2013 · Autostopem przez życie

Wachlarz

← Wszystkie wpisy

Wszyscy wzięli się za opisywanie spotkania podróżniczego o wdzięcznej nazwie Wachlarz, więc nie będę gorszy i też "popełnię wpis"(zwrot, który mi zapadł w pamięć ze spotkania).

Na początek szybkie wytłumaczenie czym jest "Wachlarz". Otóż jest to cykl spotkań organizowany przez Kubę i Anię Górnickich tzw. "Podróżnicckich". Było o reportażu, tańcu, a teraz przyszedł czas na "Sposoby na podróżowanie". Całkiem spora medialna akcja, bo "Podróżniccy", to osoby znane w całym środowisku blogerów, więc na spotkaniu pojawiły się takie gwiazdy jak Maciej Budzich, Ilona Patro czy Marek Wajda. Dodatkowo kilkunastu innych, o których jeszcze nie słyszałem, ale którzy już opisali wydarzenie na swoich blogach i podlinkowali do mnie. Tyle wygrać.

Spotkanie odbywało się w Warszawie, więc trzeba było dojechać. A jak dojechać to tylko "stopem". Po załatwieniu kilku spraw z rana na uczelni, ruszyłem na wylotówkę. Do Warszawy łapałem stopa z Sandrą, dziewczyną, która ogłosiła się na największej grupie poświęconej autostopowi na FB, że też wybiera się na spotkanie. Krótki odcinek, więc zawsze śmieszniej.

Planowo chciałem wrócić jeszcze tego samego dnia pociągiem, więc nie miałem ze sobą specjalnie dużo rzeczy i dlatego nie musiałem się pakować w plecak czy torbę. I tutaj wyszło na jaw moje specyficzne poczucie humoru. Otóż na wcześniej wspomnianym forum, przynajmniej raz dziennie pojawia się pytanie - "W co najlepiej się zapakować?Co zabrać na wyprawę?" itp. itd. Osobiście uważam, że można poświęcić tą dodatkową minutę na szukanie informacji na forach podróżniczych, ale najwyraźniej niektórzy wolą iść na łatwiznę i w nieskończoność powtarzać tego typu pytania. Tak czy inaczej, zauważyłem, że coraz częściej autostopowicze z większym stażem zaczynają polecać reklamówki z Biedronki (Ironio, kocham Cię), więc postanowiłem się przyłączyć do tego specyficznego żarciku i do Warszawy pojechać ubrany i wyposażony w ten sposób:

koszwały

Pierwszy stop wyjątkowo nudny, bo facet z kozią bródką, słuchający transów i nie wiedzący do czego służy klima, więc skrzydło mokre po 10 minutach, ale grunt, że podwiózł do Nidzicy. Później po minucie czekania mieliśmy już transport do samej stolicy z kolesiem, który był tak miły, że poczęstował trzema piwkami.

W Wawie byliśmy o 16, więc spory zapas czasu, dlatego postanowiłem podejść i dowiedzieć się jak wygląda sprawa moich wiz. Okazało się, że prawdopodobnie będzie mały poślizg i wszystkie będę miał dopiero między 15, a 18 lipca.

Później postanowiliśmy wybrać się z Sandrą na obiad do znanej knajpy studenckiej na starówce, gdzie dają litrowe piwa po przystępnych cenach, a do rachunku szota wiśniówki. Tam pojedliśmy, popiliśmy i poszliśmy na Wachlarz. W drodze stwierdziłem, że jednak wypicie 4 piw przed nagrywaniem materiału prawdopodobnie nie było najlepszym pomysłem.

wachlarz

No a teraz w końcu o samym spotkaniu. Było zaproszonych 6 osób. Autorzy projektu "Busem przez świat", Chłopaki z "Paragon z podróży" i Piotr Strzeżysz z "On The bike". Jednym słowem kozaki. Wszyscy wydali już książkę i wszyscy mają pro blogi. Ale jakimś cudem tam trafiłem z moim blogiem i znajomością CSS na poziomie zerowym.

