Dzień 29
Wstałem o 9. Byłem wyspany, najedzony, wypoczęty i wszystkie rzeczy pachniały wizirem. Podróżowanie można zacząć od początku. Mój host podwiózł mnie na wylotówkę z miasta, gdzie stanąłem z tabliczką "Signagi" i już po 2 minutach jadę.
Moim kierowcą okazał się płynnie mówiący po angielsku neurochirurg, który jechał na urodziny znajomego 40 km w moim kierunku. Pogadaliśmy o wojnie, polityce, poopowiadał mi kilkanaście żartów o Ormianach (nie wiem czemu, ale cała Gruzja opowiada żarty o nich) i wysadził z informacją, że jak utknę , to mam dzwonić i się mną zajmą. Klasyk
Kolejny autostop znowu po 2 min. I znowu to samo. Wojna, polityka, przyjaźni, rodzina i wysadził mnie 6km przed Signagi
W ogóle nie pisałem o tym jeszcze, ale teraz sobie przypomniałem, więc napiszę. Część z Was myśląc o Lechu Kaczyńskim pewnie nie ma specjalnie dużo pochlebnych myśli, ale wypowiada się z szacunkiem, bo zginął tragicznie. W Gruzji go kochają. Dosłownie. Wszyscy otwarcie mówią, że gdyby nie zorganizował przyjazdu prezydentów do Tbilisi, to Rosja nie zawahałaby się zaatakować stolicy. A tak dzięki jego interwencji nie zaryzykowali i gruzini mieli czas na zorganizowanie obrony. Mówcie co chcecie, ale w Gruzji jest bohaterem dla wszystkich.
W pierwszym momencie miałem plan przejść się do Signagi na piechotę, ale wybił mi to z głowy gruzin, który nie proszony się zatrzymał i zaproponował, że podwiezie do centrum. Klasyk.
Signagi okazało się przeuroczym miastem odrestaurowanym kilka lat temu. Jego usytuowanie było po prostu nieziemskie. Na szczycie wzniesienia z widokiem na całą dolinę i góry Kaukazu odległe o 30km.
Rozbiłem namiot przy murach miejskich i ruszyłem w kierunku Monastyru św. Nino, który jest największą atrakcją w okolicy. Według wszystkich było to nie więcej niż 2km, ale oczywiście ślepy Przemek nie zobaczył drogowskazu wielkości stodoły i zrobił 6kilometrowy spacer dookoła. W klasztorze znajduje się źródło, w którym można się wykąpać i któremu przypisuje się wiele cudów. Jak dotarłem brudny i spocony, byłem pewny, że osiągnę nirwanę jeżeli spłuczę to wszystko z siebie. Niestety gigantyczna kolejka mnie zniechęciła i po zrobieniu kilku zdjęć wróciłem do miasta(tym razem zauważyłem znak)
Wracając wpadłem na głupi pomysł. Wejdę na dach budynku i zrobię zdjęcie miasta i doliny. Zacząłem się rozglądać i znalazłem. Problem był w tym, że zostałem przyłapany w trakcie wspinaczki. Na szczęście przez dwie dziewczyny z plecakami. Jak im wytłumaczyłem co mam zamiar zrobić, to się podzieliliśmy. One na czatach, a ja wchodzę. Później zmiana.
Po wszystkich, gdy już byliśmy wspólnikami w zbrodni, przedstawiliśmy się sobie nawzajem. Okazało się, że Paulina i Manuela pochodzą z Szwajcarii i podróżują po Gruzji autobusami(cieniasy). Szukały również miejsca na namiot, więc zaproponowałem, że mogą się rozbić obok mnie, bo zawsze raźniej i bezpiczeniej. Tak też zrobiły, a następnie zaprosiły mnie na degustację win.
Idąc miastem spotkaliśmy mojego kierowcę z żoną, a następnie ich znajome z Batumi, więc taka wesoła gromadka poszliśmy na degustację i przez blisko 2 godziny rozmawialiśmy o naszych doświadczeniach związanych z Gruzją i rownizcami pomiędzy naszymi krajami.
o 23 dziewczyny wpadły na pomysł, żeby nasi przypadkowo spotkani znajomi wpadli do nas do namiotów na makaron. Mój kierowca odmówił, ale koleżanki z Batumi się zgodziły i tym samym wieczór spędziliśmy przy murach zamkowych gotując makaron w międzynarodowym towarzystwie.







Komentarze
Pod tym wpisem nie ma jeszcze komentarzy.
Komentarze przeniesione z archiwum bloga.