"W końcu coś tu napisał" - to pewnie pomyśli zdecydowana większość z Was, gdy zobaczy ten wpis. Przepraszam, że nic nie wrzucam, ale po prostu czekam na nową odsłonę bloga, która powinna być już miesiąc temu tylko klasycznie jest poślizg. Co mnie skłoniło do napisania? Kolosy 2013.
Spotkania podróżników jak co roku odbyły się w Gdyni i w świadomości wszystkich króluje przekonanie, że to największa i najlepsza impreza tego typu w Polsce. Jednak prawda jest nieco inna. Owszem impreza największa, ale niestety do miana najlepszej, to jej strasznie daleko. Ale po kolei. Gorączka wysyłania zgłoszeń zaczyna się już w styczniu, ponieważ 15 stycznia upływa termin podany na stronie. To czy jest przestrzegany to już inna sprawa, bo jak to zwykle bywa, znajomi królika mogą je wysyłać dużo później. Kolejna sprawa, która irytuje chyba wszystkie osoby zgłaszające się do Kolosów, to sposób i termin ogłoszenia wyników. Domyślam się, że agencja Mart, która organizuje Kolosy (razem z miastem Gdynia) dostaje setki zgłoszeń, ale jeśli organizuje się wydarzenie tego formatu, to powinno się zachować chociaż odrobinę profesjonalizmu. Brak strony internetowej agencji to jedno a rozmowy z Panem Janowskim, kiedy będą ogłoszone wyniki, to drugie. Sam rozmawiałem z nim jednego dnia i poinformował mnie, że będą jutro. W rzeczywistości były 2 tygodnie później. O ile w moim przypadku straciłem jedynie promocyjne loty w terminie, kiedy były Kolosy, to już na przykład znajoma z Anglii, która również wysyłała zgłoszenia i też zgłosiła się z niesamowitą podróżą, musiała zrezygnować, bo dwa tygodnie przed nie było już lotów do kraju. Drugą sprawą, która de facto jest tajemnicą poliszynela i o której wie większość starych wyjadaczy festiwalowych, to sposób wypełniania wniosków na Kolosy. Znajduje się tam między innymi pytanie o zaplanowane festiwale w I kwartale bieżącego roku. Nawet jeśli masz coś swoim grafiku, to lepiej zostawić puste pole. Zwłaszcza jeśli planujesz występować np. na Włóczykiju, który moim zdaniem aspiruje do najlepszego festiwalu w tym roku. Organizatorzy Kolosów po prostu krzywo patrzą na osoby, które promują się również na innych imprezach.
Kolejną komedią, o której większość ludzi nie wie, to głosowanie na zdjęcia w konkursie Fotoblog. Oczywiście wiadomo, że jeśli z ktoś dostanie się do finałowej 24ki, z której połowa zdjęć ma zostać wybrana na podstawie głosowania internetowego, to poprosi swoich znajomych o glosowanie kilka razy dziennie.Ba! Brak zabezpieczeń na stronie pozwalał na głosowanie na swoje zdjęcie praktycznie do oporu z jednego komputera. Niestety, organizatorzy nie wzięli tego pod uwagę ani nie zrobili prostych zabezpieczeń pozwalających glosować wyłącznie raz z jednego adresu IP. A żeby było jeszcze śmieszniej to zacytuję słowa organizatorów na ich profilu na FB. "W internecie krążą nawoływania do głosowania na siebie, powstają nowe konta ... Kochani, jeśli to ma być zabawa pod hasłem "kto więcej ludzi zachęci do głosowania na siebie" to podchodźmy do niej z dystansem. My i tak regulaminowo wybierzemy połowę zdjęć, starając się to zrobić zgodnie ze swoim sumieniem i posiadaną wiedzą. Nikogo nie będziemy preferować. Państwa także namawiamy do głosowania na zdjęcie a nie na osobę. Żadne zabezpieczenia nie są szczelne. Możemy tylko liczyć na Państwa dobrą wolę." Nie oszukujmy się. Procent osób, które wejdą na stronę i zagłosują na zdjęcie, a nie na osobę jest znikomy. Jeśli w ogóle taki istnieje.
