Dzień 11
- Plan na dzisiaj był prosty. Ubrać ciuchy, wskoczyć do morza i leżeć w cieniu. Następnie czynność zapętlić i powtarzać do wieczora. Wychodziło mi to całkiem sprawnie aż do 13, kiedy przyszedł Oleg z pytaniem czy chce iść z nimi do stołówki i poszukać WiFi. Postanowiłem zostawić namiot i poprosiłem plażowiczów obok, żeby mieli na niego oko.
Z obiadu wrocilismy o 16.
Wchodze na plaze, patrze i w pierwszym momencie nie widze namiotu. Podszedlem i jest. Zoladek wrocil na swoje miejsce.Namiot byl przygnieciony sporym glazem z karteczka “Polecial do morza. Udanych wakacji”.
Co sie okazalo? Po prostu wialo mocno, a ze mialem zamontowany sam topik, to powyrywalo, sledzie z pisaku i namiot pofrunal. Poczciwi ludzie z tych rosjan.
Schowalem sie w cieniu i ucialem sobie drzemke, ktora trwala az do 19 kiedy to obudzila mnie Elena z pytaniem czy ide z nimi poplywac, bo kupili materac i okulary do plywania.
Reszte wieczoru spedzilismy w wodzie i porobilem im kilka fotek dla potomnych.
Dzisiaj dla odmiany kladlem sie spac w rytmie rosyjskiej wersji Krola Juliana i jego madagaskarskiego hitu "I like to move it, move it"
Dzien 12
- Z Olgiem i Elena umowilem sie, ze ruszymy w trase o 8 rano.Nawet nam to wyszlo i o 8.15 bylismy juz w trasie.
Generalnie przed poznaniem mnie, chcieli jechac do Europatorii i Simferopolu, ale wybilem im ten pomysl z glowy, bo wedlug przewodnika, nie ma tam nic ciekawego i po prostu szkoda czasu.
W ogole na Krymie malo ciekawych rzeczy, a fascynacja nim spowodowana jest raczej ladna pogoda przez wiekszosc roku, niz atrakcjami turystycznymi.Sam polwysep to w wiekszosci pustynia. Nie liczac gorzystego i zalesionego poludnia, to nie znajdziecie tutaj nic poza stepami spalonej sloncem trawy.

Kierunek Bakczysyraj. Dosc ciezko bylo ich przekonac do wyprawy tam, bo mama powiedziala Elenie, ze Tatarzy Krymscy ja zgwalca i okradna (niekoniecznie w tej kolejnosci) , a ta bezgranicznie wierzyla w jej osady.No ale jakos sie udalo mi ja przekonac, ze warto.
Bakczysyraj jest jednym z tych miejsc, ktore koniecznie trzeba odwiedzic bedac na Krymie. Jest to urokliwe miasteczko istotne dla trzech religi - islamu, prawoslawia i judaizmu. Jest on rowniez duchowa stolica tatarow krymskich, ktorzy wracaja tam po latach spedzonych na wygnaniu w Uzbekistanie, gdzie wyslal ich Stalin.
- Pierwszym punktem zwiedzania, byl dobrze zachowany Palac Chanow opisywac go nie bede, bo kazdy moze znalezc jego fotki w internecie, ale rozbawila mnie informacja w moim przewodniku, ktora skomentowala mala dziewczynka z polskiej wycieczki, z ktora rozmawialem.

A mianowicie: okazuje sie, ze palac mial rowniez polski epizot w swojej historii.Ktoregos razu do haremu chana trafila polka Maria Potocka, w ktorej wladca zakochal sie bez pamieci. Jednak haremy mialy to do siebie, ze ich lokatorki nie moglby ich opuszczac, dlatego „piekna Maria zmarla z tesknoty i zalu za ojczyzna“ – tak opisal to moj przewodnik, a jak to skomentowala rezolutna dziewczynka? „Moim zdaniem to ona tu z nudow zmarla, bo przeciez ile mozna lezec, pachniec i byc na kazde zawolanie czana?“
Spod palacu dostalismy sie do monastyru Uspienskiego, ktory jest po prostu klasztorem wydrazonym w skale, ale robi wrazenie.

Z monastyru do twierdzy zydowskiej Czufut-kale musielismy isc ponad 30 min. Kiedys musiala byc ona nie do zdobycia, bo nie dosc, ze znajdowala sie na szczyscie plaskowyzu, to jeszcze pod nia miescila sie rozbudowana siec jaskin i tuneli prowadzacych do okolicznych lasow.

