciej.

13

Zabrało mnie pierwsze auto, które zobaczyłem. Mało tego, po dojechaniu do miasta, dwie młode parki, zabrały mnie na obiadek.

14

I tutaj też dwa słowa o tym co zauważyłem. Otóż Chińczycy mają fioła na punkcie higieny. W restauracjach dostaje się hermetycznie pakowane naczynia, które z założenia powinny być sterylnie czyste, ale i tak każdy Chińczyk, po ich otworzeniu robi kilka rzeczy. Po pierwsze do miseczki wkładają kubeczek, a do kubeczka pałeczki. Następnie zalewają pałeczki wrzącą herbatą, która wypełnia kubeczek. Drugim krokiem jest wylanie herbaty do miseczki i obtoczenie w niej kubeczka. Trzecim i ostatnim jest delikatne opłukanie miseczki i wylanie "brudnej" herbaty na ziemię. Jeśli biorą coś z lodówki np. puszkę z colą, to też wpierw ją dokładnie wytrą chusteczką.

15 Co do samego obiadu, to na 5 osób dostaliśmy 6 ryb w sosie pomidorowym, z ziemniakami i tofu. Była przepyszna, pełna ości i wypalała wnętrzności.

Gdy się już z nimi pożegnałem, ruszyłem na starówkę, która jest wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Pierwsze wrażenia raczej nijakie. Ot miasto w pełni odbudowane i stylizowane na autentyczne. Pełne turystów, pamiątek i wszechobecnych sklepów, w których były albo dziwnej urody psy albo kamienie na sprzedaż.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Niemniej jednak sama plątanina uliczek robi wrażenie i nie ma szans żeby się między nimi nie zgubić. Samo znalezienie hostelu zajęło mi blisko 45 minut, ale gdy już znalazłem, to mnie urzekł. Za równowartość 8zł miałem łóżko w czystym dormitorium, z ogrodem i praniem wliczonym w cenę. Zrzuciłem, więc wszystkie brudne ciuchy, nastawiłem pralkę i po krótkiej rozmowie z innymi obcokrajowcami, poszedłem na spacer.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Krążyłem od uliczki do uliczki, bez nawet próby odnalezienia się, a jak zgłodniałem, to po prostu uciekłem z centrum i wszedłem do pierwszej lokalnej restauracji. Oczywiście nie mieli menu po angielsku, ale szczęśliwie poznałem wesołą ekipę moich rówieśników, która zaproponowała, żebym się do nich przyłączył. Usiedliśmy więc i rozmawialiśmy o rzeczach błahych, ale uśmiechnięci od ucha do ucha.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Grubo po zmierzchu wróciłem do hostelu, gdzie zacząłem rozmawiać z siedzącym na tarasie Niemcem. Na swój sposób niesamowity facet. Od 17 lat nigdzie nie mieszkał dłużej niż 3 miesiące. Przez ostatnie 3 lata zjeździł motorem przez obie Ameryki, a wcześniej 10 lat w Azji, 2 w Europie i rok w Australii. Oczywiście poza milionem pytań o kraje, które odwiedził ciśnie się jedno "Jakim cudem go na to stać?", ale odpowiedział krótko "Po prostu mam pieniądze". Przegadaliśmy dobre dwie godziny i o 23 kładłem się spać ze świadomością, że moja największa przygoda prawdopodobnie zacznie się jutro, gdy przekroczę granicę z Laosem. Uśmiech od ucha do ucha.

Komentarze (4)

Komentarze przeniesione z archiwum bloga.