2013 · Autostopem przez życie

Dzień 88 i 89 - Ngapali

← Wszystkie wpisy

Jak to zwykle bywa ze spaniem na dziko, w miejscach zamieszkanych przez ludzi, wstałem wcześnie, bo od świtu w okolicach namiotu kręcili się ciekawscy rybacy.

IMG_20131026_015739

Zwlokłem się z hamaka i powoli zacząłem myśleć. Plan na dzisiejszy dzień, to odpoczynek, ale przeczucie mi mówiło, że odpoczynku tutaj nie zaznam.

Od 7 zza chmur zaczęło się wyłaniać słońce, więc wyjąłem wszystkie mokre rzeczy z plecaka i rozwiesiłem lub rozłożyłem gdzie się dało, a następnie ciesząc się jak dziecko pobiegłem do wody.

Przezroczysta, cieplutka i słona jak diabli, ale bez zastanowienia zanurzyłem się po szyję. Przez kolejne 30 minut dryfowałem jak kłoda, zastanawiając się czy muszę dzisiaj zrobić, ale tak naprawdę doszedłem do wniosku, że jeśli wyschną mi wszystkie rzeczy, to wszystkie problemy mam z głowy.

Gdy wyszedłem z wody na brzeg, zdałem sobie sprawę z jednego niewygodnego faktu, o którym również nie wspomina się podczas noclegu na dziko, nad oceanem. Otóż woda w nim jest paskudnie słona, a w okolicy nie ma żadnych pryszniców, dlatego przez resztę dnia trzeba sobie radzić z solą na skórze.

O 8 poszedłem na śniadanie i okazało się, że mam kolejny problem. Wszystkie knajpy były z rana pozamykane, bo miejscowość była stricte turystyczna i każdy obecny turysta miał śniadanie w hotelu. Zmieniłem więc kierunek i udałem się na spacer do niedalekiej wioski rybackiej, gdzie znalazłemśniadanie (jak zwykle koza, wieprzowina, ryż i herbata), a następnie zawróciłem do namiotu z planem wylegiwania się na plaży.

IMG_20131026_013648

Ledwo wróciłem i spostrzegłem to czego się podświadomie obawiałem - otwarty namiot. Szybko podbiegłem i zacząłem sprawdzać czy coś mi zginęło i niestety, ale zostałem okradziony. Wprawdzie zginęły i tylko 'loungi' (ta spódnica, którą dostałem od Andrew) oraz całkiem dobry nóż wojskowy. Innych strat brak, ale niesmak pozostał.Zbytnio się nie przejąłem i po prostu rozłożyłem sobie karmimate i na niej zaleglem.

Za długo nieodpoczywałem, bo po mniej więcej 30 minutach pojawili się lokalni, którzy zaczęli grać w karty, a ich dzieci mnie zaczepiać lub się po prostu na mnie patrzeć. Nie mam nic przeciwko temu, ale jak człowiek chce odpocząć, to średnio mu pasuje 4 lokalnych, siedzących i ekscytujących się każdym ruchem. W końcu stwierdziłem, że lepiej będzie jak pójdę gdzieś indziej, ale zauważyłem kobietę sprzedającą banany i kokosy, więc się zaopatrzyłem i podzieliłem z lokalnymi.

IMG_20131026_013709 IMG_20131026_013726 IMG_20131026_013809 IMG_20131026_013829 IMG_20131026_014002 IMG_20131026_013933 IMG_20131026_014024

Wtedy na horyzoncie pojawili się Lucjan z Justyną, którzy po szybkim przywitaniu, opowiedzieli mi historię o swoim stopie, bo mieli wesoło. Wprawdzie nie dojechali do Ngapali wczoraj tylko dzisiaj rano, ale we wcześniejszej miejscowości wyżywienie i nocleg od jakiegoś lokalnego generała policji.

Postanowiliśmy się przejść razem po plaży, a następnie na drinka,ale wtedy popsuła się pogoda. Tak jak cały mój pobyt w Birmie słońce grzało jak zwariowane, to akurat gdy miałem wypoczywać zbierała się potężna burza. Wypiliśmy po kiepskim, ale za to tanim, drinku i gdy już zaczynało padać ustaliliśmy, że spotkamy się ponownie o godzinie 17.

Gdy wróciłem do namiotu, to padało już na całego,więc po prostu położyłem się 'na chwilę', a obudzili mnie dopiero Lucjan z Justyną, którzy przyszli po mnie już po 18. Przeprosiłem serdecznie i nie tracąc czasu ruszyliśmy znaleźć jakieś miejsce na plaży, gdzie w spokoju będzie można wypić piwo.

IMG_20131026_014044 IMG_20131026_014109 IMG_20131026_014139 IMG_20131026_014158

Po krótkim spacerku znaleźliśmy daszek pod którymza dnia znajduje się masaż. Usiedliśmy sobie i przegadaliśmy blisko godzinę, aż w końcu któreś z nich rzuciło propozycją, żeby pójść do nich do hotelu i popływać w basenie.\

IMG_20131026_014222

Dopiero o 22 wróciłem do siebie i mimo potężnych grzmotów i piorunów na horyzoncie zaległem na hamaku.

Dzień 89 

Pierwsze co mnie obudziło tej nocy, to deszcz, który skutecznie wywalił, mnie z hamaka. Było to już stosunkowo wcześnie, więc po prostu stwierdziłem, że przejdę się do wody i popływam w deszczu. Dopiero wtedy poczułem, że nieposmarowanie się wczoraj kremem z filtrem było głupotą, bo plecy piekły mnie boleśnie. O ile ramiona, nogi i twarz mam już po prostu brązowe, to klatka i plecy białe jak przed wyjazdem.

