Pospałem. Oj tak, pospałem. Obudziłem się tak naprawdę dopiero o 10. O ile namiot jeszcze wczoraj wieczorem wydawał mi się w miarę znośny, tak nad ranem nieco zrewidowałem o nim swoje zdanie. Tak samo szybko się nagrzewał, jak i ciepło tracił. Nad ranem było zimno. Za zimno, biorąc pod uwagę dalsze plany na wyprawę.

Nocleg
Szybko się ogarnąłem (tj. zjadłem ostatni jogurt od Vitalija i zawinąłem namiot) i poszedłem łapać. Z autostopowego punktu widzenia nie miało być lekko i lekko nie było. Do ringu Bordeaux mniej więcej 30km za nim trzeba było odbić 50km w kierunku Tuluzy, a następnie na południe do Pau i znowu na wchód do Lourdes. W sumie trzy zakręty, czyli nieciekawie.
Po 30 minutach łapania na stacji gdzie spałem, udało się przekonać młodą dziewczynę, żeby podwiozła mnie na ostatnią station service przed ringiem, a później po francusku dogadać z dwoma nauczycielkami, żeby zabrały mnie na trasę do Tuluzy. Sam aż byłem pod wrażeniem swojego, dawno zapomnianego, języka Moliera. Całkiem zgrabnie się dogadywałem. Co więcej, dowiedziałem się o czymś, co jest moim przekleństwem do dnia dzisiejszego. Francuzi nie należą do najbardziej pracowitych narodów świata, a już na pewno nie uczniowie. Okazało się, że system nauczania we Francji przewiduje 7 tygodni szkoły i 2 tygodnie wolnego plus wakacje. Całkiem sympatycznie.
Później, ku mojemu zdziwieniu zabrała mnie samotna matka z dwójką dzieci, która sama do mnie zagadała, czy chcę z nią jechać (to się zdarza naprawdę rzadko). Przejechałem z nią 140km aż na ostatnią prostą przed Pau. Z miejsca, gdzie mnie zostawiła, dojechałem do Lourdes na cztery raty.

ziomki

Miasteczka

i pola
Czemu Lourdes? Nie mam pojęcia. Czemu wymyśliłem sobie, że tutaj zacznę swoje El Camino? Ponownie – nie mam pojęcia. Co więcej, byłem tutaj przecież trzy lata temu i wcale mi się nie podobało. Dzikie tłumy ludzi. Mnóstwo hoteli i, w zatrważającej skali, coś co nazywa się biznesem maryjnym. Setki, jak nie tysiące sklepów z figurkami Maryi, różańcami, świeczkami, obrazkami, magnesami, zapalniczkami, zegarkami, cukierkami i lakierami w kolorze maryjnym. Dosłownie paranoja, która odrzuca, a jest obecna na każdym kroku. Cały duch Lourdes i rzeczy, które miały tam miejsce, kompletnie zanika przytłoczony turystyczną tandetą. No i okolice katedry i groty. Tak samo. Jak byłem tam za pierwszym razem, to w znacznym stopniu przeważali turyści z całego świata, przybywający do Lourdes niekoniecznie w celach pielgrzymkowych a „must see” Wszędzie proporce i ludzie w różnokolorowych apaszkach, czy czapkach.

Biznes to biznes!

Lourdes
Tym razem było inaczej. Gdy Pani, której czubek głowy ledwie wystawał ponad kierownicę olbrzymiego mercedesa wysadziła mnie w centrum miasta, byłem zaskoczony. Cisza i spokój. Witryny sklepów pozamykane, a ulicami spokojnie da się przejść. Mało tego. Przez pierwsze dziesięć minut marszu do centrum nie odbiłem się od żadnej flagi, czy baneru obwieszczającego „Katolickie pamiątki prosto z Watykanu”.
W pierwszej kolejności skierowałem się do centrum informacji turystycznej, gdzie dostałem plan miasta, wraz z campingami. Zależało mi, żeby spędzić w Lourdes co najmniej jeden dzień, a że dojazd zajął mi za dużo czasu (zbliżała się 19), to postanowiłem spędzić tu dwie noce. Nie chciało mi się targać plecaka, więc potrzebowałem znaleźć miejsce, gdzie rozbiję namiot i w spokoju zostawię wszystko w środku.
Na pierwszą noc wybrałem camping, który w żadnym stopniu nie był chroniony, więc po spędzonej tam nocce przeniosłem się na nieco bardziej odległy, ale za to przyjemniejszy i strzeżony.

