2014 · Autostopem przez życie

Głupi fejm

← Wszystkie wpisy

Od dłuższego czasu zastanawiałem się, czy przygotować ten wpis, czy może jednak olać sprawę i się niczym nie przejmować. Podjęcie decyzji ułatwiło mi przypadkowe znalezienie w sieci dyskusji o tym, że mam parcie na szkło i lansuję się na „króla autostopu”. Tym samym, w napływie irytacji, przygotowałem te parę słów dla wszystkich przysłowiowych, internetowych hejterów oraz tych, którzy z utęsknieniem czekali na kolejny wpis na blogu.

W poszukiwaniu źródeł

Temat w sumie należałoby zacząć w miejscu, gdzie zaczął się ów nieszczęsny „fejm„, czyli na początku kwietnia 2012 r. Właśnie wtedy zdecydowałem się upublicznić swoje zapiski z podróży, które odbyłem między 2009 a 2011 rokiem. Nic takiego. Zwykłe, krótkie zdania i opowieści, które jak teraz czytam, to aż się śmieję, bo opisy są zwyczajnie kiepskie :) Czemu wyszedłem z tym do ludzi? Banalny powód, który dziesiątki razy przetaczałem w rozmowach i na prezentacjach – miałem dość opowiadania non stop o tym jak było rodzinie (bliższej i dalszej) oraz znajomym (tym bliższym, dalszym oraz poznanym przy piwie w piątkowy wieczór).

Później, gdy ruszyłem w kolejną podróż, zacząłem pisać na bieżąco, na kolanie, z błędami w składni i ortografii, ale wiedziałem, że czytający to rodzice i znajomi, chcą wiedzieć co u mnie. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że czytają to również znajomi znajomych i ludzie kompletnie mi obcy, a statystyki bloga zaczęły rosnąć przekraczając liczby trzycyfrowe.

Jako, że ruszając w podróż do Iranu, zobowiązałem się, że po powrocie zrobię prezentacje w kilkudziesięciu liceach i chciałem się z tego wywiązać. Już po pierwszej uświadomiłem sobie, że lubię opowiadać i sprawia mi to przyjemność. Dlatego opowiadałem. Co najmniej kilkadziesiąt razy. Co za tym idzie? Coraz więcej ludzi zaczynało śledzić bloga. Czemu? Bo włożyłem ogrom pracy, w robienie czegoś więcej niż spamowanie w komentarzach na zasadzie „Super tu u Was! Udostępniamy i zapraszamy do siebie!„, wrzucanie zdjęć pięknych miejsc, co by edgerank szybował, czy  zgłębianie wiedzy o pozycjonowaniu czy SEO.

Boom!

Chciałem napisać, że kolejny rok i kolejna podróż, ale to nie była tylko podróż, ale również projekt „Pocztówki z Europy”. Dziwne, co? Nie pojechałem tak sobie, tylko zrobiłem coś więcej. 100 dni podróży, pogodzenie tego ze studiami i uczciwie zarobione fundusze. Codzienne pisanie wpisów i poświęcanie czasu, żeby osoby, które sprawiły, że jestem tym kim jestem, wiedziały co u mnie; żeby znajomi mogli przy wakacyjnym piwie powiedzieć -
„Czytaliście co Przemo odwalił? Wariacik z niego!”; żeby Ci, którzy na bloga trafili przypadkiem lub po prezentacji powiedzieli sobie – „Przecież o jest taki sam jak ja! Jak on może, to czemu nie ja?!” – żeby też realizowali swoje marzenia, a nie tkwili dzień w dzień przed komputerem.

Podróżowałem, pisałem i nagle się okazało, że jest ogólnopolskie spotkanie blogerów Blog Forum Gdańsk, na którym zostanie wyłoniony blog roku czytelników. Poprosiłem – „Zagłosujecie?” po czym birmańska rzeczywistość odcięła mnie od sieci, a wszystkie wcześniej wymienione osoby głosowały. Z komórek, z komputerów, swoich i kumpli z pracy, oraz całe klasy na zajęciach z informatyki. Kilka tysięcy głosów w przeciągu pięciu dni i bum! Blog Autostopem przez życie, został laureatem głównej nagrody i z miejsca propozycja napisania książki. Czy zasłużyłem? Nie mnie oceniać.

Czy chciałem napisać książkę? Głupie pytanie. Kto by nie chciał w wieku dwudziestu trzech lat napisać książki, niech pierwszy rzuci kamieniem. Czy jestem pisarzem? Jeszcze głupsze pytanie. Nie byłem, nie jestem i pewnie nigdy nie będę, bo nie chcę, ale o tym napisałem już tutaj.