No i na koniec perełka. Kolejki. O ile w piątek nie było żadnych, bo jest to dzień, kiedy z rana większość stanowią szkoły,które na przerwie o 13.00 "kończą zajęcia", to w weekend jest dramat.W sobotę o godzinie 14 kolejka sięgała praktycznie aż do sklepu Real, który znajduje się prawie pół kilometra od hali. Jest to o tyle przykre, że masa osób przyjechała do Gdyni z całej Polski i koniec końców cmoknęli przysłowiową klamkę. Oczywiście pojawiają się głosy, że należy przenieść imprezę na Ergo Arenę, gdzie zmieści się dwa razy więcej osób, ale tak się na 100% nie stanie. Przede wszystkim dlatego, że miasto Gdynia nie może sobie pozwolić na stratę tak kultowej imprezy. Co można zrobić? Biletować! I z całym szacunkiem, ale tłumaczenie, że jest to impreza niekomercyjna i dlatego nie można tego zrobić, wstawmy między bajki. Dzięki temu będzie możliwy odsiew osób, które pojawiły turystycznie, "bo za darmo", a nie żeby w rzeczywistości posłuchać o podróżach. To za czym bym obstawał, to z pieniędzy uzyskanych z biletów stworzyć porządny grant lub kilka mniejszych. W tym momencie jedyna nagroda pieniężna to nagroda im. Andrzeja Zawady, która wynosi 15 tys. złotych. Już pomijam fakt, że nazywana jest nagrodą dla młodych podróżników (tj. wg. organizatorów do 35 lat.), ale prawda jest taka, że jeśli ktoś organizuje naprawdę wielkie ekspedycje to 15 tys. to śmieszna kwota. Przykład? Na rozdaniu nagród wywołano na scenę jednego z eksploratorów jaskiń podwodnych, który dostał od National Geographic grant wysokości 21 tys. euro! i to już jest sensowna kwota. Jeśli na Kolosach za karnet na cały dzień płaciłoby się 30zł i byłby komplet widzów, to można byłoby uzyskać środki na jednorazowy grant 300 tys. złotych (30zł x 5000 miejsc x 2 dni. piątku nie liczę z powodów wypisanych wyżej). A może w ogóle do samych statuetek i tabliczek pamiątkowych dołączyć nagrodę pieniężną? No ale to tylko moje obiekcje, które pewnie nigdy nie dotrą do organizatorów.
Co ja wyniosłem z Kolsów? Niespecjalnie wiele. Podróże na papierze wyglądają nieziemsko, ale mało kto potrafi o nich opowiadać tak, żeby publiczność nie zasypiała z nudy. Być może to to tylko moje odczucie, ale jeśli ktoś analizuje mi pokrywę śnieżną, to momentalnie zasypiam. Nagrodzeni zasłużenie, ale już na pierwszy rzut oka widać, że nagrodzeni albo mieli masę czasu, albo pieniędzy. Polecałbym jednak wrócić do wcześniejszej formuły kiedy to do Kolosów mogła być nominowana jedynie wyprawa, która rozpoczęła się i zakończyła w roku ubiegłym. Bardziej fair.
Boli, że nie zostali wyróżnieni tacy ludzie jak Damian Wagabunda, którego film był naprawdę świetnie zrobiony, a nie został nawet do Kolosów nominowany. Boli, że wyróżnienia nie dostali Los Wiaheros, którzy pokazują, że można pracować, podróżować, świetnie o tym pisać i dzielić się z innymi na bieżąco. Boli, że wyróżnienia nie dostała żadna kobieta, chociaż by po to, żeby walczyć ze stereotypami samotnie podróżującej płci pięknej. Boli, że sam niczego nie dostałem, ale czuję, że Kolosy zdecydowanie wygrałem. Czemu?
