Dzień 6
Znowu wstałem o 7.00 i znowu śniadanie. Tym razem kolorowe kanapki i herbata. Jako, że byłem nieco zmęczony wczorajszym zwiedzaniem, postanowiłem dzisiaj odwiedzić tylko Ławrę Kijowsko-Pieczarską, czyli kijowski klasztor w jaskiniach.
Oksana zapowiedziała, że wieczorem wychodzimy z jej znajomymi, więc dogadałem się z nią, że da mi klucze i wrócę nieco wcześniej, żeby się ogarnąć i podziałać trochę na Couchsurfingu - noclegi noclegi w Odessie i na Krymie same się nie załatwią.
Wyszliśmy z domu o 8.45, po czym wsiadłem w autobus jadący bezpośrednio do klasztoru. Bez przygód. Nuda.
Za wejście do klasztoru zapłaciłem 30zl, ale wg. przewodnika - warto. Jak tylko wszedłem, zacząłem się oglądać za opcją zwiedzania "na pasożyta". Jest to nic innego jak podłączenie się do wycieczki z opłaconym przewodnikiem. Ku mojemu szczęściu znalazłem jedną gupę z angielskim przewodnikiem i zwiedziłem z nimi cały obszar klasztoru. Dodatkowym plusem był fakt, że normalnie za możliwość robienia zdjęć trzeba zapłacić, a moja grupa taką możliwość wykupiła.

Sam klasztor wygląda całkiem imponująco. Jest to olbrzymi kompleks cerkwi o białych murach z zielono-złotymi dachami i od stuleci jest centrum duchowym kraju, które co roku odwiedza kilkaset tysięcy pielgrzymów. Czemu jest to miejsce święte? Ano dlatego, że początkowo znajdowały się tam jaskinie pustelnicze, które wykuł św. Antoni w poszukiwaniu samotności i pustelniczego trybu życia. Jednak stopniowo, z roku na rok, jego wspólnota się rozrastała i tworzono kolejne tunele i kolejne groty. Obecnie w tych grotach pochowani święci. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ciała tych świętych wystawione są w tunelach na widok pielgrzymów, a ich ciała, mimo, że nie zostały poddane mumnifikacji, są w idealnym stanie. Mało tego. Zgodnie z tym, co powiedział grupie przewodnik, naukowo udowodniono, że w ciałach niektórych z nich wciąż bije wyczuwalny puls. W to już akurat nie uwierzyłem, ale ciała widziałem na własne oczy.

