Post jest nudny. Jak nie chce Ci się czytać, to wystarczy ostatnie jego zdanie i zapraszam ponownie ;)
Pierwszy fragment trasy z Dimitrieva pokonałem z kierowcą, który też kiedyś jeździł na stopa. Wiedział, jak to działa, więc wysadził mnie w dobrym miejscu, na skrzyżowaniu, z którego do Kazania miałem nieco ponad 700km. Żeby się tam dostać, musiałem w pierwszej kolejności przejechać 100km na południe, a później już tylko skręcić na wschód. Prosta droga.
Pech chciał, że jak już łapię stopa w tym tygodniu, to w deszczu. Tym najgorszym, długotrwałym, popularnie nazywanym mżawa. Łapiąc, co jakiś czas musiałem uskakiwać w bok, żeby nie zostać ochlapanym przez przemykające obok ciężarówki.
Po mniej więcej 20 minutach, z drogi w przeciwnym kierunku podjeżdża do mnie auto z otwartym oknem, przez które wychyla się kobieta w średnim wieku.
'Wiesz jak dojechać do Kazania?' - pyta.
Na początku myślałem, że się przesłyszałem, ale gdy nieznajoma powtórzyła pytanie, zwietrzyłem swoją szansę i oczywiście potwierdziłem. Tłumaczę jej, że wystarczy jechać prosto i za 100km skręcić w lewo.
- No to dawaj! - odpowiedziała, a w jej oczach mozna bylo dostrzec wyraźną ulgę.
Tania, bo tak się nazywała, jechała z Moskwy do Niżnego Nowogrodu, a że nawigacja jej nawaliła, to się pogubiła. W trakcie rozmowy wyszło na jaw, że Tania handluje winami. I to nie byle jakimi, bo ceny najtańszych zaczynają się od 15tys € za butelkę.
Z tego co mi tłumaczyła, tego typu win się raczej nie pije, ale traktuje jako lokatę kapitału, bo rocznie zyskują około 3%.
Jak można się łatwo domyśleć, obracanie takim towarem wiąże się z konkretnym towarzystwem. Tania mieszka we Wroblowce, która jest ponoć najdroższą dzielnicą Moskwy. Nie kupicie tam domu, jeśli nie macie przypadkiem około 20 milionów złotych na zbyciu.
Jadąc, zauważyłem to, czego się obawiałem. Droga, która na mapie wygląda na niemiecką autostradę, wcale nią nie jest. Częste zwężenia, jedno za drugim i gigantyczne korki. W jednym z nich utknęliśmy na dwie godziny. Niespecjalnie było co robić, więc jak to często bywa w takich sytuacjach, zaczęliśmy sobie pokazywać filmy i zdjęcia z telefonów. I powiem tak, to co się słyszy się o imprezach bardzo bogatych Rosjan, to prawda. I są dokładnie takie, jak je sobie wyobrażacie. Zero przesady.
Po 6 godzinach w końcu dojechaliśmy, więc pożegnałem się i poszedłem za stację rozbijać namiot.
Dzień 7 - "heeeeę?"
Gdy tylko wstałem i schowałem namiot, wziąłem się za wypytywanie kierowców na postoju, gdzie jadą. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Facet siedzący w kabinie białego volvo, jechał za Kazań i zgodził się mnie wziąć. Szybko poszedłem po klamoty i wskoczyłem do szoferki. Normalnie zaczynam od przedstawienia się i całej historii mojej podróży. I tym razem nie było inaczej. Jednak jak tylko skończyłem, mój kierowca spojrzał się na mnie, a później nic nie mówiąc, prowadził dalej. Postanowiłem spróbować jeszcze raz i zagajam z pytaniem, skąd jedzie. Odpowiedź brzmiała mniej więcej tak "Heeeeę?". Zapytałem jeszcze raz, myśląc, że może mnie nie zrozumiał, ale tylko spojrzał na mnie nic nie mówiąc, po czym jego spojrzenie znowu wróciło na drogę. Kolejne 4h jechaliśmy w ciszy.
W pewnym momencie zobaczyłem, że macha kierowcy z naprzeciwka, więc kolejna próba rozmowy i się pytam - Druchy? - odpowiedź pewnie już znacie. "Heeeeę?", chociaż tym razem nie byłem pewny, czy na końcu nie usłyszałem delikatnego, prawie bezdźwięcznego "g", co absolutnie zmieniłoby postać rzeczy. W końcu "Heeeeeęg", to nie zwykłe "Heeeeę".
Po 7h bez słowa wysadził mnie na stacji 50km przed Kazaniem, skąd już raz dwa dostałem się stopem do centrum.
Generalnie w Kazaniu miałem problem z noclegiem, bo na couchsurfingu dwie osoby, które zdeklarowały pomoc, napisały rano, że jednak mają inne plany. Na szczęście, po napisaniu dramatycznego apelu o nocleg na forum, napisał do mnie jeden facet z Turcji, że może mnie przenocować.
Z Salim, bo tak się nazywał, spotkałem się przed jego mieszkaniem i że tak powiem, jak tylko go zobaczyłem, zrozumiałem, dlaczego tak chętnie się zgodził mnie przenocować. (Tutaj jutro wrzucę zdjęcie)
Oczywiście tylko bawię się stereotypem, bo po szybkim wyjaśnieniu moich poglądów na pewne sprawy, był naprawdę spoko. Wieczorem napiliśmy się jeszcze szkockiej i Salim pokazał mi zdjęcia ze swoich podróży po świecie. O 23 poszedłem spać, żeby rano mieć siły na zwiedzanie miasta.
I małe przeprosiny! Pierwsze, że nie ma zdjęć, ale mam mały problem z ich wrzuceniem i potrzebuję dostępu do komputera stacjonarnego.
Drugie są dużo poważniejsze. Jak widzicie, post ten jest wybitnie nudny i muszę Was uprzedzić, że kolejne dwa dni to też nic specjalnego, ale to co mam dla Was przygotowane z Kazachatanu powali wszystkich na kolana :-)


Przeszłam do ostatniego zdania.
Doszłam do wniosku że mi nie wystarcza i jednak wróciłam do początku :P Nie jest nudny i warto było przeczytać. Sama nie mogę chwilowo podróżować, więc żyję Twoją podróżą. Więc pisz jak najczęściej! :)