Tak naprawdę dopiero w tym roku poznałem Was. Czytelników tego bloga i autostopowiczów. To z Wami wolałem wyjść w czwartek, piątek czy sobotę wieczorem, podczas gdy inni prelegenci kisili się we własnym sosie na eleganckim bankiecie. Wygrałem, bo po prezentacji podchodzili do mnie uczniowie podstawówek, gimnazjów, liceów i mówili, że też chcą podróżować autostopem. Wygrałem, bo być może inni dojdą do wniosku, że można zwiedzać świat niekoniecznie będąc zawodowym podróżnikiem, a zwykłym autostopowiczem.
Przemek.
P.S Na dniach wrzucę filmik z podróży, nową odsłonę bloga i projekt podróżniczy na kwiecień :)


Ja bym do FotoGloba dodała jeszcze kilka uwag. Bo jest to konkurs, cytując za organizatorami, który inspiruje do najważniejszego konkursu fotografii podróżniczej w Polsce. I po takim komentarzu tak naprawdę oczekiwałoby się czegoś więcej. A tu są błędu jak w konkursie fotograficznym dla dzieci w szkole.
- formaty odstają od jakiegkolwiek standardu wystawinniczego. Są małe i dlatego nieczytelne
- kolory są przekłamane i pozbawione soczystości (w odniesieniu do oryginałów)
- jakość wydruku pozostawia wiele do życzenia. Moje zdjęcia zostały dostarczone w jakości, która pozwala na wydruk na bilboardzie. Dlatego nie do uwierzenia jest, jak bardzo można to zepsuć.
- rozmieszczenie wystawy jest w miejscu, gdzie na część zdjęć pada ostre światło z wejścia (odbijając się od zdjęć i powodując, że je źle widać), schodząc w ceimny korytarz i reszta zdjęć jest z kolei niewidoczna.
- Poza małym punktem informacyjnym, gdzie można głosować, nikt nie wie, że głosowanie się odbywa. O tym (jak i o głosowaniu na najlepszą prezentację) powinni miedzy pokazami przypominać prowadzący.
- nie ma żadnej kontroli nad wydawaniem kartek do glosowania. Każdy może wziąć ich tyle, ile ma ochotę. Zero kontroli nad tym.
Żeby nie było – moje zdjęcia na wystawie FotoGlob pojawiają sie od 3 lat. W zeszłym roku wygrał mój (jakże by inaczej) misiek. Może tak mnie boli poziom nieprofesjonalizmu tego konkursu.
Twoja prelekcja była jedną z najlepiej opowiedzianych podczas tegorocznych Kolosów. Wygrałeś nie tylko wg Ciebie, ale także wg tych, którzy Cię podziwiają za odwagę, poczucie humoru i pomysły, które niejednego człowieka zaskoczyły. Zrobiłeś kawał dobrej roboty, dostarczyłeś kartki setkom dzieci, poprawiając im humor. Byłam tylko lekko zawiedziona, że nie zostało to docenione tak jak powinno… Ale to nie jest najważniejsze :) Dziękujemy, że dzielisz się z nami swoimi podróżami i motywujesz do odkrywania własnej drogi do szczęścia!
Pozdrawiam, Kasia.
Cóż, tak duże imprezy zazwyczaj nie mogą być idealne. Ja osobiście na Kolosach nie byłam nigdy, bo do Gdyni jest mi średnio po drodze. Bywałam na różnych mniejszych festiwalach podróżniczych (jako widz, a nie prelegent), które również posiadały swoje plusy i minusy. Według mnie najważniejsze na tego typu imprezach jest spotykanie fenomenalnych ludzi, z którymi można dzielić się doświadczeniami i przeżyciami. Oczywiście, najlepiej by było, gdyby to wszystko przebiegało w atmosferze spokoju i ogólnego porządku. Ale nie można mieć wszystkiego ;)
Dodam też, że osoby, które się nie zakwalifikowały na Kolosy, nie dostały żadnej odpowiedzi typu: „Niestety, nie zakwalifikowałeś się”. Przynajmniej bym wiedział, na czym stoję.
