2013 · Autostopem przez życie

Dzień 8 - Kazań

← Wszystkie wpisy

Salim zarządził pobudkę o 8 rano, bo mimo, że była sobota, to musiał pracować. Zdziwiło mnie to, więc gdy godzinę później szliśmy w kierunku metra  zapytałem się go gdzie pracuje. Gdy się dowiedziałem, to zrozumiałem wszystko.
image

Jego firma zajmuje się organizacją igrzysk olimpijskich, które w przyszłym roku odbędą się w Soczi. Nad ich przygotowaniem pracują już od przeszło 3 lat, ale gdy zapytałem go jak stoją z przygotowaniami, to podsumował krótko - żupa. Problem jest banalny. Na początku wszystkim zajmowali się Rosjanie, ale Ci nie wyrabiali się z terminami. Wtedy trzeba było zerwać kontrakty, rozpisać nowe przetargi i jak zwykle bywa przy tego typu imprezach, znikły gigantyczne sumy pieniędzy. Rozmowę przerwało nam dojście do metra, obok którego rozstaliśmy się. On ruszył do pracy, a ja w kierunku starego miasta.
Jeszcze wczoraj myślałem, że będzie mi dane zwiedzać Kazań samotnie, ale na szczęście z rana napisała do mnie Elena - Rosjanka dopiero zaczynająca swoją przygodę z Couchsurfingiem, z propozycją, że mnie oprowadzi.
image

Spotkaliśmy się przed twierdzą Kremlin. Jest to nic mniej nic więcej jak plac z rządowymi budynkami otoczony murem. W środku znajduje się również meczet wybudowany parę lat temu na 1000lecie jego zniszczenia przez jednego z Iwanów.
Elena okazała się być idealną przewodniczką, bo nie tylko znała lokalne legendy, ale również historię i obecną sytuację polityczną. Co do legend, to w Kazaniu nie ma ich wiele, a najciekawsza dotyczy księżniczki, która zakochała się w parobku, ale miała poślubić księcia. Legenda by pewnie nie istniała gdyby nie fakt, że białogłowa z rozpaczy rzuciła się z wieży i do dzisiaj błąka się po wokół niej. Ponoć można ją też zobaczyć nocami w oknie, ale padało, więc widoczność była ograniczona. Mit niepotwierdzony.
image

Kazań jest stolicą republiki Tatarstanu i wbrew pozorom jest to problem. Mimo, że jest to bardzo rozwinięty region, to większość pieniędzy musi odprowadzać do Moskwy, ale żeby pieniądze od Moskwy dostać, to już ciężej. Między innymi dlatego wziął się za organizację Uniwersiady. Dzięki uzyskaniu prawa do jej organizacji wyremontowano wiele ulic, zbudowano dodatkowe stacje metra, stadion i parki. To wszystko sprawiło, że Kazań mnie pozytywnie zaskoczył. Sporo napisów po angielsku, czysto, komunikacja miejska jak najbardziej na plus. Z samych zabytków poza Kremlinem i jedną zabytkową cerkwią, nie było specjalnie nic do oglądania, więc po prostu włóczyliśmy się po mieście, którego urok zdecydowanie był pomniejszony przez padający deszcz.
image
image
image

Gdy już zobaczyliśmy wszystko co ciekawego było do zobaczenia, poszliśmy po moje ulubione bułki z pulpetami i usiedliśmy przy pomniku górującym nad miastem. Było paskudnie mokro, więc wyciągnąłem z plecaka przenośne krzesełka w formacie A4 i mogliśmy w końcu odpocząć i zjeść. Jak już najedliśmy się na tyle, że mogliśmy spokojnie porozmawiać, ustaliliśmy, że pojedziemy zobaczyć najbrzydszą część miasta. Po kilku przesiadkach, wylądowaliśmy w okolicy magazynów, fabryk i opuszczonych budynków. Dzielnica niewątpliwie miała swój klimat, a ja niewiedząc czemu zacząłem się nerwowo ugniatać butelkę. W końcu Elena nie wytrzymała i zapytała się czemu tak robię i czy czymś się denerwuję. Przechodząc akurat obok krzaków, śmiertelnie poważnie odpowiedziałem - zawsze trochę się denerwuję zanim kogoś zabije... Trzeba było widzieć jej minę. Wybuchłem takim śmiechem, że przez dobrą chwilę nie mogłem złapać oddechu. Elena w pierwszym momencie sprzedała mi kopniaka, po czym sama się śmiała jak głupia i przestać nie mogła.
Pożegnaliśmy się o dopiero o 19, gdy to mój host napisał mi, że już wrócił do domu. Podziękowałem jej za feneomenalny dzień, założyłem słuchawki na uszy i ruszyłem w kierunku domu. Po chwili, nie wiedząc czemu zacząłem się sam do siebie uśmiechać, a później do wszystkich, którzy mnie mijali. Pewnie pomyślą, że pijany, albo idiota, ale tak czy inaczej uśmiechną się, więc i ja i oni będziemy się szczerzyć do kolejnych osób.
image

Tak pozytywnie nakręcony wszedłem do mieszkania, otworzyłem piwo dla siebie i Salima, a następnie wziąłem się za pisanie. Wieczorem chciałem gdzieś wyjść, ale rozpętała się taka burza, że zwątpiłem i zostałem w domu. Postanowiłem też, że jutro z rana opuszczam Kazań i ruszam dalej. W poszukiwaniu słońca.

Komentarze

Pod tym wpisem nie ma jeszcze komentarzy.

Komentarze przeniesione z archiwum bloga.