2013 · Autostopem przez życie

No nie wierzę

← Wszystkie wpisy

Każdy, kto choćby jednym okiem śledził ostatnio wydarzenia na Facebook'owym fanpage mojego bloga, zdaje sobie sprawę, że w moim życiu wydarzyło się ostatnio sporo.

Wszystko zaczęło się w niedzielę, gdy to postanowiłem się zerwać wcześniej z uczelni i pojechałem na ostatnie kilkadziesiąt minut ogólnopolskiego zjazdu blogerów "Blog forum Gdańsk", gdzie na gali wieńczącej spotkanie, miało być ogłoszenie wyników konkursu na najlepszy blog gdański. Szanse miałem małe, ale zależało mi naprawdę bardzo mocno. Niestety, w czasie gdy trwało pięciodniowe głosowanie, ja opalałem się na plaży Ngapali oraz kląłem na zerwane mosty w południowej Birmie i często nie było mowy o prądzie, a co dopiero o internecie. Na szczęście udało mi się raz wrzucić prośbę o głosowanie i jak teraz widać poskutkowało.

W  klubie B90 pojawiłem się 16.30 czyli mniej więcej na 30 minut przed końcem ostatniej debaty, podczas której uświadomiłem sobie, że moja znajomość tzw. "blogosfery" jest znikoma. Patrząc na ludzi dookoła, którzy w zdecydowanej większości piszą blogi o modzie, kuchni lub szeroko pojętym "Lajfstajlu" zdałem sobie sprawę, że mój blog nie jest zwykłym blogiem, a raczej po prostu dziennikiem z podróży. W końcu na scenie kilka osób skończyło debatować na temat tego czy warto korzystać z blogów do pomocy ludziom potrzebującym (wbrew pozorom opinie były skrajnie różne, w tym takie, że powinno się pomagać jedynie znajomym, a od innych się odcinać) i rozpoczęła się gala zamykająca całą imprezę. Na początku poinformowano, że w konkursie brało udział 77 blogów, które w sumie zebrały kilkanaście tysięcy głosów i dopiero wtedy zaczęto wyczytywać wyróżnionych. Na scenie pojawili się autorzy trzech wyróżnionych blogów. Dwóch z nich wcześniej nie znałem tj. "Wittamina W" oraz "Kochamy Żuławy" ale czytałem bloga "Ruszaj w drogę", który prowadzą moi znajomi Maciek i Kasia Marczewscy.

Gdy przyszła kolej na wyczytanie głównych nagród, to siedziałem już jak na szpilkach, bo zdawałem sobie sprawę, że główną pretendentką do nagrody jest "From movie to the kitchen", który wygrał w tym roku konkurs na najlepszy blog w Polsce oraz popularne "Porysunki", które zgromadziły wokół siebie kilkudziesięciotysięczną społeczność. W końcu przeczytali - "Autostopem przez życie". Normalnie aż podskoczyłem i mamrocząc pod nosem typowe dla mnie w momentach ekscytacji "Fuck yeah!", poszedłem na scenę. Po jakże śmiesznym i kompletnie niespodziewanym żarcie prowadzącego "Czy Przemek dojechał do nas już autostopem?" wszedłem na scenę i tak się zestresowałem, że koniec świata. Występowałem już przed dużo większą publiką, ale byłem w takim szoku, że zapomniałem języka w gębie i plotłem trzy po trzy. Na szczęście coś tam z siebie wydusiłem i uścisnąłem dłoń każdej osoby na scenie, a gdy przyszła kolej na wręczanie nagród, to dostałem wielką dyktę z rysunkiem autostopowicza i napisem "Autostopem przez życie", statuetkę i coś czego się nie spodziewałem, czyli uścisk dłoni prezesa wydawnictwa "Muza" oraz ofertę napisania książki. Jeszcze jak schodziłem ze sceny, to trzęsły mi się ręce, ale usiadłem z boku, zacząłem się ogarniać i dzwonić do rodzinki.

blog nagroda blog nagroda 2 blog4 blog 3

Po całej gali była jeszcze chwila na wspólne zdjęcia, krótkie wywiady i chwilę rozmowy ze znajomymi, a następnie po prostu poszedłem na tramwaj i wróciłem do domu, gdzie dykta i statuetka trafiły do kąta, a ja się wziąłem za przygotowywanie prezentacji na Wielki Poniedziałek. Czemu wielki? Otóż poniedziałek miał być pierwszym dniem moich prezentacji z podróży. Miałem super wielką tremę, bo pierwsze tego typu spotkania z reguły są kiepskie i pełne przebłysków "O tego zabrakło!". Na szczęście udało mi się jeszcze załatwić prezentację w XX Liceum Ogólnokształcącym w Gdańsku. Tam miałem okazję opowiedzieć o swojej podróży przed grupą około 120 osób, a po spotkaniu na kartce sobie wypisałem czego mi zabrakło i co muszę poprawić przed spotkaniem na Politechnice, które miało się odbyć jeszcze tego samego dnia o 19 wieczorem.

