
Zarzekałem się, że będę pisał co dwa, maks co trzy dni. I co? I chętnie, ale nie o El Camino. Miałem wątpliwości podejmując tę decyzję, ale koniec końców uznałem, że najmądrzej będzie, jeśli miesiąc, który zajmie mi przejście trasy z Lourdes do Santiago de Compostela, będę pokonywał bez blogowania.
Czemu? Ano powody są dwa.
Powód pierwszy: monotonia
Niestety, albo i stety o tej porze roku na szlaku do Santiago nie ma wielu ludzi, a to właśnie z nimi z reguły są związane największe przygody. Mało tego, na jego początkowym odcinku z Lourdes do Saint Jean Pied du Port, przez 130km, w ciągu pięciu dni, spotkałem jedynie dwóch pielgrzymów. To własnie oni byli wyjątkowymi momentami akcji w dniach poświęconych tylko i wyłącznie parciu, krok po kroku, na przód. Owszem, później jest już nieco lepiej i przynajmniej raz dziennie minie się kogoś na szlaku, ale wciąż są to wyjątki. Gdyby nie one każdy dzień wyglądałby dokładnie tak samo.
Pobudka-toaleta-marsz-śniadanie-marsz-pauza-marsz-pauza-marsz-nocleg. I tak przez 10 godzin dziennie, po 35km, przez miesiąc. Jedyne co się zmienia to widoki, które rzeczywiście są przepiękne i inne co każde pięć kilometrów. Ale widoczków, to mogę zdjęcia powstawiać. I to będę robił. Gdybym jednak miał opisywać wszystko co po drodze robię, to gwarantuję, że po trzecim poście przestalibyście czytać, bo ciekawsze rzeczy na pudelku znajdziecie.
Powód drugi: To moje
Na początku sam nie wiedziałem po co idę na Camino. Ba, do dzisiaj do końca nie wiem. Podziękować za wszystko co mnie do tej pory spotkało? Jasne, ale ciężko iść przez miesiąc po 10h dziennie i skupiać się tylko na dziękowaniu. Gdy człowiek spędza tyle czasu sam na sam ze swoją sieczką w głowie, to mimochodem, myśli pojawiają się różne. Często takie, które w codziennej monotonii gdzieś uciekały, albo co gorsza, ja uciekałem od nich.
W momencie, gdy to piszę, mija 8 dni od mojego pierwszego kroku z Lourdes. Przede mną jeszcze trzy razy tyle. To dużo czasu. Czasu, który pewnie w większości przemyślę. Postawię przed sobą pytania, na które być może uda mi się odpowiedzieć, być może nie.
Jednak cały problem polega na tym, że pytania, które muszę sobie zadać, odpowiedzi na nie oraz cały tok przemyśleń i wniosków, to moja osobista sprawa. Owszem, o rzeczach bardziej oczywistych lub uniwersalnych będę pisał, ale przemyślenia prywatne, a większość czasu zajmują jednak one, będę zachowywał dla siebie.
To będziesz pisać, czy nie?
Będę, ale inaczej. Do końca El Camino, nie będę opisywał samej podróży dzień po dniu, ale jedynie ludzi oraz co ciekawsze, ale nie dotyczące spraw prywatnych, przemyślenia, które przeszły mi przez głowę. Nie wiem, czy to dobry pomysł, czy nie, ale czuję, że to będzie zwyczajnie najlepsze rozwiązanie.
A jeśli jeszcze nie wsparliście akcji zbiórki dla hospicjum, którą zorganizowałem, to możecie tego dokonać tu i teraz – siepomaga.pl/r/autostopemdlahospicjum


Cześć! Wśród blogerów została zorganizowana akcja pt. „Liebster Blog Award” i chciałabym Cię nominować do udziału w niej ponieważ uważam, że Twój blog jest warty uwagi! Twoja energia i pasja powinna być motywacją dla innych ludzi!
Już tłumaczę zasady:
„Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego Blogera, w ramach uznania za ‚dobrze wykonaną robotę’. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował”.