Przykro mi Przemek, ale mam wrażenie, że przegrałeś i po prostu wylewasz swoje żale… może i słuszne, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu że robisz to z rozgoryczenia i rozpaczy… :/ Szczególnie, że dotychczas o Kolosach wypowiadałeś się jedynie pozytywnie, same superlatywy, nakręcałeś klimat wokół tej imprezy niesamowity, bardzo się jarałeś nominacją itd… a po przegranej taka fala hejtu…
Złe wrażenie :) Post chciałem juz napisać dużo wcześniej, jeszcze przed Kolosami, ale wtedy po ludzku bym mógł się na nie nie dostać. A warto, bo duża promocja. Jeśli spojrzysz na informacje o Kolosach z tego roku, to zobaczysz, że wrzucałem tylko dwa razy. Bardziej nakręcałem się tym, że będzie można się spotkać z innymi autostopowiczami i na tym się skupiłem. Na żadne nagrody się nie napalałem, bo podróż stopem w porównaniu do tego co robią tam inni jest zabawą ;)
W zeszłym roku owszem pisałem o Kolosach, ale również tylko i wyłącznie w kontekście spotkania innych stopowiczów, a nie samej imprezie. Mało tego. Równiez skrytykowałem organizację, ale nie aż tak dosadnie.
Zresztą nie krytykuję imprezy jako takiej a jedynie sposób jej organizacji.
Więc bez spiny i z nadzieją, że ją poprawią
Przemek, a Ty pojechałes na Kolosy dla promocji, czy aby pokazywać i inspirować innych do autostopowych wycieczek?
Podobnie myślę. Mam wrażenie, że za bardzo nakręciłeś się po tym bumie medialnym, a raczej fejsowym na twoją osobę i trochę się w tym wszystkim pogubiłeś.
Peace n love!
Ja byłam po raz 1wszy. I fakt niestety do organizacji można się przyczepić, ale co tam szkoda mi pary. Sporo już napisaliście. Cholernie się cieszę że w tym roku udało mi się wybrać, i że 1wszą prezentacje jaka widziałam była Twoja Przemek. Uśmiałam się do łez. Świetny pomysł na wyprawę! Dzieciaki boskie i ta droga ah… Dzięki za podzielenie się nią! Czekam na relacje z kolejnych wypraw :D Pozdr.
Kolosy są dla mnie ważnym wydarzeniem w roku, zazwyczaj udaje mi się trafić na świetnych prelegentów, których słucha się z zapartym tchem. Jak było w tym roku? Ano nie wiem, bo tak jak pisałeś, w sobotę o 14.00 kolejka sięgała prawie pod sam Real. I właśnie wtedy wybrałam się na Kolosy. Znajomi czatowali już godzinę w kolejce, potem ja do nich dołączyłam, kolejna godzina oczekiwania…. Potem stwierdziłam, że pójdę na zakupy. Minęła kolejna godzina, zdążyłam zrobić zakupy, w tym momencie moi wytrwali znajomi byli tuż tuż przy drzwiach. Trzy godziny czekania, im udało się wejść, mi niestety nie, bo wieczorem nie mogłam już wrócić na prelekcje. Również jestem za tym, aby były płatne wejściówki. W Wejherowie powstał niedawno festiwal podróżniczy Wagabunda i już od początku był płatny. Rangą nie dorównuje Kolosom, ale również są świetne prezentacje. Cena- za 3 dni na pierwszej edycji zapłaciłam coś ok. 30zł, taka opłata jest do zniesienia, wiele pozytywnych wrażeń i do tego jeszcze różne atrakcje typu rajdy, spływ kajakowy.
Żałuję, że nie udało mi się dotrzeć na Kolosy, na Twoją prezentację i jeszcze kilku innych osób, na których mi zależało. Mam nadzieję, że w przyszłym roku organizacja będzie lepsza i wyciągną wnioski z całej sytuacji.
Pozdrawiam,
M.
Nie wagabunda tylko wanoga
Co do biletów nie ma prawnej możliwości ich wprowadzenia gdyż miasto musiało by oddać organizacje np mosirowi lub jakiś dom kultury musiał by to robić. A jak wiadomo miasto tego nie zrobi. Co do ilości osób to do hali po włączeniu jednej trybuny i kawałków bocznych trybun wchodzi około 3700 osób. Ps zgadzam się ze Włóczykij jest o niebo lepszy!
aleś wylał żale :D
Rozumiem, że prelegenci mają ograniczony czas i się spieszą ale poza szkolnymi wycieczkami jest też dużo osób starszych. Pewna Babcia, która siedziała obok mnie smuciła się, że prawie nic nie zdążyła zrozumieć z tego co opowiadałeś..
