2013 · Autostopem przez życie

Dzień 77 - Kierunek Bagan

← Wszystkie wpisy

Moim kolejnym punktem zwiedzania Birmy miała być wizyta w Bagan, miejscu gdzie znajduje się ponad 2000 świątyń buddyjskich. Do przejechania miałem blisko 600km, więc postanowiłem, że ruszę skoro świt i budzik nastawiłem na 6.30.

Jak planowałem tak wstałem i o 7.00 byłem już gotowy wychodzić z hotelu. Okazało się jednak, że za te przeklęte 15$ miałem również śniadanie. Wprawdzie nie jakieś królewskie, ale 2 tosty, jajko i dżem, to jednak dwa tosty jajko i dżem! Zadowolony ruszyłem w to samo miejsce, gdzie wczoraj przyjechałem autobusem, licząc, że analogicznie jakiś będzie leciał w przeciwnym kierunku, za miasto.

30 minut szybkiego marszu i po chwili szukania, zlokalizowałem przystanek. Zapytałem się grzecznie osób na przystanku, który z nich wyjeżdża za miasto i okazało się, że praktycznie każdy. Cały szczęśliwy byłem gotowy władować się do pierwszego, który podjedzie, ale zaczepił mnie jegomość w białej koszuli. Sprawiał wrażenie pracującej tam osoby i poinformował mnie, że za bilet będę musiał zapłacić 500 czatów. Zdziwiłem się i odpowiedziałem, że do tej pory płaciłem jedynie 200 i nikt nie robił problemów. Chcąc mu udowodnić podszedłem do autobusu, który się własnie zatrzymał i byłem wcisnąłem pracownikowi busa 200. W tym momencie "biała koszula" zaczęła mówić coś po birmińsku do kierowcy i ten nagle zmienił cenę na 500 czatów. Zirytowany wyszedłem z busa. Gdy podjechał kolejny, sytuacja się powtórzyła. Biała koszula podbiegła do kierowcy i ten kazał mi płacić 500 zamiast 200. Byłem niemile zirytowany, bo wprawdzie jest to tylko różnica około 50gr, ale zalatywało mi to klasycznym naciąganiem obcokrajowca. W końcu stwierdziłem, że po prostu sobie postoję dopóki jegomość nie odejdzie.

IMG_20131009_064718

Po kilku minutach podeszła do mnie parka mówiąca po angielsku i zapytała czy mam jakiś problem. Wytłumaczyłem im, że mój problem stoi obok mnie i nie chce się odczepić. Uśmiali się i powiedzieli, żebym wsiadł z nimi, to wszystko załatwią. Wsiedliśmy do autobusu i było dokładnie tak jak wcześniej. Biała koszula zagadała do kierowcy i ten chciał mnie skasować 500 czatów, ale wtedy parka powiedziała, że oni płacą, to kierowca nie miał serca kasować od nich 500, więc wziął jedynie 200, które oczywiście im oddałem. Gdy usiedliśmy wyjaśnili mi, że jest to klasyczna metoda na turystów.

IMG_20131009_064740Autobus okazał się być złotym strzałem i wywiózł mnie daleko za miasto, gdzie stanąłem z tabliczką "Meiktila" i po chwili miałem transport pick-upem na autostradę.

IMG_20131009_064950

IMG_20131009_065104

Na autostradzie klasyczny problem płatnych dróg w biednych krajach. Zero aut i same busy, ale za to mega pomocna policja. Nie dość, że mnie napoili, przetłumaczyli tabliczkę, to jeszcze pomogli łapać i po kilku minutach miałem transport na 400km.

IMG_20131009_065421 IMG_20131009_065435

I tutaj mała dygresja. Nie wiem czemu większość ludzi myśli, że autostop przez to, że jest darmowy to jest mało komfortowy. Od kilku miesięcy praktycznie za każdym razem mam mnóstwo miejsca, klimatyzację i wyżywienie przy każdej przejażdżce. Jeszcze co niektórzy myślą, że to marnotractwo czasu, ale ja nigdy nie tracę czasu na chodzenie na dworce autobusowe, kupowanie biletów i czekanie na konkretną godzinę. Po prostu jak chcę jechać, to wychodzę o której mi się podoba i po kilku minutach mam transport.

IMG_20131009_065507Tym razem moim kierowcą okazał się być emerytowany marynarz, który obecnie handluje autami i własnie jechał sprzedać kilka z nich do Mandalay. Mówił płynnie po angielsku, więc sporo mi opowiedział o tradycjach, zwyczajach i historii Birmy, ale to opiszę w poście za 2 dni.

W trasie zatrzymaliśmy się na obiad, gdzie jak klasyczny autostopowicz, zjadłem na zapas i to takie ilości, że pracownicy mojego kierowcy zaczęli mi bić brawo jak już odłożyłem sztućce. Byłem niemal na 100% pewny, że wystarczy mi do jutrzejszego obiadu.

IMG_20131009_071439 IMG_20131009_071538 IMG_20131009_071608

Wysadzili mnie na krzyżówce trasy do Mandalay i Bagan, gdzie nie było kompletnie ruchu, więc po prostu szedłem przez siebie, a gdy usiadłem, to pogadałem na migi z pasterzami i po chwili kolejne 5km odwiózł mnie skuter.

IMG_20131009_071647 IMG_20131009_071749 IMG_20131009_071812

IMG_20131009_071843

IMG_20131009_071906

Była już 17, więc za mniej więcej godzinę spodziewałem się zmierzchu, dlatego stwierdziłem, że nie chce mi się jechać dalej. Okolica była prześliczna i postanowiłem zostać. Przeszedłem się nad jezioro, które widziałem na mapie i nie myśląc wiele, wziąłem się za rozbijanie namiotu. W trakcie, pojawiła się obok mnie grupka młodych chłopaków, po których ewidentnie było widać, że wybierają się nad jezioro. Wytłumaczyłem im, że jak skończę rozbijać mój "hotel", to chętnie pójdę z nimi.

Po kilku minutach, wziąłem ręcznik i ruszyłem z nimi. Nie mówili kompletnie nic po angielsku, ale gdy doszliśmy na umocniony brzeg jeziora, to mało kto się tym przejmował, bo język nie był potrzebny. Robiliśmy zawody kto szybciej dopłynie po wyrzuconą mydelniczkę, kto dalej przepłynie pod wodą oraz każdy z nich kolejno chciał mi stanąć na ramionach i kolejno ich wyrzucałem w powietrze. Było beztrosko i przepięknie, bo zachodzące słońce, tworzyło niezwykle kolorową poświatę, która wraz z churami odbijała się w tafli jeziora.

IMG_20131009_071933

IMG_20131009_072002

IMG_20131009_072046

IMG_20131009_072119

IMG_20131009_072212

IMG_20131009_072234

IMG_20131009_072319

Rozstaliśmy się dopiero op zmierzchu. Wskoczyłem do namiotu czysty, najedzony i po prostu szczęśliwy. Było pięknie.

Komentarze (1)

Komentarze przeniesione z archiwum bloga.