Jeśli jesteś zainteresowany wzięciem udziału, pytania znajdziesz na moim blogu :)
Powodzenia!
MASZ RACJĘ . ALE SPISUJ WSZYSTKO DO ZESZYTU . A MY TO PÓŹNIEJ Z CHĘCIĄ PRZECZYTAMY . WIADOMO ŻE PODCZAS TAKIEJ SAMOTNEJ PODRÓŻY CZŁOWIEK MA CZASAMI MĘTLIK W GŁOWIE ZE ZMĘCZENIA Z GŁODU ZE STRACHU KTÓRY MU TEŻ TOWARZYSZY. ALE JAK TYLKO BĘDZIESZ MIAŁ WIĘCEJ CZASU I ODPOCZYNKU I PODŁADUJESZ BATERIE W SPRZĘCIE TO PISZ A MY BARDZO CHĘTNIE CZYTAMY I POPIERAMY . POWODZENIA
Doskonale rozumiem ta glowe pelna osobistych przemyslen. Mialam dokladnie tak samo podczas 11-dniowej wedrowki z Choquequierao do Machu Picchu. I pomimo, ze szla nas czworka, to przeciez ilez mozna ze soba gadac! Wiec czas na myslenie byl. I szczerze mowiac to wlasnie ta 11-dniowa wedrowke przez Andy wspominam chyba najmilej z calej 14-miesiecznej podrozy po Ameryce Poludniowej.
A Tobie zycze powodzenia w dotarciu do celu.
Przemku!
Powiem Ci, że tak trochę czekałam na właśnie taki wpis. Jesteś na Camino, a to znaczy że jesteś Pielgrzymem. I to wspaniale! To czas dla Ciebie i Pana Boga – jestem pewna, że obdarzy Cię wielką Łaską!
Życzę Ci wytrwałości i odnalezienia odpowiedzi na pytania ważne. Dobrej Drogi!
„W każdym położeniu dziękujcie” 1 Tes 5,18 – to daje niesamowitą wolność – sprawdziłam i polecam. ;)
Pozdrawiam Cię bardzo! :)
Ania
Życzę Ci wiele siły, motywacji i odwagi!
Hej! :)
Widzę, że już opuściłeś Roncesvalles – 790, to ściema ale jest :D
Taka droga jak Camino de Santiago nie zdarza się codziennie!
Dziś, poza sezonem, zapewne tego nie zauważysz ale codziennie, po kapieli i przygotowaniu posiłku, rzesza ludzi siada w albergach aby opisac przeżycia minionego dnia, ludzi których spotkali,odwiedzone miejsca itp.
Jeśli nie będziesz chciał tego robic dla publiki (bloga), to zrób dla siebie- cudownie wraca się do tych chwil nawet, gdy czasami w głupawy sposób się coś przedstawiło, opisało nie całkiem logicznie lub skladnie. :D
Buen Camino
Mój znajomy już po , Ty w trakcie Camino de Santiago a ja ciągle nie dotarłam do chwili startu… Szczęśliwej drogi !
Obyś nie odzwyczaił się od pisania ;)
Dodawaj wpisy zdjęciowe abyśmy wiedzieli, że żyjesz i masz się dobrze. Resztę przemyśleń pozostaw dla siebie! Powodzenia, trzymaj się ;-)
Witam Panie Przemku! Poznałam Pana całkiem niedawno. Na 30 urodziny dostałam Pana książkę od koleżanki, na początku gdy zobaczyłam tytuł byłam rozczarowana byłam przekonana, że to książka nie dla mnie. A jednak tak mi się spodobała, że przeczytałam ją jednym tchem i stale pożyczam ją znajomym:) Ostatnio jadąc do pracy usłyszałam wywiad z Panem nie ukrywam, że słuchałam z wypiekami na twarzy gdzie tym razem Pana lotna dusza Pana zabierze. Mieszkam również w trójmieście z chęcią poznałabym Pana:) Wszystkiego dobrego!