O klasztorze przeczytałem dzień wcześniej w przewodniku. Było tam napisane, że jeżeli chce się dostać do miejsc zastrzeżonych wyłącznie dla pielgrzymów, a co za tym idzie, o wiele bardziej atrakcyjnych, należy zaopatrzyć się w długie spodnie, koszulę z długim rękawem, świece, butelkę na świętą wodę i wizerunek Matki Boskiej w jakiejkolwiek postaci. Tak przygotowany ruszyłem w stronę jaskiń. W środku niestety nie można było robić zdjęć.
Wejście wyglądało niepozornie, ponieważ znajdowało się w małej kaplicy. Zejście do było dość strome, a moja anglojęzyczna grupa składała się z wyłącznie ludzi starszych zdrowo po 70, więc jako pasożyt, postanowiłem się odwdzięczyć i wraz z przewodnikiem pomagałem wszystkim schodzić.
Same korytarze mogły przyprawić o klaustrofobię i gęsią skórkę. Gdybym nie wziął świecy, to prawdopodobnie miałbym problemy z zauważeniem czegokolwiek. Korytarze były mniej więcej na 190cm wysokie i nie szersze niż 80-90cm. W miejscu, gdzie dzieliły się one na część turystyczną i dla pielgrzymów, odłączyłem się od mojej grupy. Po krótkiej prezentacji swojej osoby, młodemu mnichowi, który robił za selekcjonera, wszedłem. Pierwsza grota, na którą się natknąłem, nie była większa niż średniej wielkości sala lekcyjna. Wszędzie pod ścianami w małych niszach znajdowały się trumny, a na ścianach nad nimi freski sprzed kilkuset lat. Jeśli doda się do tego delikatne oświetlenie świec i kilkanaście osób, które kolejno całowały każdą trumnę, mrucząc przy tym modlitwy, powstaje niesamowicie dziwna atmosfera. Nie jest to jednak nastrój z horroru, na co może wskazywać wizualizacja groty, ale atmosfera zadumy i żarliwej modlitwy ludzi, którzy wierzą.
Podszedłem kolejno do każdej z trumien i naprawdę. Cud czy nie cud, wiem, co widziałem. Ciała ludzi w różnym wieku, niskiego wzrostu, wyglądających tak, jakby spali, mimo, że większość z nich "drzemała" już od co najmniej kilkuset lat.
Udzieliła mi się atmosfera zadumy i udałem się w dalszą podróż pieczarami. Podczas gdy szedłem tunelami, powoli było słychać coraz głośniejszy śpiew. W pierwszym momencie myślałem, że dotarłem już do wyjścia, bo tunel od dłuższego czasu kierował się ku górze, ale byłem w błędzie.
Trafiłem do dużo większej groty niż poprzednie. Cała była wymalowana freskami, ozdobiona świecami i ikonami. Na jej środku znajdował się mały, prosty ołtarz, gdzie mnich odprawiał mszę. Wszyscy ludzie w niej uczestniczący, mieli pozapalane małe świeczki i głośno śpiewali. Wyobraźcie sobie! Grota ozdobiona, freskami sprzed kilkuset lat, pozłacane ikony, i kilkdziesiąt osób z małymi świeczkami, donośnie śpiewających pieśń w niskiej tonacji. Magia, a raczej żarliwa wiara.
Po wyjściu przycupnąłem sobie na ławce, żeby przetrawić to, co widziałem, po czym ruszyłem w kierunku domu.

Po dotarciu do domu, zrobiłem jajecznicę, o której marzyłem od tygodnia, uaktualniłem bloga i nadrobiłem zaległości na Facebooku, a następnie przyciąłem komara na mniej więcej 2h.
Obudziła mnie Oksana, która zadzwoniła, oznajmiając, że mam być gotowy za 15 min i idziemy na miasto.
Ogarnąłem się raz dwa i razem pojechaliśmy marszrutką do centrum, gdzie spotkaliśmy się z jej dwoma koleżankami. Dziewczyny wzięły mnie na spacer do ogrodu botanicznego, a stamtąd ruszyliśmy na popularny wśród kijowian taras widokowy , aby podziwiać zachód słońca.
Niestety, nieco się spóźniliśmy i widzieliśmy tylko jego końcówkę.

Z tarasu poszliśmy w stronę pijalni czekolady jedną z najbardziej reprezentacyjnych deptaków Kijowa, którego ozdobą była, znajdująca się na jego szczycie cerkiew. Cała ulica została odrestaurowana na Euro 2012, ale widać było spore niedociągnięcia w postaci zniszczonych budynków. na których umieszczono siatkę imitującą elewację i okana.

Po zaopatrzeniu się w czekolady zatrzymaliśmy się na piwo do jednej z pobliskich restauracji, gdzie spędziliśmy blisko godzinę, rozmawiając głównie o podróżowaniu i różnicach pomiędzy Polską a Ukraina.

W sumie pewnie bysmy posiedzieli i do rana, ale Oksana byla zmeczona, a ze jest moim hostem, to wrocilem z nia do domu i poszlismy spac.
Jutro sie pakuje i ruszam na Odesse, a po drodze odwiedze pewnie kilka mniejszych miejscowosci.


Komentarze (1)
Komentarze przeniesione z archiwum bloga.