Wiem, mój błąd. Trochę za bardzo chciałem o wszystkim opowiedzieć i źle rozplanowałem. Mam nauczkę na przyszłość :)
Kolosy poznałam 3 lata temu, przy okazji klasowego wyjścia. Było tak, jak mówisz, wybiła 13 i migusiem moja klasa się zwinęła. Ja zostałam do wieczora, ponieważ uwielbiam słuchać o ludziach, którzy wychodzą przed szereg i podążają za swoimi marzeniami. Do czego zmierzam? Otóż do tego, że choć kolosy mnie zafascynowały traktowałam je jako swego rodzaju odskocznię od rzeczywistości, biograficzny film przygodowy. Pójdę, posłucham, pomarzę i wrócę do domu z myślą „Ach, jak to ja chciałabym przeżyć taką przygodę”. Sytuacja zmieniła się w miniony piątek, dzięki Tobie Przemku. Nie wiem czy to Twój żywy zapał, szczerość, humor czy piękne i dobre serce, ale Twoja prezentacja podziałała na mnie jakby mnie kto prądem popieścił. Pomyślałam „zaraz, przecież marzeń nie trzyma się w kufrze tylko stopniowo wyciąga po jednym i realizuje” :) Po powrocie do domu znalazłam Twojego bloga, przeczytałam porady i odwiedziłam polecane przez Ciebie strony. Teraz powoli zaczynam planować i robić coś w tym kierunku, choć oczywiście przede mną jeszcze strasznie długa droga, to wierzę, że się uda i przeżyję, zobaczę i poznam chociaż namiastkę tego, co Ty. Żałuję, że nie mogłam Ci osobiście za to podziękować, ale szczerze to jak już dorwałam miejsce na przeciwko ekranu to nie chciałam go puścić :P Dodatkowo myślę, że wygrałeś trochę szybciej, niż w momencie odzewu ludzi, a mianowicie kiedy we Wrocławiu w 2009 roku pierwszy raz wyciągnąłeś kciuk i zatrzymał się ten Fiacik. Życzę ci Przemku, aby Twoja przygoda trwała i trwała i oczywiście jako świeżo upieczona fanka :D czekam na Twoje posty i z niecierpliwością na książkę.
P.S. Przygotowuję się teraz do matury, więc czytanie Twoich podróż jest przecudownym odstresowywaczem :D pozdrowienia z Gdyni
Rok temu tak jarałeś się Kolosami, bo udało Ci się dostać na nie, dałeś nocleg ludziom, przy okazji na forum autostopowym o tym pisząc głośno, można było odnieść wrażenie, że szukałeś w ten sposób potencjalnych głosujących na Twoją prelekcję. A w tym roku jak znowu wrzucili Cię na piątek, to obrażasz się i nagle Twoje nastawienie zmienia się, praktycznie sam hejt z Ciebie bije. Chyba maść na ból d… by się Ci przydała. Wybacz, ale własnie udowodniłeś, że jesteś osobą, który za wszelką cenę szuka taniej reklamy i wszelkie niepowodzenia w tej kwestii zamienia w krytykę
Byłam na tegorocznych Kolosach pierwszy raz. Nie mam co porównywać do poprzednich edycji ale ogólnie mi się podobało aczkolwiek to co napisałeś jak to wygląda od tej innej strony jest zaskakujące i interesujące. Mi rzuciło się w oczy (oprócz kolejek ale o tym za chwilę) najbardziej to, że urny do głosowania zabrano przed zakończeniem ostatniego pokazu. Jeśli ktoś chciał na niego zagłosować to nie mógł a ja choć miałam innego faworyta to chciałam być na tyle uczciwa i dać szanse każdemu, że ostatecznie chciałam zagłosować po ostatnim pokazie a tu zonk.
