2012 · Autostopem przez życie

W trasie

← Wszystkie wpisy

Dzień 7

Wstałem o 8.30, żeby odwdzięczyć się Oksanie i zrobić jej śniadanie. Cały wczorajszy dzień planowałem, żeby zrobić coś wyszukanego. Koniec końców skończyło się na tostach. Zawsze coś. Przedpołudnie spędziłem na planowaniu trasy i pakowaniu, a o 12 ruszyliśmy na wylotówkę z miasta.

Niesamowity jest fakt, że wg. google maps, trasa na wylotówkę to mniej niż 8km, a dotarcie tam komunikacją miejską zajęło nam ponad godzinę. Pożegnałem się z moim wspaniałym hostem i ruszyłem w poszukiwaniu miejsca, gdzie mogę zacząć łapać.

Pierwsze miejsce było okupowane przez parę polskich autostopowiczów - Paulę i Darka, z którymi przez chwilę pogadałem i ruszyłem dalej, żeby im nie przeszkadzać. Kawałek dalej znalazłem bardzo ładną zatoczkę, gdzie również natknąłem się na autostopowicza i na policję. Chwilę porozmawiałem ze wszystkimi, aż moje sokole oko dostrzegło TIRa na polskich numerach. Szybka akcja. Wbiegam przed szybę, desperacko wymachiwać kartonem z napisem Humań. Udało się. Kierowca mnie zauważył i przyjął pod swój dach. Okazał się nim Olgierd - kierowca z 20 letnim stażem. Po godzinnej podróży stwierdził, że ma dylemat. Musi zadzwonić przez Skypa do żony, ale musi również zdążyć na czas do Odessy. Grzecznie mnie poprosił, czy mógłbym poprowadzić przez chwilę ciężarówkę, a on w międzyczasie pogadałby z żoną. Zdębiałem, po czym się zgodziłem, pod warunkiem, że jak coś, to on się tłumaczy policji. Powiedział, że nie ma problemu, bo już raz to przerabiał i zabawa kosztowała go 30 dol. ale mam się nie bać, bo przez najbliższe 70km nie ma żadnych posterunków policji. Raz się żyje. Wsiadłem za kierownicę i jadę. Na początku trochę śmiechu, ale koniec końców prosta droga, więc moja rola ograniczała się do trzymania prosto kierownicy, podczas gdy Olgierd rozmawiał z rodzinką.

Za kierownicą TIRa

Wysadził mnie w Humaniu. W mieście, w którym wg. przewodnika znajduje się piękny park Sofijiwka, wybudowany ku chwale urody Zofii Potockiej. Budowa parku ma ciekawą historię rodem z telenoweli, związaną ze zdradą i miłością do grobowej deski, ale sam w sobie jakoś mnie nie powalił. Ot taki park trochę ładniejszy niż ten Oliwski czy Łazienki w Warszawie.

Park Sofijiwka

Jestem prawie pewny, że na moją ocenę wpływał fakt, że było gorąco i duszno. Jak przed burzą. Ledwo zostawiłem park za sobą, a niebo zasnuło się czarnymi chmurami. Kupiłem więc kolację - arbuza i poszedłem szukać dogodnego miejsca do spania gdzieś blisko trasy na Odessę.

Na dziko z arbuzem

Rozbiłem się obok "autostrady", zjadłem arbuza i się rozpadało. Potężna burza, która była sprawdzianem przed wiatrami na Elbrusie. Wiało tak, że namiot targało na wszystkie strony, a woda chlupotała na około. Po 30 min strachu wiedziałem, że namiot da radę i zasnąłem.

Dzień 8

Wstałem z samego rana, ale bez planu. Okazało się, że żadna z osób, które miały mnie przenocować w Odessie, nie odpisuje, więc trochę bez sensu byłoby jechać do miasta, bez noclegu. Postanowiłem zdać się na los.

Po 20 min łapania stopa, zatrzymała się stara lada z napędem 4x4, bez jednego siedzenia. W środku poznałem Julę i Juri`ego Białorusinów, którzy jechali do ujścia Dniepru, popływać na kajakach i poodpoczywać. Zapytałem, czy mogę jechać z nimi. Zgodzili się, więc miałem pomysł na cały dzień.

Lada z napędem 4x4

Jechaliśmy dość długo, bo fabryka dała zapakowanej ladzie niezbyt wiele pod maską i ani razu nie przekroczyliśmy 100km/h, więc do ujścia Dniestru, który okazał się być również parkiem narodowym, dotarliśmy o 16.00.

Znaleźliśmy pole namiotowe. Średnio chciałem na campingu, ale powiedzieli, że będą szczęśliwi, jak zjem z nimi kolację, więc zapłacili za mój nocleg.

Rozbiłem się z namiotem i wziąłem za to, co foczki lubią najbardziej, czyli opalanie. W pewnym momencie przyszedł Juri z pytaniem, czy chcę z nim popływać na kajakach. Zgodziłem się bez zastanowienia. I tym samym spędziliśmy ostatnie godziny dnia, pływając na kajakach po rzece.

W kajaku na Dniestrze

Wieczorem zaprosili mnie na degustację owoców. Arbuzy, śliwki, pomarańcze, brzoskwinie itd. Właśnie wtedy odkryłem owoc, który jem teraz prawie codziennie - dynię.

Większość z Was, myśląc o dyni, zaraz sobie przypomni te, które są popularne na Halloween. Ale nie! Dynia, którą poznałem tutaj, jest inna. Piękniejsza i smaczniejsza. I to, co w niej jest najcudowniejszego, to fakt, że w przeciwieństwie do arbuza, który ma pestki rozsiane wszędzie, dynia ma je wszystkie w jednym miejscu.

Jula, Juri i ja

Zachwycony odkryciem tego cudownego owocu, poszedłem spać z pełnym brzuszkiem.

Nocleg

Komentarze (2)

Komentarze przeniesione z archiwum bloga.