- Po kilku godzinach zwiedzania, slonce dawalo sie juz nam ostro we znaki, wiec wrocilismy do miasta w poszukiwaniu miejsca na obiad. Wpadla nam w oko tatarska restauracja, gdzie pierwszy raz sprobowalem krymskich win. I zwariowalem! Prze-pysz-ne!
Nie zebym byl znawca, ale wina, ktore z nam z polski, to te ktore pija moi rodzice i za ktorymi specjalnie nie przepadam. Drugi rodzaj win, to te, ktre znam z imprez, ale one nie maja smakowac tylko dzialac.

- Opisze jedno, ktore zasmakowalo mi najbardziej – Bastardo. Jest to wino czerwone, jaki bukiet, to nie wiem, ale dla mnie pachnialo roztopiaona mleczna czekolada, a smakowalo jak wisnie w niej zatopione. No i mialo 20% alkoholu, czyli cos na pograniczu wina i likieru. Magia!
Na obiad zjadlem chleb tatarski z miesem zapiekanym w srodku. Calkiem niezly.
O 15 ruszylismy dalej. Jako, ze Elena i Oleg po wizycie w Bakczysyraju zaufali mojemu osadowi podroznika, zgodzili sie pojechac do Jalty trasa dluzsza, ale bardziej atrakcyjna.

Droga okazala sie dluga i meczaca z powodu powalajacej ilosci zakretow, ale widoki byly nieziemskie. Trase zwienczala Aj Petri, czyli jedna z najwiekszych atrakcji na Krymie. Mielismy szczescie i podziwialismy ta skale w swietle zachodzacego slonca.

Dzien bylby idealny gdyby zakonczyl sie znalezieniem taniego noclegu, co w tym nadmorskim kurorcie graniczy z cudem.Cudu nie bylo.Wszedzie noclegi od 200 dol. w gore.Mloda para byla zmeczona i specjalnie nie wiedziala co robic, wiec po skojrzeniu na ich GPSa przejalem inicjatywe i powiedzialem, ze spimy dzisiaj na dziko.
Miejsce, ktore wybralem okazalo sie dobre z punktu widzenia, jednonocnego postoju. Zaproponowalem nawet zeby Oleg i Elena spali u mnie w namiocie, a ja sie kimne w aucie, ale jak sami przyznali boja sie i pewniej beda sie czuli zamknieci w aucie.
Dzien zwieczylismy kolacja skladajaca sie z pomidorow i arbuza przy aucie w srodku miasta.
Dzien 13
Obudzili mnie juz o 5 rano, bo ludzie zaczeli chodzic chodnikiem, wiec ruszylismy w poszukiwaniu plazy.

- O 6.00 kapiel w morzu i dynia na sniadanie, a nastepnie kierunek Sudak. Zajelo nam to roche czasu, bo zatrzymywali sie w kazdej miejscowosci pytajac o ceny noclegow, zeby mniec rozeznanie co ile kosztuje. I tak za kwatere na jedna noc na poludniu Krymu zaplacicie okolo 140zl za dwie osoby.

W koncu o 13 dotarlismy do miasta, gdzie sie z nimi pozegnalem i wsiadlem do busa jadacego prostu do Kreczu, bo bylo zbyt goroco i zbyt daleko od glownej trasy na lapanie stopa.
Gdy dotarlem do Kerczu znalazlem WiFi i okazalo sie, ze napisal do mnie Igor, ktory zaoferowal pomoc i nocleg.Po telefonicznej rozmowie z nim, ustalilem, ze jest u rodzicow za miastem i moge do nich dolaczyc. Wsiadlem, wiec w marszrutke jazda.
Dom rodzicow okazal sie byc staromodna willa, zbudowana 10m od morza i otoczona ogrodami i winnica. Jak z bajki!Igor spedzal tam weekend z dziecmi swojego brata i rodzicami.

Pokazali mi moj pokoj, powiedzieli, zebym czul sie jak w domu, a jak bede gotowy, to zebym dolaczyl do nich na plazy.
Cala godzine spedzilem w wodzie z Aluszta i Wiktorem bawiac sie w “Majeka” czyli rosyjska odmiane “berka”.Jak wrocilismy, to mama Igora zrobila wybitnie tlusta kolacje, podczas ktorej zostalem poczestowany rosjska wodka. Tak dla smaku. Oczywiscie wzniaslem 2 minutowy toast za zdrowie i pomyslnosc gospodarzy.

Po kolacji pogralismy jeszcze troche w karty, porozmawialismy i spac.



ciekaw jestem jak się dogadujesz z tymi wszystkimi ludźmi, bo tego chyba nie pisałeś - głównie po angielsku czy raczej rosyjski?