Nie mając co robić, po prostu siedziałem w wodzie i powoli się budziłem, a gdy przestało padać, to mokry rzuciłem się na hamak i bujałem się aż do rana.

Rano się wypogodziło, więc po śniadaniu lznowu wylądowałem  w hamaku i pisałem bloga. Lokalni zeszli się dopiero o 9, ale tym razem nowi. Pierwsza była właścicielka domu nieopodal, która zaprosiła mnie na sok, a następnie poprosiła swojego syna, żeby ściął dla mnie kilka kokosów z palmy. Tak więc przez kolejne 15 minut bujałem się w hamaku sącząc kokosa przez słomkę. W momencie gdy myślałem, że jednak dzisiaj będę miał spokój, to zeszli się kolejni, którzy znowu po prostu siedzieli i się na mnie patrzyli. Zero opcji żeby odpocząć, więc w końcu odpuściłem i spróbowałem ustalić co by chcieli, a Ci chcieli mnie wziąć na spacer i pokazać lokalną pagodę.

IMG_20131026_014251 IMG_20131026_014316 IMG_20131026_014344 IMG_20131026_014411 IMG_20131026_014445 IMG_20131026_014504 IMG_20131026_014527 IMG_20131026_014556 IMG_20131026_014626 IMG_20131026_014702 IMG_20131026_014728 IMG_20131026_014755

Myślałem, że pagoda jest blisko, więc dla świętego spokoju postanowiłem pójść z nimi. Niestety pagoda była odległa o ponad godzinę drogi, więc z planowanego spaceru zrobił się wypad na pół dnia. Nie mniej jednak po drodze miałem okazję zobaczyć prawdziwą wioskę rybacką i wyróżniała się ona spośród innych wiosek, trzema rzeczami. Po pierwsze, to niesamowity syf. Śmieci są dosłownie wszędzie, a plaża wygląda jak wysypisko. Druga sprawa, to zapach związany z nimi oraz z suszonymi rybami. Trzecią i chyba najsmutniejszą rzeczą jest masa pijaków. Na każdym kroku można było zobaczyć knajpę z tłumem facetów w środku, którzy mimo wczesnej pory, opróżniali butelkę za butelką. Sprzyjają temu niskie ceny alkoholu, które wahają się tutaj pomiędzy 3zł do 5zł za pół litra ich narodowej 'Royal Whisky'.

IMG_20131026_014820 IMG_20131026_014907 IMG_20131026_014930 IMG_20131026_014953 IMG_20131026_015024 IMG_20131026_015053 IMG_20131026_015133 IMG_20131026_015159 IMG_20131026_015239

Razem z dwójką moich przewodników wspiąłem się na pobliskie wzgórze, gdzie znajdował się wielki, złoty Budda i pagoda, a następnie zostałem przez nich zabrany do pierwszego baru, gdzie postawili pierwszą flaszkę. Później kolejny bar i kolejna flaszka. Gdy zaproponowali trzeci powiedziałem 'stop', bo już byłem dość porobiony, a nie było jeszcze nawet 14. Rozczarowani tym faktem, pożegnali się ze mną, a ja poszedłem na solidny obiad.

IMG_20131026_015305 IMG_20131026_015424 IMG_20131026_015503 IMG_20131026_015541 IMG_20131026_015628 IMG_20131026_015708

Wracając do namiotu natknąłem się na Lucjana i Justynę, którzy na obiad akurat szli i zaproponowałem, żebyśmy spotkali się na wspólne oglądanie zachodu słońca przy ich hotelu. Zgodzili się, więc szybko ruszyłem do siebie, żeby wszystko spakować na jutro. Postanowiłem, że odpoczynku w Ngapali i tak nie zaznam, więc po jutro wstanę z rana i ruszę w kierunku Yangonu.

Ze wszystkim uwinąłem się dość sprawnie i o 17 byłem gotowy, żeby ruszyć do hotelu Polaków. Jedynym problemem było obtarte od chodzenia udo, a przed sobą miałem blisko 30 minut marszu, więc nie myśląc wiele, po prostu wyszedłem na drogę niedaleko plaży i złapałem stopa.

Resztę wieczoru spędziliśmy wspólnie przed hotelem młodej pary. Na początku podziwialiśmy zachód słońca i skakaliśmy przez potężne fale, a gdy już zrobiło się zbyt ciemno, żeby robić cokolwiek, to Lucjan przyniósł piwo i siedzieliśmy w wodzie rozmawiając o wszystkim i o niczym.

I tutaj też fajna sprawa zwiazana z rodakami za granicą. Gdy im po ludzku powiesz, że przydałby Ci się gorący prysznic, to nie spojrzą na Ciebie jak na wariata, tylko przeszmuglują do pokoju i jeszcze szampon i mydło dadzą. A o ładowaniu sprzętu już nie wspomnę.

Ustaliśmy, że spotkamy się jeszcze w Yangonie i po szybkim pożegnaniu wróciłem do namiotu.

Gdy już wskoczyłem do środka czysty i pachnący uświadomiłem sobie, że jutro zaczyna się mój powolny powrót do domu. O ile wcześniej nie czułem jeszcze, żeby ciągnęło mnie do domu coraz mocniej, to już leżąc w namiocie poczułem,że naprawdę chcę wracać. No i rodzice napisali, że już nawet młodsza siostra tęskni, a jak ona się już za kimś stęskni, to poważna sprawa i lekceważyć nie wolno. Tak, jutro już obieram kierunek 'Dom'

Komentarze (2)

Komentarze przeniesione z archiwum bloga.