omnomnomnom

Okolice kempingu
Swojego drugiego dnia w Lourdes poszedłem do groty, gdzie miały miejsca objawienia i liczne cuda. Po raz kolejny Lourdes mnie zadziwiło. Spokojnie mogłem nie tylko wejść do groty, ale i usiąść na ławeczce przed nią. Wybrałem sobie drugą w rzędzie i z różańcem w dłoniach, próbowałem się modlić, ale niespecjalnie mi wychodziło. Chciałem, a nie mogłem. Mój wzrok co chwilę przyciągały kolejne osoby na wózkach, które podjeżdżały wraz z opiekunami do groty i ustawiając się w kolejce, czekały na swoją kolej i możliwość dotknięcia skały, w której ma źródło osławiona woda. Ludzie z różnego typu porażeniami, chorobami, które w mniejszym lub większym stopniu deformowały ich palce, czy wykrzywiały twarze w zauważalnym tutaj bardziej niż gdziekolwiek indziej, cierpieniu. Ludzie zjeżdżający się z całego świata w nadziei, że może oni będą tymi nielicznymi, którzy dostąpią uzdrowienia.

Grota

Widok z placu

Taras

Widok na grotę
Nie mam zamiaru tutaj roztrząsać, czy cuda przypisywane temu miejscu są prawdziwe, czy nie. Tak samo jak nie mam zamiaru przekonywać kogokolwiek do wiary w te same rzeczy, w które wierzę. To prywatna sprawa każdego z nas.
Na tej białej ławeczce przed grotą próbowałem zebrać myśli i odpowiedzieć, czemu wymyśliłem sobie Lourdes, ale po godzinie nie doszedłem do żadnego konstruktywnego wniosku. Może tak ma być. Czułem, że muszę zacząć tutaj, a skoro jutro ruszam, to nie pozostaje mi już nic innego jak resztę pozostawić Opatrzności.
Wieczorem spędziłem jeszcze trochę czasu na składaniu filmu i planowaniem trasy, a później spać z nadzieją, że o 6 będę w stanie wstać i iść na swoje El Camino.
Tymczasem ponownie proszę o pomoc w zbiórce dla hospicjum
Można wspomóc dowolną kwotą. Nawet złotówka będzie dobra ![]()
Jeśli Cię nie stać, to zwyczajnie podziel się linkiem ze znajomymi
http://www.siepomaga.pl/r/autostopemdlahospicjum


Piękne okolice kempingu
Też byłem w Lourdes. Różnie sobie można pomyśleć o tych tłumach. Czy dewocja? czy prawdziwa pobożność? każdy sam sobie to rozsądzi. Polecam Ci rozejrzeć się po okolicach, bo wioski dookoła piękne, do wyższych gór jest całkiem niedaleko. A kolejką na Pic du Jer możesz sobie zafundować piękną panoramę na Pireneje :-)
Przemo wiara to nie jest nasza prywatna sprawa! „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię” (Mk 16, 15-18) Pozdrawiam!
Śniadanko bardzo apetyczne;)
Podziwiam to, że podróżujesz autostopem. Ogólnie uwielbiam blogi tego typu i bez wątpienia zyskałeś w tym momencie fana!
Widać, że jesteś człowiekiem z pasją i doskonale wiesz, że życie mamy tylko jedno i trzeba czerpać z niego ile się da pełnymi garściami. Pozdrawiam serdecznie!
Co to za namiot? Też szukam czegoś do tachania na plecach stąd też myśl o 1 os. (żeby był lekki) ale jeszcze nie mam pojęcia, co kupić.
Patrzę i nie wierzę. Mamy z mężem na półce pudełko-skarbonkę z napisem „Camino”. W zeszsłym roku przeszliśmy portugalskie (to spacer zaledwie!). Teraz zbieramy na francuskie. I ma się zacząć właśnie w Lourdes. Bo tak. Bo to nasza Mama i nasze miejsce. Mam nadzieję, że kiedy już wrócisz, zechcesz się podzielić jakimiś informacjami praktycznymi o tym francyskum odcinku trasy ;)