W Gmachu Głównym Politechniki Gdańskiej pojawiłem się 30 minut przed prezentacją, a już wtedy przed aulą gdzie miało się odbyć spotkanie, czekało juz kilkadziesiąt osób. Przywitałem się ze znajomymi, rozłożyłem sprzęt i gdy ekipa z magazynu "Pod Prąd" była gotowa, otworzyliśmy drzwi i zaczęliśmy wszystkich wpuszczać. O godzinie 19.01 naczelna magazynu, Kasia Michałowska, w dwóch słowach mnie zapowiedziała i skomplementowała fakt, że dostałem nagrodę "Blog of Gdańsk". Wtedy dotarły do mnie dwie rzeczy. Po pierwsze to, że mi nie ma czego gratulować, bo wygrałem tylko i wyłącznie dzięki osobom, które na mnie głosowały. Czytelnikom bloga, znajomym, którzy spamowali komputery w pracy, czy rodzince, która informowała wszystkich na około, a mi nic do tego i swój sukces zawdzięczam w znacznej mierze osobom, które w tym momencie siedzą przede mną. I wtedy dotarła do mnie druga rzecz. Wszystkie osoby, które już były na sali i które wciąż napływały przez tylnie drzwi, były tam z mojego powodu. To nie były Kolosy, gdzie przychodzą tysiące ludzi, chcących zobaczyć kilkanaście prezentacji z podróży, tylko kilkaset osób, które przyszły zobaczyć prezentację z mojej podróży, którą większość z nich i tak znała, bo czytała bloga. To był moment, w którym uświadomiłem sobie, że statystyki, które widzę u  na blogu, to nie są same słupki, tylko za każdą kolejną cyfrą kryje się kolejna osoba, z których część właśnie siedziała siedziała przede mną w ścisku, na ziemi.

I się przeraziłem. Przeraziłem się tego, że zawiodę. Czytając mojego bloga mogli sobie wyobrażać kogoś kompletnie innego i że po ludzku bałem się, że nie sprostam temu co sobie wyobrazili. I jakby tego było mało, to nosząc jedną koszulę przez cały dzień, ufajdałem ją przy obiedzie przez co miałem wrażenie, że każdy na sali patrzy się na tą tłustą plamę nad kieszonką.

blog6Ale gdy zacząłem, to jakoś poszło. Poszło tak, że skończyłem po 2 godzinach i 45 minutach opowiadania o podróży, a i tak mam wrażenie, że zapomniałem powiedzieć masy rzeczy. Opowiadając, co jakiś czas patrzyłem w stronę publiczności i aż się w myślach uśmiechałem, bo mimo, że większości nie znałem, to od czasu do czasu wypatrzyłem w tłumie znajomą twarz osoby, której mogłem nie widzieć od kilku lat, aż tu nagle przychodzi na moje trzygodzinne wypociny.

Po całej prezentacji, mimo późnej godziny, ustawiła się do mnie kolejka znajomych i nieznajomych osób, a nawet chłopak, którego  kiedyś sam podwoziłem na stopa, więc strasznie się ucieszyłem i naprawdę, z całego serca przepraszam, że nie było większej sali.

blog5

Po prezentacji porozwoziłem kilkoro znajomych do domu i wraz z siostrą oraz popularną wśród ekipy "autostopika" Marchewką, wróciłem do domu.

Tak na marginesie to dzień ten też był wyjątkowy również z innego powodu. Okazało się, że paczka, którą czytelnicy bloga wysłali do Azmata, dotarła do niego i wysłał organizatorce całej zbiórki wiadomość o treści "Pasha, priviet! My poluchili vash podarok. Spasibo bolshoe! Skoro ot nas toje budet podarki" (Pasza, cześć! Otrzymaliśmy Wasz prezent. Dziękujemy bardzo! Wkrótce od nas także będą prezenty)

Azmat

Co do dalszych planów, to czeka mnie masa prezentacji. Czwartek: 9.05 - I Liceum Ogólnokształcące w Gdańsku 19.00 - Kawiarnia Południk 18 w Gdańsk Piątek: II Liceum Ogólnokształcące w Gdańsku Poniedziałek Mam wolne;) Wtorek 8.00 - Gimnazjum nr 7 na Orunii 11.35 III LO w Gdynii 19.30 NZS PG - sala 462

Środa:
Akademia Marynarki Wojennej w Gdyni

A jutro napiszę dokładnie w których miejscach i kiedy będę miał prezentacje w Malborku, Olsztynie, Łodzi, Toruniu, Poznaniu i Krakowie; )

Komentarze (9)

Komentarze przeniesione z archiwum bloga.