Wracając do kolejek w piątek było około 13 i z w chodzenie żadnego problemu ale dzień powszedni ludzie w pracy, szkołach czy uczelniach to i dużo luzu. W sobotę koszmar byłam około 12:30 i kolejka na jakieś 150-200 metrów stanęłam a 10 minut później za mną już kolejne naście metrów ludzi. Stałam tam 3 godzin ale się udało. W niedziele byłam o 10:30 i znowu z wejściem nie było problemów jak w piątek ale już około 12 widziałam kolejkę. Czy płatne bilety by zaradziły kolejce pewnie tak ale też zniechęciły by część ludzi, którzy naprawdę chce tam być. Być może takim złotym środkiem było by wcześniejsze rezerwowanie miejsc bez opłat?
Na koniec napisze, że Twoje prezentacja jak dla mnie była jedną z najlepszych. Zabawna, ciekawa i tylko te pół godziny to zdecydowanie za mało.
mega wpis, moim zdanie przydają się czasami analityczne zddolności krytyka by móc tez oś poprawić, ja trzymam kciuki za rowój kolosów, bądź nowych festivali. A może właśnie gdańsk w ergo mógłby zrobić małą konkurencje?:>
Przemku!
Kilka Twoich uwag na temat imprezy jest celnych, bo setki osób stojące na zewnątrz to rzecz, która potrafi popsuć odczucia z nawet najlepiej zorganizowanego spotkania i fantastycznych pokazów. Kwestię biletów skomentował już ktoś inny przede mną – stoją za tym formalne przeszkody. W mojej opinii dobrym rozwiązaniem dla oczekujących na wejście byłby telebim stojący przed halą i jakiś wielki namiot pod nim. To pozwoliłoby uczestniczyć w imprezie tym, którzy nie wejdą do środka.
Czytam jednak Twój wpis i komentarze i uderzają mnie dwie rzeczy. Pierwsza z nich to takie zestawienie zdań:
„Boli, że sam niczego nie dostałem, ale czuję, że Kolosy zdecydowanie wygrałem.” i chwile później: „Na żadne nagrody się nie napalałem, bo podróż stopem w porównaniu do tego co robią tam inni jest zabawą ;)”
No to jak? Boli Cię brak choćby wyróżnienia, czy nie napalałeś się na nagrody? Bo jeśli odczuwasz żal, to chyba znak, że jakieś oczekiwania miałeś i te oczekiwania zostały zawiedzione? A skoro wyróżnienia i chwała od początku były dla Ciebie nieistotne, to skąd ten żal? Odnoszę wrażenie, że kłócą się w Twoich słowach dwie sprzeczne postawy, które trudno pogodzić.
A druga rzecz to słowa na temat innych:
„To z Wami wolałem wyjść w czwartek, piątek czy sobotę wieczorem, podczas gdy inni prelegenci kisili się we własnym sosie na eleganckim bankiecie. Wygrałem, bo po prezentacji podchodzili do mnie uczniowie podstawówek, gimnazjów, liceów i mówili, że też chcą podróżować autostopem. Wygrałem, bo być może inni dojdą do wniosku, że można zwiedzać świat niekoniecznie będąc zawodowym podróżnikiem, a zwykłym autostopowiczem.”
Masz prawo do opinii o imprezie, ale nie do oceny innych ludzi, bo nie siedzisz w ich skórze i nie wiesz co nimi kieruje. „Kisili się we własnym sosie” – to oceniające i jednostronne stwierdzenie. Co możesz wiedzieć o tych, którzy razem z Tobą byli na Kolosach? Być może dla nich był to również czas spotkań z ludźmi, ale Ty tego nie widziałeś. Spotkań we własnym gronie, podczas których planowali nowe przygody. I z wystawcami lub wydawnictwami, z którymi rozmawiali o nowych pomysłach na wspólne przedsięwzięcia.