Tak czy inaczej, nie będę wszystkiego opisywać, bo wygodniej będzie jak obejrzycie relację video, która ma być jakoś na weekend;) Generalnie było gorąco, śmiesznie i w ogóle nie czuło się jak szybko czas leci.

wachlarz

Oczywiście po spotkaniu plany szlag trafił i zamiast powrotu do Gdańska o 22, skończyło się na wyjściu ze znajomymi i zwiedzaniu stolicy do wczesnych godzin porannych.

Jak to zwykle bywa po męczącej nocy, średnio chciało mi się wracać na stopa, więc zaszalałem i o 8 poszedłem na pociąg. Znalazłem swoje miejsce i od razu zaległem z nadzieją, że obudzę się w na Gdańsku. Niestety, nie było mi to dane. Jak to zwykle bywa, skacowanemu słońce w oczy i od początku po korytarzu latały (dosłownie) dzieci w wieku 2-4 lat, które komunikowały się głównie donośnym "aahahaheieiaaaaeeooo" i tupotem. Mało tego, na przeciwko mnie usiadły dwie dziewczyny, mniej więcej w moim wieku, które bez zażenowania dyskutowały o swoich relacjach z chłopakami. No i na koniec wisienka na torcie - stara panna z kotem na siedzeniu obok. Mam się za zaprawionego w bojach podróżnika, więc myślałem, że jakoś to wszystko zniosę, ale niestety cała ta mieszanka potrzebowała tylko katalizatora, żeby wybuchnąć.

Wstępem do reakcji było 40 minutowe opóźnienie, spowodowane dość paskudną kontuzją kobiety, która w toalecie złamała sobie nogę. I tutaj zagadka - jak można złamać nogę w toalecie pociągowej? Oczywiście dziewczyny z naprzeciwka miały co najmniej 10 teorii i nie zapomniały się nimi podzielić z całym przedziałem. Tak bardzo chciałem ich słuchać.

W Prabutach nastąpiła kumulacja. Katalizatorem okazał się być konduktor informujący pasażerów, że zerwało trakcję i postoimy co najmniej 2h. I się zaczęło. Dziewczyny z naprzeciwka - "Skandal! Komunikacja zastępcza! Mój chłopak czeka!". Dzieci z korytarza "aahahaheieiaaaaeeooo" i tuptuptup. Stara panna z kotem - "Mój kot musi mieć kuwetę, bo na peronie nie zrobi kupki, bo nie może, a jak nie zrobi to umrze na zatwardzenie!" I ja - skacowany, brudny, zmęczony z moim krótkim "Ojebane".

Los dał mi dwie ścieżki do wyboru. Ekstra dwie godziny z pasażerami lub spacer do Prabut w poszukiwaniu wylotówki. Wybór był prosty mimo, że padało.

15 minut później już miałem stopa. Moim kierowcą okazał się być Jurek - nauczyciel muzykoterapii ze szkoły specjalnej. Jurek, jakby to powiedzieć, był pociesznym i wyluzowanym kierowcą. Powiedział, że chętnie mnie podwiezie do Sztumu. gdy mu szybko powiedziałem co tutaj robię i jak się czuję, stwierdził, że jestem "swój chłop" i czy chcę coś do picia, bo na pace ma wódeczkę, rum i piwka. Skończyło się na piwku. On nie pogardził czymś mocniejszym.

W drodze okazało się, że jakiś wiadukt zamknięty, więc do Sztumu jechaliśmy przez polne drogi i lasy( przyznaję się, że mimo iż był sympatyczny w pewnym momencie zacząłem się lekko denerwować i zastanawiać czemu jedziemy przez las), ale koniec końców dotarliśmy śpiewając "Gul,gul, gul Specjal król" itd. I z serii ciekawostki alkoholowe. O ile wiedziałem czym jest krowa, to uświadomił mnie co to jest "Polana" - "Kilka krów i dobre świnie". Taki jego żarcik.

Później już dojechałem na raty do Malborka skąd wzięła mnie Magda. Mega pocieszna przedstawicielka handlowa, pochodząca z Włocławka, a na stałe mieszkająca w Gdańsku. Oficjalnie: była pierwszą samotną kobietą, która mnie wzięła na stopa;)

Tak czy inaczej do Gdańska dojechałem po dwóch godzinach, czyli koniec końców - autostop górą!:)

A Do wyjazdu do Azji pozostały 3 tygodnie!:)

Komentarze (3)

Komentarze przeniesione z archiwum bloga.