2013 · Autostopem przez życie

Dzień 76 - Złota Pagoda

← Wszystkie wpisy

Jak mnie leczą ludzie, którzy słuchają głośno muzyki, zwłaszcza  jeśli robią to o pogańskich godzinach. Od 5 rano w domu, który znajdował się niedaleko mojego namiotu, zaczęła wydobywać kakofonia dźwięków. Nie wiem, czy była to muzyka tradycyjna, ale jedyne co słyszałem to jazgot z trzeszczącego megafonu.wpid-IMG_20131007_112801.jpg

Jedynym plusem pobudki o tak wczesnej porze było rześkie powietrze i brak palącego słońca.

wpid-IMG_20131007_112822.jpg

Namiot miałem suchy, więc ogarnąłem się raz dwa i wyszedłem na trasę. Na szczęście wczoraj udało mi się wydostać dość daleko za miasto, więc przeszedłem tylko kawałek i wyciągnąłem kciuk. Chociaż nie. Przyznam się, że wyciągam go dopiero jak coś jedzie, a w Birmie jest to z reguły około 10 minut czekania. Zdecydowanie bardziej popularne są motory, które śmigają obok mnie non stop i dość znacznie utrudniają łapanie. Zwłaszcza jak auto wyprzedza motor dokładnie na mojej wysokości. Nic bardziej deprymującego, ale właśnie tego ranka znowu miałem jeden z tych momentów, kiedy sobie uświadomiłem, gdzie jestem.  Lekki ucisk w gardle, nagły napływ endorfin i to wirujące w głowie zdanie - Jestem w Birmie!

wpid-IMG_20131007_112858.jpg

wpid-IMG_20131007_112950.jpg

wpid-IMG_20131007_113006.jpg

wpid-IMG_20131007_113052.jpgDo Yangonu miałem nieco mniej niż 200km i dystans ten pokonałem na cztery stopy. Pierwszym był rozmawiający non stop przez telefon Birmińczyk, później pierwszy od dłuższego czasu TIR, a na koniec, po przejściu kolejnych 6km przez miasto, czterech kolesi, co podrzucili mnie aż na przedmieścia. Od centrum dzieliło mnie ostatnie 15km, które dość sprawnie pokonałem autobusem. I wtedy zaczął się dramat.

wpid-IMG_20131007_113154.jpg

wpid-IMG_20131007_113249.jpg

wpid-IMG_20131007_113358.jpg

Nigdy nie potrzebowałem, ani nie robiłem rezerwacji na hostele, bo wychodziłem z założenia, że zawsze znajdzie się jakieś miejsce dla pojedynczej osoby. Niestety Yangon jest czarną dziurą hotelową. Od kiedy dwa lata temu Birma otworzyła się na turystów to jest problem z bazą hotelową. Mnóstwo turystów i brak wystarczającej ilości hoteli zabójczo winduje ceny pokoi. Nie dość, że najpierw odwiedziłem 3 hotele, w których powiedzieli mi, że nie mają miejsca, to jeszcze w ostatnim na liście najtańszych, musiałem zapłacić 15$. Mało tego. Kolejnym minusem podróżowania po Birmie jest jej dwuwalutowość. Za hotele trzeba płacić nieskazitelnie czystymi dolarami(jeśli choć trochę jest zagięty, to go nie przyjmą), a za wszystko inne czitami. Właśnie cena hotelu sprawiła, że w Yangon postanowiłem spędzić tylko jeden dzień, a to oznaczało chodzenie. Dużo chodzenia.