Tym samym przechodzimy do sedna sprawy.

Książkę wydało jedno z największych wydawnictw w Polsce – Muza S.A. Za taką firmą idzie kolejna, mniejsza, która zajmuje się tylko i wyłącznie promocją książek. Czym jest promocja książki? To umieszczenie informacji o książce w każdym możliwym miejscu, wciśnięcie autora do każdej audycji i do każdego programu, żeby tylko powiedział kilka słów o podróżowaniu i o swojej, nowej pozycji na rynku wydawniczym. Czy ja się tym zajmowałem? Nie. Nie miałem ani czasu, ani potrzebnej wiedzy, czy znajomości, żeby ogarnąć to, co zrobił Rafał – niesamowity chłopak, który włożył w promocję książki mnóstwo zdrowia, czasu i pewnie nigdy mu się za to nie odwdzięczę.

Ze swojej strony zorganizowałem tylko szesnaście spotkań w całej Polsce. Dzień w dzień w innym mieście. W każde włożyłem całe swoje serce, energie i tyle uśmiechu, ile tylko mogłem, a na ostatnim, we Wrocławiu, gdzie już pod sam koniec spotkania tworzyłem puentę, rozkleiłem się, bo wtedy dotarło do mnie silniej niż kiedykolwiek wcześniej, że mam swoją małą misję. Tak, misję. Brzmi tandetnie, ale gdzie tylko jestem, walczę ze stereotypem, że autostopowicze, to menele, złodzieje, że na stopa nie biorą, że nie jesteśmy straconym pokoleniem, że wiary nie trzeba się wstydzić, że nie musi być skrajna, że dla podróży nie trzeba rzucać wszystkiego, że marzenia są po to, żeby je spełniać, że można podróżować też dla innych, że życie jest po to, żeby je przeżyć jak najpełniej.

A media, kochani, to kula śnieżna. Wystąpisz w jednym, drugim, trzecim programie i jeśli umiesz mówić i masz co powiedzieć, to zaproszą Cie do kolejnego. Zwłaszcza w sezonie ogórkowym, bo dla większości naszego społeczeństwa, podróże to wciąż temat do wciśnięcia między psychologię miesiączki a modę na wielkie pupy.

Czy mam parcie na szkło? Nie, ale chcę zmieniać świat, a żeby to zrobić trzeba pokonać wiele stopni. Jednym z nich jest konieczność zaistnienia w mediach, żeby przebić się z kolejnym pomysłem, który już za miesiąc Wam zaprezentuję.

Czy jestem „królem autostopu”? Jeszcze większe nie. Są dziesiątki Polaków i setki obcokrajowców, którzy podróżują dłużej, dalej, lepiej i często robią dużo ciekawsze rzeczy niż ja. Jedyny ich problem polega na tym, że tego nie opisują i dlatego nikt o nich nie wie, nie słyszał i jara się Przemkiem, który sobie na stopa do Birmy pojechał. Ot powód. Mi ta łatka nie potrzebna.

Nowy projekt?

„Po co?” – zapytają jedni. „Fejmu szuka” – dalej, twardo i uparcie, odpowiedzą drudzy. Za przeproszeniem „Gówno prawda”. Wychodzę z jednego, prostego założenia – jeśli mam siłę i wiarę w to, że mogę zrobić coś więcej dla innych niż tylko „kolekcjonować wspomnienia”, to to robię. Nie zastanawiam się czy mi się to opłaci, czy warto, albo czy się uda lub nie, tylko wkładam całą energię i serce w zrobienie czegoś co pomoże innym. Wcześniej były to pocztówki, teraz będzie to realna pomoc dla tych, którzy jej potrzebują nie, żeby żyło się lepiej, ale żeby w ogóle żyć.  Nie gdzieś daleko w Afryce, ale na naszym, nieatrakcyjnym medialnie, polskim podwórku. Pomagać ludziom, którzy zostali pokrzywdzeni nie przez konsekwencje własnych wyborów, ale dlatego, że Bóg tak chciał i nigdy nie będzie nam dane dowiedzieć się czemu. Pomagać tym, którzy stracili to co w życiu najważniejsze – zdrowie i rodzinę.

Jak mam zamiar pomóc podróżując autostopem? O tym już niedługo, ale w tym tygodniu projekt wchodzi w decydującą fazę realizacji, więc będę wdzięczny za trzymanie kciuków i modlitwę, żeby wszystko się udało jak najlepiej.

Z pozdrowieniem,
Przemek „Lansiarz” Skokowski

 

Komentarze (36)

Komentarze przeniesione z archiwum bloga.