2013 · Autostopem przez życie

Dzień 84 i 85 - Droga do Pyey

← Wszystkie wpisy

Brak okna i klimatyzacja w pokoju zrobiły swoje i spałem jak zabity do 10. Nie obudziło mnie ani gorąco ani odgłosy ulicy.

Dopiero gdy w podświadomości zaczęło mi świtać przekonanie, że przesadzam z wylegiwaniem, wstałem i zacząłem się ogarniać.

Do Pyey miałem ponad 450km i drogę, która na mapie wyglądała nieciekawie. Pełna skrzyżowań, brak jasnej, głównej trasy i mało miast po drodze.  Postanowiłem, że najpierw spróbuję dostać się do Bagan, a stamtąd, jutro rano, ruszyć do Pyey.  Zawiadomiłem jeszcze rodzinkę o zmianie planów i o 12 ruszyłem na trasę.

Od Bagan dzieliło mnie nieco ponad 100km, więc zakładałem, że dość sprawnie uda mi się ten odcinek pokonać, ale tułałem się aż 5 godzin.

IMG_20131024_021355

IMG_20131024_021420IMG_20131024_021443 

Tego dnia złapałem tylko trzy stopy, ale pierwszy był wyjątkowo długi. Z przedmieść Monywa zabrała mnie furgonetka, która następnie robiła blisko dwugodzinny slalom po okolicznych wioskach. Nic specjalnego, ot chłopaki rozwozili towar po sklepach i domach. Jedyne co irytowało mnie w środku, to fakt, że można by się uwinąć z tym wszystkim w 30 minut, ale Birmińczycy mają to do siebie, że nigdy się im nie śpieszy i są bardzo towarzyscy. Każda napotkana osoba, nawet nieznajoma, jest ich przyjacielem. Potrafią z miejsca zacząć rozmawiać i w najlepsze spędzić w ten sposób 20 min, żeby przenieść się do cienia i przegadać drugie tyle.

Nie miałbym nic przeciwko, a nawet bym się cieszył z możliwości nic nierobienia, ale w każdej wiosce jest megafon, a jak jest megafon, to jest też 'muzyka'. Uwierzcie, nie ma nic gorszego niż birmińska muzyka, puszczona na full regulator przez stary,trzeszczący megafon. 40min słuchania tego jazgotu jest chyba gorsze niż słuchanie historii rozbicia dzielnicowego w średniowiecznej Polsce.

IMG_20131025_062644 IMG_20131025_062708

IMG_20131025_062748 IMG_20131025_062812

W mieście tysiąca świątyń wróciłem do tego samego hostelu, w którym mieszkałem przed kilkunastoma dniami. Ledwie tam doszedłem, a z oddali usłyszałem okrzyk 'Pasha!'. Na moje spotkanie wybiegły dwie dziewczyny, które pracowały w recepcji. Byłem zaskoczony, że pamiętają moje imię i tym niespodziewanym entuzjazmem. Okazało się, że nie ma dla nich większej nagrody niż podróżnik, który wraca do hostelu, bo oznacza to, że wcześniej mu się podobało.

Pogadałem z nimi przez blisko godzinę, a następnie zabrałem się z czwórką niemców i jednym francuzem na obiad.

Położyłem się spać wcześnie, bo już o 21 i postanowiłem wstać o 5.30.

Dzień 85

Mimo dość skomplikowanej trasy, miałem szczęście, bo do Pyey dojechałem na cztery auta. Pierwsza podwozka ograniczała się do wyjechania za Bagan. Kolejne dwie, to już transport na 20km, aż w końcu 'złoty strzał' w postaci sportowego auta jadącego 350km aż do samego Pyey.

IMG_20131025_062846 IMG_20131025_062907 IMG_20131025_062930 IMG_20131025_062959 IMG_20131025_063024 IMG_20131025_063052 IMG_20131025_063128 IMG_20131025_063143 IMG_20131025_063204

W Pyey nie planowałem spędzić więcej niż jedną noc w drodze do Ngapali, ale znowu przypadek chciał, że zostałem tam na cały kolejny dzień.

Gdy dojechałem do miasta, zameldowałem się w jednym z paskudniejszych hosteli, w jakich miałem nieprzyjemność spać. O ile grzyb na ścianach, głośno pracujący wiatrak, karaluchy i brak ciepłej wody można zaliczyć do birmińskiego standardu, to szczury i paskudny smród z toalety są już przesadą, bo o ile ja płaciłem 7$, to inni już blisko 20$.

Tak czy inaczej gdy załatwiłem już formalności, poszedłem przejść się po mieście. Chodziłem tak naprawdę po głównych ulicach bez jakiegoś sensownego planu, tak o, żeby się poruszać przed snem.

W każdym większym mieście Birmy, w centralnych częściach miasta, znajdują się dwie rzeczy. Pierwsza to wieża zegarowa, a druga to z reguły złoty pomnik Aung San'a, bohatera narodowego na miarę Piłsudskiego, który zjednoczył i wyzwolił Birmę spod rządów brytyjskich, a w wieku 36lat został zamordowany przez 'nieznanych sprawców', chociaż wszyscy uważają, że byli to wojskowi, którzy obawiali się demilitaryzacji kraju. Żeby było ciekawej obecnie największą wojowniczką o demokrację w Birmie jest Aung San Suu, córka generała i laureatka pokojowej nagrody Nobla.

IMG_20131025_063237

Podczas spaceru podjechał do mnie facet na motorze i zaczął od klasycznego pytania 'Where do you go?', które w Birmie jest popularniejsze niż 'How are you?'. Nikogo nie interesuje jak się czujesz, tylko dokąd idziesz. Na początku grzecznie odpowiedziałem, że wracam do hostelu i byłem święcie przekonany, że ten poziom angielskiego, to już będzie za dużo, ale okazało się, że jegomość całkiem dobrze mówi po angielsku. Andrew, bo tak się przedstawił, zaprosił mnie na obiad ze swoimi znajomymi. Nie mając planów i będąc paskudnie głodnym z chęcią przyjąłem zaproszenie.

IMG_20131025_063314 IMG_20131025_063335

IMG_20131025_063404

Przez kolejne 2 godziny odwiedziliśmy każdą z jego restauracji, jedną wielką pagodę i puściliśmy wielki lampion, a na pożegnanie zapytał się, czy nie chciałbym zostać jeden dzień dłużej, bo wtedy mógłby poprosić swojego nauczyciela angielskiego, żeby nam towarzyszył i zwiedzilibyśmy okolice Pyey. Nie miałem ciśnienia, żeby jechać do Ngapali już jutro, więc się zgodziłem i ustaliliśmy, że odbierze mnie jutro o 9 rano.IMG_20131025_063426 IMG_20131025_063448 IMG_20131025_063531

Podczas obiadu okazało się, że jest właścicielem kilku restauracji i tea shopow i po prostu chce poćwiczyć swój angielski. Zaproponował, żepo obiedzie może mnie podrzucić do hostelu, żebym się ogarnął, a później może mnie pokazać miasto. Dla mnie idealnie, więc pojechaliśmy, żebym się ogarnął i po 30 minutach, Andrew wraz ze znajomymi odebrał mnie spod wejścia. Dodatkowo dostałem od niego prezent w postaci 'Loungi', czyli tradycyjnej spódnicy noszonej w Birmie przez prawie każdego.

IMG_20131025_063555

Komentarze

Pod tym wpisem nie ma jeszcze komentarzy.

Komentarze przeniesione z archiwum bloga.