Gdy tylko wziąłem upragniony prysznic, wyszedłem na ulice bez konkretnego planu. Główną rzeczą do zobaczenia w tym wielkim mieście jest jedna z najpiękniejszych świątyń na świecie tak zwana Shwedagon Pagoda i nic specjalnego poza nią. Na początek postanowiłem się powłóczyć ulicami. I przypadek sprawił, że trafiłem na katolicką katedrę w samym centrum. Nie byłem w kościele od czasu wizyty w Astanie, czyli blisko dwa miesiące temu. Mimo, że gonił mnie czas wszedłem, w spokoju podziękowałem za bezpieczną podróż i prosiłem o bezpieczną drogę do domu, bo zdaję sobie sprawę, że najbliższe dwa tygodnie spędzę, próbując pokonać jedne z najmniej zbadanych terenów na świecie. Ryzyko zawsze było, ale właśnie za niecałe 700km na północ będzie jego kumulacja. Wiem, że niektórzy uważają, że głupotą jest się tam pchać, ale mam marzenie dojechać do Indii autostopem i dopóki istnieje choć szansa jego zrealizowania, to spróbuję. Spróbuję, żeby nie żałować, że byłem tak blisko i odpuściłem, bo wszyscy odradzali. Spróbuję, ale z obietnicą, że jeżeli naprawdę będzie niebezpiecznie, to się wycofam, bo czasami trzeba odłożyć ambicje na bok i cieszyć się z tego co się ma. I właśnie o to najbardziej prosiłem, o rozsądek, który dość często jest zaślepiony przez pragnienie osiągnięcia celu.

wpid-IMG_20131007_113338.jpg

Po kościele ruszyłem przed siebie i natrafiłem na ambasadę Indii. Nie myśląc wiele wszedłem do środka. Na wstępie trafiłem na hinduskiego strażnika, który powiedział mi, że w ambasadzie już nikogo nie ma, ale chętnie mi pomoże. Zapytałem więc, czy można przekroczyć granicę Birma-Indie. Po chwili zastanowienia odpowiedział, że jest to niemożliwe, bo potrzeba specjalnego zezwolenia na odwiedzenie Manipuru. Odpowiedziałem więc, że zniesiono obowiązek posiadania pozwolenia na Manipur i jeszcze kilka innych regionów. Wtedy zgłupiał i po sprawdzeniu kilku kolejnych źródeł stwierdził, że chyba jednak w takim razie jest to możliwe. Aczkolwiek poprosił, żebym zadzwonił do konsula w poniedziałek.

Kolejnym punktem zwiedzania był centralny punkt Yangonu - złota pagoda. Widoczna praktycznie z każdego miejsca w mieście, złota kopuła, która wyróżnia się na tle szarej zabudowy miasta. Samo wejście kosztuje 10$, ale absolutnie jest tego warte. I znowu, nie będę Wam tego opisywał, tylko po prostu popatrzcie na zdjęcia.

wpid-IMG_20131007_113417.jpg

wpid-IMG_20131007_113658.jpg

wpid-IMG_20131007_114107.jpg

wpid-IMG_20131007_114238.jpg

wpid-IMG_20131007_114311.jpg

Kolejnym punktem była kafejka internetowa, gdzie chciałem pogadać z rodzinką, za którą coraz bardziej tęsknię i napisać kolejny wpis na bloga. Jednak pech chciał, że rozpętała się burza, więc utknąłem tam blisko dwie godziny.

wpid-IMG_20131007_114332.jpg

Dopiero gdy przestało padać ruszyłem na upragniony i jedyny posiłek tego dnia. Jako, że jedzenie jest dość tanie w Birmie, to po prostu usiadłem na plastikowym taborecie, w jednej z wielu ulicznych knajp i zamówiłem kurczaka z ryżem. I tutaj też kilka rad, jak wygląda zamawianie. W pierwszej kolejności trzeba ustalić cenę, bo później zawsze podają wyższą. Dobrze jest też wspomnieć, że jak będzie Ci smakować, to wpadniesz też jutro, co znacznie polepsza zarówno jakość obsługi, jak i jedzenia.

wpid-IMG_20131007_114354.jpg

Pod koniec dnia wróciłem do hostelu, gdzie męczyłem się z wrzucaniem zdjęć na bloga. Mam tutaj z tym spory problem, bo internet jest paskudnie wolny i trwa to wieki. Jak już wszystko miałem załatwione, to położyłem się 'na chwilę' na łóżku i otworzyłem oczy dopiero o 6.30 rano.

Komentarze

Pod tym wpisem nie ma jeszcze komentarzy.

Komentarze przeniesione z archiwum bloga.