Do wielu prelegentów, po zakończeniu prelekcji, ustawiała się kolejka. Szkoda, że nie widziałeś tłumu, jaki otoczył Alicję Rapsiewicz i Andrzeja Budnika przy wejściu. Nie było w nich za grosz zarozumiałości, nie próbowali odcinać się od publiczności. Nie jesteś więc jedynym, którego podróż stała się inspiracją dla ludzi, podobnych osób są dziesiątki i słowa „wygrałem, bo po prezentacji podchodzili do mnie…” są pewnie słuszne, ale w taki sam sposób wygrała przynajmniej jedna trzecia podobnych do Ciebie podróżników. „Bankiet” jak go nazwałeś, to jedna z niewielu chwil, w której prelegenci mają czas na spotkania tylko ze sobą.
I na koniec zdanie, że „można zwiedzać świat niekoniecznie będąc zawodowym podróżnikiem”. Przemku, litości, co to znaczy zawodowy podróżnik? Ilu takich było na sali przez te trzy dni? Spójrz jeszcze raz w program i oceń. Zawodowym podróżnikiem są, być może, Tomek Michniewicz lub Monika Witkowska, którzy zarabiają na życie pilotując wycieczki i klientów indywidualnych. Cała reszta to po prostu pasjonaci, ciężko pracujący na swoje pasje. Marcin Tomaszewski pracujący na wysokości, by wyjechać w Karakorum, trójka chłopaków, którzy przebiegli Łuk Karpat za swoje pieniądze, ludzie, którzy zostawiają swoje życie, by spróbować czegoś więcej, nie oczekując w zamian nic. Zawodowi podróżnicy nie pojawiają się na Kolosach, bo wiedzą, że nie mają tam czego szukać.
Czy Twoja podróż jest mniej wartościowa, bo nie została doceniona przez kapitułę? Wydaje mi się, że każda z naszych przygód ma taką wartość, jaką sami jej nadamy. Jeśli ze swoich przygód wyniesiesz coś więcej, żadne nagrody i statuetki nie będą potrzebne, bo to, co najważniejsze, zostanie w Tobie na zawsze. Czego gorąco Ci życzę!
Hej, tu Monika WItkowska… Przypadkowo tu trafiłam, ale małe sprostowanie, no bo jestem w powyższym poście wspominana :). Otóż ja oddzielam swoje wyjazdy z klientami od globtroterskich, czyli w pojedynkę, autostopem etc. (najbliższy za miesiąc) i tylko te drugie, tzn. na własną rękę traktuję jako prawdziwe podróżowanie. Każdy z nas jakoś zarabia, a to że postanowiłam na pasji zarabiać, to chyba nie wada. Celem pilotowania grup jest to, żeby co jakiś czas mieć za co realizować swoje pasje – takie trochę zamknięte koło. Bez pieniędzy zupełnie jeździć się nie da, a już tym bardziej wspinać w górach wysokich czy żeglować, co też przecież robię – zresztą co tu tłumaczyć, każdy gdzieś pracuje. Kiedyś pracowałam „po drodze”, ale przez całe życie nie da tak rady.
Pozdrawiam wszystkich, a Wasze uwagi organizatorowi Kolosów przekażę.
Czy mój poprzedni komentarz sprzed tygodnia ma szansę się ukazać? A może mechanizm moderacji go „zamiótł”? Temat jest sporny, ale szkoda byłoby tyle pisać w próżnię…
Komentarze się pojawiają, tylko jest problem natury technicznej i czasami po ludzku trafiają w kompletnie inne miejsca lub nie są widoczne nawet po ich wpisaniu. Nie umiem tego naprawić, bo nie jestem informatykiem, a ten, który stworzył stronę jest od 10 dni nieosiągalny.
Adresy komentarze napisane z Twojego emaila powinny się wyświetlać, ale jeśli nie to po ludzku nie wiem czemu.
Powyższe żale dobrze chyba podsumowuje cytat, który dotyczy innej nagrody: „Człowiek, który spodziewa się otrzymać Nagrodę Nobla, jest idiotą. A jeśli myśli, że nagroda mu się należy, jest podwójnym idiotą.” Tomas Venclova
Bez urazy wobec autora, jechanie do Gdyni z nastawieniem, że „coś dostanę” jest co najmniej dziwne. Czy podróżujemy po to, by zgarniać statuetki? Podróżujemy dla innych? A może dla siebie i samorozwoju jaki wtedy następuje?