2014 · Autostopem przez życie

Lourdes

← Wszystkie wpisy

Pospałem. Oj tak, pospałem. Obudziłem się tak naprawdę dopiero o 10. O ile namiot jeszcze wczoraj wieczorem wydawał mi się w miarę znośny, tak nad ranem nieco zrewidowałem o nim swoje zdanie. Tak samo szybko się nagrzewał, jak i ciepło tracił. Nad ranem było zimno. Za zimno, biorąc pod uwagę dalsze plany na wyprawę.

DSC_0204

Nocleg

Szybko się ogarnąłem (tj. zjadłem ostatni jogurt od Vitalija i zawinąłem namiot) i poszedłem łapać. Z autostopowego punktu widzenia nie miało być lekko i lekko nie było. Do ringu Bordeaux mniej więcej 30km za nim trzeba było odbić 50km w kierunku Tuluzy, a następnie na południe do Pau i znowu na wchód do Lourdes. W sumie trzy zakręty, czyli nieciekawie.

Po 30 minutach łapania na stacji gdzie spałem, udało się przekonać młodą dziewczynę, żeby podwiozła mnie na ostatnią station service przed ringiem, a później po francusku dogadać z dwoma nauczycielkami, żeby zabrały mnie na trasę do Tuluzy. Sam aż byłem pod wrażeniem swojego, dawno zapomnianego, języka Moliera. Całkiem zgrabnie się dogadywałem. Co więcej, dowiedziałem się o czymś, co jest moim przekleństwem do dnia dzisiejszego. Francuzi nie należą do najbardziej pracowitych narodów świata, a już na pewno nie uczniowie. Okazało się, że system nauczania we Francji przewiduje 7 tygodni szkoły i 2 tygodnie wolnego plus wakacje. Całkiem sympatycznie.

Później, ku mojemu zdziwieniu zabrała mnie samotna matka z dwójką dzieci, która sama do mnie zagadała, czy chcę z nią jechać (to się zdarza naprawdę rzadko). Przejechałem z nią 140km aż na ostatnią prostą przed Pau. Z miejsca, gdzie mnie zostawiła, dojechałem do Lourdes na cztery raty.

ziomki

ziomki

Miasteczka

Miasteczka

i pola

i pola

Czemu Lourdes? Nie mam pojęcia. Czemu wymyśliłem sobie, że tutaj zacznę swoje El Camino? Ponownie – nie mam pojęcia. Co więcej, byłem tutaj przecież trzy lata temu i wcale mi się nie podobało. Dzikie tłumy ludzi. Mnóstwo hoteli i, w zatrważającej skali, coś co nazywa się biznesem maryjnym. Setki, jak nie tysiące sklepów z figurkami Maryi, różańcami, świeczkami, obrazkami, magnesami, zapalniczkami, zegarkami, cukierkami i lakierami w kolorze maryjnym. Dosłownie paranoja, która odrzuca, a jest obecna na każdym kroku. Cały duch Lourdes i rzeczy, które miały tam miejsce, kompletnie zanika przytłoczony turystyczną tandetą. No i okolice katedry i groty. Tak samo. Jak byłem tam za pierwszym razem, to w znacznym stopniu przeważali turyści z całego świata, przybywający do Lourdes niekoniecznie w celach pielgrzymkowych a „must see” Wszędzie proporce i ludzie w różnokolorowych apaszkach, czy czapkach.

DSC_0253

Biznes to biznes!

Lourdes

Lourdes

Tym razem było inaczej. Gdy Pani, której czubek głowy ledwie wystawał ponad kierownicę olbrzymiego mercedesa wysadziła mnie w centrum miasta, byłem zaskoczony. Cisza i spokój. Witryny sklepów pozamykane, a ulicami spokojnie da się przejść. Mało tego. Przez pierwsze dziesięć minut marszu do centrum nie odbiłem się od żadnej flagi, czy baneru obwieszczającego „Katolickie pamiątki prosto z Watykanu”.

W pierwszej kolejności skierowałem się do centrum informacji turystycznej, gdzie dostałem plan miasta, wraz z campingami. Zależało mi, żeby spędzić w Lourdes co najmniej jeden dzień, a że dojazd zajął mi za dużo czasu (zbliżała się 19), to postanowiłem spędzić tu dwie noce. Nie chciało mi się targać plecaka, więc potrzebowałem znaleźć miejsce, gdzie rozbiję namiot i w spokoju zostawię wszystko w środku.

Na pierwszą noc wybrałem camping, który w żadnym stopniu nie był chroniony, więc po spędzonej tam nocce przeniosłem się na nieco bardziej odległy, ale za to przyjemniejszy i strzeżony.

omnomnomn

omnomnomnom

Okolice kempingu

Okolice kempingu

Swojego drugiego dnia w Lourdes poszedłem do groty, gdzie miały miejsca objawienia i liczne cuda. Po raz kolejny Lourdes mnie zadziwiło. Spokojnie mogłem nie tylko wejść do groty, ale i usiąść na ławeczce przed nią. Wybrałem sobie drugą w rzędzie i z różańcem w dłoniach, próbowałem się modlić, ale niespecjalnie mi wychodziło. Chciałem, a nie mogłem. Mój wzrok co chwilę przyciągały kolejne osoby na wózkach, które podjeżdżały wraz z opiekunami do groty i ustawiając się w kolejce, czekały na swoją kolej i możliwość dotknięcia skały, w której ma źródło osławiona woda. Ludzie z różnego typu porażeniami, chorobami, które w mniejszym lub większym stopniu deformowały ich palce, czy wykrzywiały twarze w zauważalnym tutaj bardziej niż gdziekolwiek indziej, cierpieniu. Ludzie zjeżdżający się z całego świata w nadziei, że może oni będą tymi nielicznymi, którzy dostąpią uzdrowienia.

Grota

Grota

Widok z placu

Widok z placu

DSC_0269

Taras

Widok na grotę

Widok na grotę

Nie mam zamiaru tutaj roztrząsać, czy cuda przypisywane temu miejscu są prawdziwe, czy nie. Tak samo jak nie mam zamiaru przekonywać kogokolwiek do wiary w te same rzeczy, w które wierzę. To prywatna sprawa każdego z nas.

Na tej białej ławeczce przed grotą próbowałem zebrać myśli i odpowiedzieć, czemu wymyśliłem sobie Lourdes, ale po godzinie nie doszedłem do żadnego konstruktywnego wniosku. Może tak ma być. Czułem, że muszę zacząć tutaj, a skoro jutro ruszam, to nie pozostaje mi już nic innego jak resztę pozostawić Opatrzności.

Wieczorem spędziłem jeszcze trochę czasu na składaniu filmu i planowaniem trasy, a później spać z nadzieją, że o 6 będę w stanie wstać i iść na swoje El Camino.

Tymczasem ponownie proszę o pomoc w zbiórce dla hospicjum :) Można wspomóc dowolną kwotą. Nawet złotówka będzie dobra :)
Jeśli Cię nie stać, to zwyczajnie podziel się linkiem ze znajomymi :)

http://www.siepomaga.pl/r/autostopemdlahospicjum 

Komentarze (7)

Komentarze przeniesione z archiwum bloga.